29.09.2024, 00:58 ✶
Scylla stała nieruchomo, obserwując, jak sytuacja rozgrywa się przed jej oczami, czując, jak serce przyspiesza pod naporem narastających emocji. Wszystko wokół zdawało się nagle zwolnić - echo kroków starca odbijające się od ścian wąskiego przejścia, syk jego oddechu, szum wiatru w oddali. Każdy detal otoczenia stawał się nienaturalnie wyraźny: faktura kostki brukowej pod jej butami, drżenie dłoni starca, które wcześniej wydawały się tak pewne, a teraz ledwie mogły go podtrzymać.
Nienawidziła konfrontacji. Sytuacje pełne emocji i gwałtownych reakcji nie były jej domeną. Zawsze wolała analizować zdarzenia z dystansu, patrzeć na nie poprzez pryzmat swojej pokrętnej logiki, ale teraz była w samym środku czegoś, czego nie mogła zignorować. Louvain wkroczył pomiędzy nią a agresora, a jego zuchwałe działanie miało efekt, którego się nie spodziewała. Wyrwał jej tę chwilę niepewności, przejął kontrolę nad sytuacją - to, czego Scylla nie potrafiła zrobić. Kiedy złapał starca za brodę i szarpnął go, coś w niej zareagowało. Ten gwałtowny ruch, choć wywołał dyskomfort, sprawił, że na moment poczuła coś dziwnego - przypływ mocy.
Jej myśli zaczęły się kotłować, dygocąc na krawędzi zrozumienia. Obserwując, jak starzec został sprowadzony do takiego stanu, poczuła dziwne ciepło rozlewające się po jej ciele. Nigdy wcześniej nie doświadczyła czegoś podobnego - władzy, która teraz zdawała się należeć do niej. Wzrok miała utkwiony w rękach Louvaina, ale to poczucie kontroli, tej cichej dominacji nad sytuacją, uderzyło ją jak fala. Zamiast dyskomfortu, jaki zazwyczaj odczuwała w takich momentach, pojawiło się coś nowego - niepokojąca satysfakcja.
Nie rozumiała tego w pełni, ale czuła, że może coś z tym zrobić. Jej palce drgnęły niepewnie, jakby próbowały dotknąć tej nieuchwytnej emocji, której wcześniej nigdy nie miała okazji poznać. Przesunęła wzrok na twarz starca, który drżał pod wpływem ucisku Louvaina. Scylla zrobiła krok do przodu, niepewnie, ale z każdym ruchem czuła, że jej wewnętrzne napięcie maleje. Coś w niej chciało tej władzy, tego momentu, w którym mogłaby kontrolować całą sytuację. Niezrozumiała potrzeba przejęcia sterów nad tym człowiekiem - a może nawet nad samą sobą - zaczęła w niej kiełkować. Jakby, wbrew swojej naturze, chciała się upewnić, że ten, który ją zastraszył, teraz ją przeprosi, uzna jej siłę.
Podniosła rękę, palce drżały delikatnie, gdy spojrzała na starca. Louvain zerknął na nią kątem oka, oczekując dalszych instrukcji. To ona teraz miała głos, miała możliwość, by zrobić krok naprzód. Przez chwilę oddychała ciężko, czując rosnący w piersi strach i jednocześnie... ekscytację. To było nowe, dziwne, niepokojące. Chciała, by przestał, by starzec odszedł, ale równocześnie coś w niej krzyczało, by zdominować sytuację, by wyegzekwować to, co jej się należało. Przeprosiny.
- Powinieneś... - zaczęła niepewnie, cicho, ale z każdym słowem jej głos stawał się mocniejszy, choć nieco drżący. - Powinieneś mnie przeprosić. - To brzmiało jak rozkaz, a nie prośba. Jej wzrok spotkał się ze wzrokiem starca, a ona poczuła w sobie dziwne ciepło, które wzbudzało tę dziwną satysfakcję. Serce biło mocno, a mimo to czuła, że w jakiś sposób to kontroluje.
