29.09.2024, 16:58 ✶
– Motyw przewodni kolorów. Purpura, niebieski, piaskowy, zielony – wyliczyła, machając kolejnymi książkami, zanim każdą z nich przekartkowała, ot tak, sprawdzając, czy nic nie wypadnie spomiędzy stron. – Podstawki mają różne kolory, chociaż niby to Mars jest czerwoną planetą. Co jest na Ziemi? Numer strony i wersu, odpowiadający miejscom na półkach, nie ma tam czegoś ciekawego?
Czerwień Marsa. Była to jedna z niewielu rzeczy, jakie zapamiętała i to chyba tylko dlatego, że czerwień była kolorem Gryffindora, a Mars – planetą wojowników. Wenus, tradycyjnie uważana za symbol kobiecości, była piękna i mordercza, ale chyba jednak to wobec Marsa Brenna miała cieplejsze uczucia.
– Jeśli to nie jest coś do jedzenia, to nie jestem zainteresowana – odparła lekko, nie mając zamiaru przyjmować nawet od przyjaciela Morpheusa żadnych podarków innych niż pączek z galaretką. Za słaba go znała, i w zbyt dziwnych okolicznościach tutaj działali, aby mogła być pewna, że za takim wynagrodzeniem nie kryje się coś więcej i nie będzie wiązało się z kolejną zapłatą. – Niech pan nie wybiega tak do przodu, panie Shafiq, niczego jeszcze nie znaleźliśmy – stwierdziła, a potem spojrzała na moment na niego, odwracając wzrok od podstawek, do których podeszła, by przyjrzeć się im uważnie. – Co jest złego w pańskim nazwisku? Ale nie muszę się chwalić, że tu byłam.
Wzruszyła lekko ramionami, bo zaszczyty nigdy nie były tym, na czym zależało Brennie. Kiedyś Tiara rozważała dla niej przez moment Slytherin, zapewne przez skłonności do manipulacji i knucia, których jedenastoletnia Brenna sama u siebie nie podejrzewała, ale ostatecznie zaważyły i jej pragnienie bycia w Gryffindorze, i fakt, że nie miała w sobie wiele ambicji. Nie potrzebowała pochwał ani niczyjej uwagi.
Oglądam sobie podkładki
Czerwień Marsa. Była to jedna z niewielu rzeczy, jakie zapamiętała i to chyba tylko dlatego, że czerwień była kolorem Gryffindora, a Mars – planetą wojowników. Wenus, tradycyjnie uważana za symbol kobiecości, była piękna i mordercza, ale chyba jednak to wobec Marsa Brenna miała cieplejsze uczucia.
– Jeśli to nie jest coś do jedzenia, to nie jestem zainteresowana – odparła lekko, nie mając zamiaru przyjmować nawet od przyjaciela Morpheusa żadnych podarków innych niż pączek z galaretką. Za słaba go znała, i w zbyt dziwnych okolicznościach tutaj działali, aby mogła być pewna, że za takim wynagrodzeniem nie kryje się coś więcej i nie będzie wiązało się z kolejną zapłatą. – Niech pan nie wybiega tak do przodu, panie Shafiq, niczego jeszcze nie znaleźliśmy – stwierdziła, a potem spojrzała na moment na niego, odwracając wzrok od podstawek, do których podeszła, by przyjrzeć się im uważnie. – Co jest złego w pańskim nazwisku? Ale nie muszę się chwalić, że tu byłam.
Wzruszyła lekko ramionami, bo zaszczyty nigdy nie były tym, na czym zależało Brennie. Kiedyś Tiara rozważała dla niej przez moment Slytherin, zapewne przez skłonności do manipulacji i knucia, których jedenastoletnia Brenna sama u siebie nie podejrzewała, ale ostatecznie zaważyły i jej pragnienie bycia w Gryffindorze, i fakt, że nie miała w sobie wiele ambicji. Nie potrzebowała pochwał ani niczyjej uwagi.
Oglądam sobie podkładki
Rzut Z 1d100 - 67
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.