29.09.2024, 15:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.09.2024, 15:38 przez Mabel Figg.)
Mabel, gdy tylko usłyszała, że dzisiaj na obiedzie będą goście, postanowiła się do niego dokładnie przygotować. Najpierw nie mogła zdecydować się, który wisiorek z tych zakupionych przez wujka Thomasa na Lammas, powinna założyć, więc ostatecznie założyła wszystkie, tak więc obecnie szyję młodej Figg, zdobiła i wisiorkowa wiewiórka, i niedźwiedź i kot i labrador. Zastanawiała się też, czy nie pomalować sobie paznokci, ale... Trochę to jej jeszcze nie wychodziło, więc ostatecznie dała sobie z tym spokój.
Natomiast od momentu gdy została zawołana na obiad, jej mama, jak i reszta zgromadzonych, nie musiała zbyt długo czekać, aż na schodach rozległ się głośny odgłos świadczący o tym, że ktoś właśnie z nich zbiegał i po chwili w pomieszczeniu pojawiła się młoda Figg, tym razem bez Karla co raczej nie było częstym zjawiskiem w tym domu, a na widok przygotowanych potraw rozpromieniła się jeszcze bardziej.
– Wow! Ale super! Mamo czy wujek może częściej zajmować się obiadem? – spytała, wodząc wzrokiem po wszystkich wystawionych na stole pyszcznościach, rozważając co się stanie, jeśli nałoży sobie smażony makaron z warzywami na pizzę i zawinie to w swoistego zawijasa. Pytanie tylko, którego sosu powinna wtedy użyć do tej potrawy?
Zaraz jednak odsunęła swoje kulinarne rozważania na bok i skupiła się na posłaniu szerokiego uśmiechu do cioci Brenny i wujka Erika, do których od razu podbiegła się przytulić.
– Hej! Słyszeliście już, że mama ma narzeczonego? On... – zmarszczyła brwi i rozejrzała się po kuchni. Mama tutaj była. Pana Sama tutaj nie było. Zamiast tego był tu znowu jakiś ptak i znowu lubił mamę. – Mamo gdzie jest...
Nie zdążyła dokończyć, bo do pomieszczenia, w akompaniamencie dziwnych kocich krzyków, i tupotu, wpadł Karl z przerażeniem w oczach.
– PALI SIĘ POŻAR NA GÓRZE – krzyknął i szybko zanurkował pod stół.
Tymczasem Mabel, zaznajomiona z planem kota, który poprosił ją o pomoc w czymś co nazwał eksperymentem psychologiczno-społecznym, szybko złapała za rękę ciocię Brennę i posłała jej zmartwione spojrzenie, które wcześniej ćwiczyła w pokoju, bo chociaż doskonale wiedziała, że żadnego pożaru nie ma nie chciała psuć przyjacielowi wyników badań.
Natomiast od momentu gdy została zawołana na obiad, jej mama, jak i reszta zgromadzonych, nie musiała zbyt długo czekać, aż na schodach rozległ się głośny odgłos świadczący o tym, że ktoś właśnie z nich zbiegał i po chwili w pomieszczeniu pojawiła się młoda Figg, tym razem bez Karla co raczej nie było częstym zjawiskiem w tym domu, a na widok przygotowanych potraw rozpromieniła się jeszcze bardziej.
– Wow! Ale super! Mamo czy wujek może częściej zajmować się obiadem? – spytała, wodząc wzrokiem po wszystkich wystawionych na stole pyszcznościach, rozważając co się stanie, jeśli nałoży sobie smażony makaron z warzywami na pizzę i zawinie to w swoistego zawijasa. Pytanie tylko, którego sosu powinna wtedy użyć do tej potrawy?
Zaraz jednak odsunęła swoje kulinarne rozważania na bok i skupiła się na posłaniu szerokiego uśmiechu do cioci Brenny i wujka Erika, do których od razu podbiegła się przytulić.
– Hej! Słyszeliście już, że mama ma narzeczonego? On... – zmarszczyła brwi i rozejrzała się po kuchni. Mama tutaj była. Pana Sama tutaj nie było. Zamiast tego był tu znowu jakiś ptak i znowu lubił mamę. – Mamo gdzie jest...
Nie zdążyła dokończyć, bo do pomieszczenia, w akompaniamencie dziwnych kocich krzyków, i tupotu, wpadł Karl z przerażeniem w oczach.
– PALI SIĘ POŻAR NA GÓRZE – krzyknął i szybko zanurkował pod stół.
Tymczasem Mabel, zaznajomiona z planem kota, który poprosił ją o pomoc w czymś co nazwał eksperymentem psychologiczno-społecznym, szybko złapała za rękę ciocię Brennę i posłała jej zmartwione spojrzenie, które wcześniej ćwiczyła w pokoju, bo chociaż doskonale wiedziała, że żadnego pożaru nie ma nie chciała psuć przyjacielowi wyników badań.