Ona, próbowała go oskarżyć o bycie sabatowym ruchaczem? Gdzie tam. Sam zaczął.
- To nie o to ci chodziło? - Zapytała zupełnie niewinnie, bardzo słodkim tonem głosu. Ups, musiała nadinterpretować to co do niej mówił, było bardzo prosto o takie niedopowiedzenia, kiedy ciągle raczyli się półsłówkami. - Źle mnie zrozumiałeś, przecież powiedziałam, że jak na moje to nie wyglądasz na takiego zdesperowanego, ale wolałam zapytać. - Wyjątkowo wprost, jak widać dobrze, że to zrobiła, bo znowu zbyt wiele sobie pomyślała. - Zresztą, jako przyjaciółka chyba powinnam coś o tym wiedzieć, nie sądzisz? Żeby mieć świadomość, jak się prowadza mój przyjaciel. - Nie dzielił się z nią akurat tą strefą swojego życia, a przyjaciele chyba powinni sobie mówić o wszystkim. Czyż nie? Był to bardzo dobry argument, żeby wypytać go o to, czy faktycznie się z kimś spotykał, ale nie wyjść na bardzo wścibską. Przyjaciele mówili sobie takie rzeczy.
- Skoro się tego nie dowiemy, to bez sensu jest o tym dyskutować. - Po co mieli rozważać w ogóle na temat czegoś, co miało nigdy nie mieć miejsca? Postawili sobie granice, teraz bez potrzeby rozmawiali o tym, co by się zdarzyło, gdyby tego nie zrobili.
Atmosfera robiła się coraz bardziej napięta, Geraldine czuła, że zbliżają się do eskalacji. Może to i dobrze, jak dotąd powstrzymywali się bardzo długo od mówienia tego, co leżało im na sercach. Oczyszczenie powinno dobrze im zrobić, mogło też spierdolić wszystko, co udało im się stworzyć przez ostatni miesiąc, ale może było warte ryzyka?
- Rzeczywiście jest to bardzo pocieszające. - Odparła z nieukrywanym przekąsem.
Szczególnie, kiedy myślała o tym, że wolałaby pojawić się przy sabatowym ognisku z jakąś inną typiarą. Naprawdę brzmiało to wyśmienicie. Jej zostawi swój szacunek, jakby tego potrzebowała w tej chwili najbardziej. Szacunek nie był w stanie zaspokoić tego, co działo się w jej ciele i duszy, tyle, że o tym póki co wolała nie mówić na głos. Mimo wszystko miała w sobie jakąś resztę opanowania.
Nigdy dotąd nie miała problemu z tym, żeby mówić o swoich potrzebach, przychodziło jej to lekko, niespecjalnie przejmowała się konsekwencjami, jakie by one nie były. Sparzyła się kilka razy, ale były to bardzo krótkie rozczarowania, które mijały równie szybko, jak szybko się pojawiały. Zresztą raczej zawsze udawało jej się osiągnąć cel, przez wzgląd na swój uparty charakter zapewne. Tego, co działo się między nimi nie potrafiła rozgryźć, nie umiała też do końca ugryźć tematu tak, żeby dostać dokładnie to, czego oczekiwała. Może chodziło o to, że nie do końca potrafiła to określić. Brnęła od początku w tę narrację, że są przyjaciółmi, tyle, że tak naprawdę nie na tym jej zależało. Akceptowała to takim jak było, żeby przypadkiem się od niej nie odsunął, jeśli nie mogła dostać tego, czego chciała zamierzała się pocieszyć tym, co jej dał. Było to bardzo nie w jej stylu.
- Wspaniale, trzymam cię za słowo. - Nie do końca mu wierzyła, ale przecież by jej nie okłamał, prawda? Przyjaciół się nie oszukuje. Próbowała się pocieszać tym, jak to powinno wyglądać, chociaż czuła, że mydli jej oczy.
Może tak, a może nie. Typowe, a jakże.
- Prawdy, oczekuję prawdy. - Powiedziała nadal całkiem spokojnym tonem. Czuła, że rozmowa idzie w coraz bardziej nieodpowiednim kierunku, a może wręcz przeciwnie. Nadal wydawało jej się, że zasługiwali na to, aby w końcu podzielić się tym, co dusili w sobie. Może nie było to szczególnie wygodne, ale cóż, czasem trzeba było wyjść ze strefy komfortu. Zdecydowanie w ich przypadku nadszedł właśnie ten moment. Sama póki co nie była zbyt wylewna, jednak chyba czas najwyższy to zmienić.
- Próbuję wybadać grunt. - Sama nie do końca wiedziała, jaką odpowiedź chciała usłyszeć, co byłoby dla niej w miarę satysfakcjonujące. Nie chciała się kłócić, to na pewno nie było to, ale próbowała sprawdzić, na co mogą sobie pozwolić, przede wszystkim na co ona może sobie pozwolić w stosunku do jego osoby. Nie dawał jej jasnych znaków, nie potrafiła go w pełni odczytać, a dusiło ją to napięcie, które pojawiała się podczas ich rozmów. Na pewno też je czuł, brnął w to na równi z nią. Kurwa, ktoś musiał wreszcie o tym powiedzieć, coś z tym zrobić, bo będą się tak z tym męczyć do usranej śmierci. - Coraz mniej mi to pasuje. - Powiedziała jeszcze cicho, żeby się określić.
Po chwili podniosła się z sofy, jakby nigdy nic, jakby wcale nie rozpoczęła przed chwilą bardzo niewygodnej rozmowy. - Masz ochotę na ciasto? - Nie ma to jak całkiem zgrabna ucieczka od rosnącego napięcia, którego nie dało się nie wyczuć w powietrzu.