Bywały takie dni w życiu każdej kobiety, że miały ochotę kupić sobie coś ładnego. Biżuterię, nowy ciuch, w przypadku Geraldine nie było to jednak to. Gdy miała gorszy dzień i chciała sobie sprawić coś na poprawienie humoru zazwyczaj kupowała broń. Ot, taka fanaberia. Broń przecież też mogła być piękna - jak biżuteria, w jej przypadku był to też bardzo praktyczny prezent dla samej siebie. Kto zabroni bogatej dziewusze się samej rozpieszczać? Nie miał kto o nią zadbać, więc robiła to sama.
Nogi przyniosły ją więc na Carkitt Market, wiedziała, że znajdzie tu to, czego potrzebuje. To miejsce było pełne niewielkich sklepików, gdzie każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Wbrew swojej niechęci do zakupów akurat tutaj lubiła przychodzić.
Panna Yaxley bardzo dobrze wiedziała dokąd zmierza. Kierowała się do kuźni, liczyła na to, że uda jej się dzisiaj znaleźć dla siebie coś naprawdę wyjątkowego. Oczywiście nie zważała na koszta, była obrzydliwe bogata, chociaż na pierwszy rzut oka mało kto mógł ją o to osądzić. Nie ubierała się jak jedna z tych majętnych osób, jej stroje nie był szczególnie wyszukane, bardziej mugolskie niż czarodziejskie, chociaż sprytne oko na pewno zwróciłoby uwagę na to, z jakich materiałów był wykonane rzeczy, które nosiła. Buty ze smoczej skóry, spodnie ze skóry błotoryja, mówiąc wprost - nosiła głównie to, co upolowała, a łączyło się to z tym, że te ubrania były dużo bardziej wytrzymałe od tych zwyczajnych, no może poza lekką, lnianą koszulą, która wyglądała jak po starszym bracie.
Dotarła w końcu do kuźni, nim wlazła do środka skończyła palić fajkę, którą przygasiła jeszcze butem.
Uniosła głowę, aby obejrzeć dzwonek, który zwiastował to, że się pojawiła, dopiero po chwili zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu w poszukiwaniu właściciela/pracownika.
- Dzień dobry. - Rzuciła zbliżając się do lady, jej głos był chrapliwy, co zapewne było zasługą papierosów, które namiętnie popalała.
Szła przed siebie pewnym krokiem, który mógł świadczyć o tym, że miała jakiś konkretny cel po który się pojawiła (zabawne, bo nadal nie wiedziała, co konkretnie chciałaby sobie kupić).
- Potrzebuję czegoś ostrego, sztyletu, może jakichś noży do rzucania, ewentualnie jakiś topór, ma pan coś ciekawego? - Nie do końca wiedziała, czego potrzebuje, ale radziła sobie odpowiednio z każdym rodzajem broni, więc nie było to specjalnie problematyczne, od najmłodszych lat przecież musiała sobie z tym radzić.
Kiedy mężczyzna zapytał ją, czy skądś się znają zmrużyła na moment oczy, wpatrywała się przy tym w niego. Był wysoki, to na pewno zwróciło jej uwagę, pamiętała kogoś podobnych gabarytów jeszcze z Hogwartu, to zapewne to. - Być może chodziliśmy razem do szkoły. - Oczywiście nie była tego pewna, to był pierwszy strzał.