Starzec, z trudem łapiąc oddech, spojrzał na nią z przestrachem. Louvain wciąż trzymał go mocno, gotowy do dalszych działań, ale Scylla poczuła, że teraz to ona nad wszystkim panuje. Starzec chrząknął, a jego głos, drżący i cichy, wydał się jej niemal jak triumf.
Przepraszam wymamrotał ledwie słyszalnie, jego twarz wyrażała czyste upokorzenie. Scylla nie potrafiła wytłumaczyć, dlaczego ten moment sprawił, że poczuła się lepiej, dlaczego satysfakcja z tego aktu była tak silna, choć chwilę wcześniej wolała po prostu, by wszystko się skończyło.
- Głośniej - szepnęła, wciąż patrząc na niego, choć jej oczy wydawały się być już gdzieś daleko. Chciała poczuć jeszcze trochę tej władzy, jeszcze chwilę kontrolować coś, co wydawało jej się wcześniej poza jej zasięgiem. Starzec, teraz już z większą desperacją w głosie, podniósł wzrok i niemal wykrzyczał:
- Przepraszam! - Słowa rozbrzmiały w powietrzu, a Scylla zamknęła na chwilę oczy, chłonąc to dziwne uczucie spełnienia. To nie miało sensu, ale nie musiało mieć sensu. To była chwila, którą mogła kontrolować - a kontrola była tym, czego zawsze nieśmiało pragnęła.
Dopiero po chwili, gdy starzec zaczął się wycofywać, coś w niej zaczęło się rozpływać. Jej dłonie, wcześniej tak pewne siebie, znów zaczęły drżeć, a w głowie pojawił się lekki chaos myśli. Poczuła, że wszystko powoli wraca do normalności, a ona sama znów zaczynała analizować całą sytuację, próbując zrozumieć, co właściwie zaszło. Scylla była teraz chodzącym nieładem, przypominając kogoś, kto wyrwał się z transu i nie mógł przetrawić, co właśnie uczynił. Błądziła wzrokiem po otoczeniu, mrugając gwałtownie, próbując się otrząsnąć. Spojrzała wreszcie na Louvaina, chyba w wyrazie podzięki - niemniej nie była w stanie przeobrazić tego wyrazu w słowa.
Nienawidziła konfrontacji. Sytuacje pełne emocji i gwałtownych reakcji nie były jej domeną. Zawsze wolała analizować zdarzenia z dystansu, patrzeć na nie poprzez pryzmat swojej pokrętnej logiki, ale teraz była w samym środku czegoś, czego nie mogła zignorować. Louvain wkroczył pomiędzy nią a agresora, a jego zuchwałe działanie miało efekt, którego się nie spodziewała. Wyrwał jej tę chwilę niepewności, przejął kontrolę nad sytuacją - to, czego Scylla nie potrafiła zrobić. Kiedy złapał starca za brodę i szarpnął go, coś w niej zareagowało. Ten gwałtowny ruch, choć wywołał dyskomfort, sprawił, że na moment poczuła coś dziwnego - przypływ mocy.
Jej myśli zaczęły się kotłować, dygocąc na krawędzi zrozumienia. Obserwując, jak starzec został sprowadzony do takiego stanu, poczuła dziwne ciepło rozlewające się po jej ciele. Nigdy wcześniej nie doświadczyła czegoś podobnego - władzy, która teraz zdawała się należeć do niej. Wzrok miała utkwiony w rękach Louvaina, ale to poczucie kontroli, tej cichej dominacji nad sytuacją, uderzyło ją jak fala. Zamiast dyskomfortu, jaki zazwyczaj odczuwała w takich momentach, pojawiło się coś nowego - niepokojąca satysfakcja.
