29.09.2024, 08:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.09.2024, 09:12 przez Brenna Longbottom.)
No nie była pewna, czy wiedział, skoro ktoś mu tego wąsa oceniał, ale pomyślała, że może naćpali go taką ilością mikstur, że coś mu się przyśniło. Siniaków nie widziała, ale wyglądał za to na zmęczonego – i zadrapania dopiero znikały, pewnie po zaaplikowaniu eliksirów oraz maści. Miała takie dziwne wrażenie, że faktycznie powinien tkwić tej nocy w szpitalu, bo jeden eliksir to trochę za mało na takie obrażenia, potwierdzenie jednak niezbyt ją zdziwiło, bo sama też by stąd uciekała, gdy tylko rany podleczyłyby się na tyle, że dałoby się już wstawać bez problemów z łóżka…
Ale nie było aż tak źle, jak się bała, gdy usłyszała o wysadzaniu w powietrze.
– Okrutni – zgodziła się. – Nie żeby Dani nie zrobiła mi tego samego, gdyby wciąż tu pracowała. Basilius ma dyżur? Cholera, muszę omijać jego gabinet.
Dostanie biedak zawału, jak ją tutaj zobaczyć, i zacznie nerwowo sprawdzać daty, a przecież to był piątek, ale nie piątek trzynastego. Nie chciała go konfundować.
– Przyszłam sprawdzić, czy żyjecie, bo w Biurze opowiadają o wylatywaniu w powietrze, mugolskim terroryzmie, śmierciożercach i supermarketach zawalających się na głowy. Do Caina na razie i tak mnie nie wpuszczą, jest względnie cały, ale chyba stał bliżej niż ty – stwierdziła. Brenna umiała wykręcać się od odpowiedzi, jeżeli miała na to ochotę, ale nie zamierzała udawać, że się nie przejęła, czując, jak to był na skraju śmierci – przecież niezależnie od wszelkich więzi, ruszyłoby ją to, gdyby chodziło o kogoś, kogo znała. Nawet jak czasem Atreus ogromnie ją wkurzał, nie planowała teraz odgrywać nagle szopki, że w sumie to chciała dostać się do Caina w sali obok, ale pomyliła drzwi.
– A tak poza tym, to pewnie się tu nudzisz, a ja jestem ci winna jedną dostawę książki – dodała, wsuwając dłoń do torby, by wydobyć stamtąd… „Ojca chrzestnego”, a potem położyła ją na szafce obok łóżka. – Pomyślałam, że będzie idealna dla kogoś z matką od Prewettów – oświadczyła niewinnym tonem. Niby to Prewettowie teraz zajmowali się głównie kasynami i Brenna sądziła, że nie podrzucą nigdy nikomu głowy konia, ale to tylko dlatego, że naprawdę lubili konie. Z głową jakiegoś człowieka mogliby już nie mieć oporów. Większości czystokrwistych nie przynosiłaby mugolskiej literatury, ale wydało się jej trochę zabawne, Atreus i tak tutaj był uziemiony i mógł tylko krzyczeć, jak zajrzy jakiś uzdrowiciel, a poza tym nawet jak się mu nie spodoba, jakoś wątpiła, by się szczególnie oburzał, że napisał do mugol, więc on tego nie dotknie.
Ale nie było aż tak źle, jak się bała, gdy usłyszała o wysadzaniu w powietrze.
– Okrutni – zgodziła się. – Nie żeby Dani nie zrobiła mi tego samego, gdyby wciąż tu pracowała. Basilius ma dyżur? Cholera, muszę omijać jego gabinet.
Dostanie biedak zawału, jak ją tutaj zobaczyć, i zacznie nerwowo sprawdzać daty, a przecież to był piątek, ale nie piątek trzynastego. Nie chciała go konfundować.
– Przyszłam sprawdzić, czy żyjecie, bo w Biurze opowiadają o wylatywaniu w powietrze, mugolskim terroryzmie, śmierciożercach i supermarketach zawalających się na głowy. Do Caina na razie i tak mnie nie wpuszczą, jest względnie cały, ale chyba stał bliżej niż ty – stwierdziła. Brenna umiała wykręcać się od odpowiedzi, jeżeli miała na to ochotę, ale nie zamierzała udawać, że się nie przejęła, czując, jak to był na skraju śmierci – przecież niezależnie od wszelkich więzi, ruszyłoby ją to, gdyby chodziło o kogoś, kogo znała. Nawet jak czasem Atreus ogromnie ją wkurzał, nie planowała teraz odgrywać nagle szopki, że w sumie to chciała dostać się do Caina w sali obok, ale pomyliła drzwi.
– A tak poza tym, to pewnie się tu nudzisz, a ja jestem ci winna jedną dostawę książki – dodała, wsuwając dłoń do torby, by wydobyć stamtąd… „Ojca chrzestnego”, a potem położyła ją na szafce obok łóżka. – Pomyślałam, że będzie idealna dla kogoś z matką od Prewettów – oświadczyła niewinnym tonem. Niby to Prewettowie teraz zajmowali się głównie kasynami i Brenna sądziła, że nie podrzucą nigdy nikomu głowy konia, ale to tylko dlatego, że naprawdę lubili konie. Z głową jakiegoś człowieka mogliby już nie mieć oporów. Większości czystokrwistych nie przynosiłaby mugolskiej literatury, ale wydało się jej trochę zabawne, Atreus i tak tutaj był uziemiony i mógł tylko krzyczeć, jak zajrzy jakiś uzdrowiciel, a poza tym nawet jak się mu nie spodoba, jakoś wątpiła, by się szczególnie oburzał, że napisał do mugol, więc on tego nie dotknie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.