Nie rozumiała tego w pełni, ale czuła, że może coś z tym zrobić. Jej palce drgnęły niepewnie, jakby próbowały dotknąć tej nieuchwytnej emocji, której wcześniej nigdy nie miała okazji poznać. Przesunęła wzrok na twarz starca, który drżał pod wpływem ucisku Louvaina. Scylla zrobiła krok do przodu, niepewnie, ale z każdym ruchem czuła, że jej wewnętrzne napięcie maleje. Coś w niej chciało tej władzy, tego momentu, w którym mogłaby kontrolować całą sytuację. Niezrozumiała potrzeba przejęcia sterów nad tym człowiekiem - a może nawet nad samą sobą - zaczęła w niej kiełkować. Jakby, wbrew swojej naturze, chciała się upewnić, że ten, który ją zastraszył, teraz ją przeprosi, uzna jej siłę.
Podniosła rękę, palce drżały delikatnie, gdy spojrzała na starca. Louvain zerknął na nią kątem oka, oczekując dalszych instrukcji. To ona teraz miała głos, miała możliwość, by zrobić krok naprzód. Przez chwilę oddychała ciężko, czując rosnący w piersi strach i jednocześnie... ekscytację. To było nowe, dziwne, niepokojące. Chciała, by przestał, by starzec odszedł, ale równocześnie coś w niej krzyczało, by zdominować sytuację, by wyegzekwować to, co jej się należało. Przeprosiny.
- Powinieneś... - zaczęła niepewnie, cicho, ale z każdym słowem jej głos stawał się mocniejszy, choć nieco drżący. - Powinieneś mnie przeprosić. - To brzmiało jak rozkaz, a nie prośba. Jej wzrok spotkał się ze wzrokiem starca, a ona poczuła w sobie dziwne ciepło, które wzbudzało tę dziwną satysfakcję. Serce biło mocno, a mimo to czuła, że w jakiś sposób to kontroluje.
Starzec, z trudem łapiąc oddech, spojrzał na nią z przestrachem. Louvain wciąż trzymał go mocno, gotowy do dalszych działań, ale Scylla poczuła, że teraz to ona nad wszystkim panuje. Starzec chrząknął, a jego głos, drżący i cichy, wydał się jej niemal jak triumf.
Przepraszam wymamrotał ledwie słyszalnie, jego twarz wyrażała czyste upokorzenie. Scylla nie potrafiła wytłumaczyć, dlaczego ten moment sprawił, że poczuła się lepiej, dlaczego satysfakcja z tego aktu była tak silna, choć chwilę wcześniej wolała po prostu, by wszystko się skończyło.
- Głośniej - szepnęła, wciąż patrząc na niego, choć jej oczy wydawały się być już gdzieś daleko. Chciała poczuć jeszcze trochę tej władzy, jeszcze chwilę kontrolować coś, co wydawało jej się wcześniej poza jej zasięgiem. Starzec, teraz już z większą desperacją w głosie, podniósł wzrok i niemal wykrzyczał:
- Przepraszam! - Słowa rozbrzmiały w powietrzu, a Scylla zamknęła na chwilę oczy, chłonąc to dziwne uczucie spełnienia. To nie miało sensu, ale nie musiało mieć sensu. To była chwila, którą mogła kontrolować - a kontrola była tym, czego zawsze nieśmiało pragnęła.
Dopiero po chwili, gdy starzec zaczął się wycofywać, coś w niej zaczęło się rozpływać. Jej dłonie, wcześniej tak pewne siebie, znów zaczęły drżeć, a w głowie pojawił się lekki chaos myśli. Poczuła, że wszystko powoli wraca do normalności, a ona sama znów zaczynała analizować całą sytuację, próbując zrozumieć, co właściwie zaszło. Scylla była teraz chodzącym nieładem, przypominając kogoś, kto wyrwał się z transu i nie mógł przetrawić, co właśnie uczynił. Błądziła wzrokiem po otoczeniu, mrugając gwałtownie, próbując się otrząsnąć. Spojrzała wreszcie na Louvaina, chyba w wyrazie podzięki - niemniej nie była w stanie przeobrazić tego wyrazu w słowa.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga