29.09.2024, 18:45 ✶
Na tym etapie życia jedzenie wydawało się jej znacznie lepsze od jakichkolwiek bardziej zobowiązujących wyrazów wdzięczności, zwłaszcza że miało być rekompensatą za utracony tort. Dopiero za parę lat miała zacząć wpadać w paranoję, co można dodać do potrawy albo do picia i uważać, co, kiedy i od kogo bierze – w gościach zwykła prosić co najwyżej o wodę, ale… jeszcze nie teraz.
– W takim razie… Merkury i zieleń jako pierwsza? – spytała z pewnym wahaniem, odruchowo zerkając w stronę regału, na który przed chwilą odstawiono książkę przyporządkowaną tradycyjnie tej planecie. – Chyba że chodziłoby o kolory planet, wtedy na przykład Jowisz byłby podkładką z tym białym paskiem… ale to nie miałoby sensu, żeby szukać książek, bo dałoby się to odgadnąć patrząc tylko na ten model i na podstawki. Symbole nie byłyby potrzebne.
Cóż, na pewno uruchomienie tego w niewłaściwej kolejności nie wywołała mechanizmu autozagłady. Właściciel nie zaryzykowałby przecież, że utraci swoją cenną bibliotekę.
– Spróbujmy pańskiego sposobu, panie Shafiq. Te kadzidła niedawno odpalano – dorzuciła, dotykając lekko knota. Sama posługiwała się świecami tego typu na tyle często, że łatwo szło to rozpoznać. Czy robił to właściciel, czy ktoś tutaj był? – Merkury i zieleń, Wenus i purpura druga, co było na Ziemi? – zapytała, zerkając na niego, bo to on szukał przed chwilą ziemi. Wyciągnęła różdżkę i po kolei zaczęła odpalać kadzidła. Dlaczego nie? W końcu to Shafiqowi zależało na dotarciu do rysopisu: ona niewiele miała do stracenia, jeśli popełnią błąd.
– W takim razie… Merkury i zieleń jako pierwsza? – spytała z pewnym wahaniem, odruchowo zerkając w stronę regału, na który przed chwilą odstawiono książkę przyporządkowaną tradycyjnie tej planecie. – Chyba że chodziłoby o kolory planet, wtedy na przykład Jowisz byłby podkładką z tym białym paskiem… ale to nie miałoby sensu, żeby szukać książek, bo dałoby się to odgadnąć patrząc tylko na ten model i na podstawki. Symbole nie byłyby potrzebne.
Cóż, na pewno uruchomienie tego w niewłaściwej kolejności nie wywołała mechanizmu autozagłady. Właściciel nie zaryzykowałby przecież, że utraci swoją cenną bibliotekę.
– Spróbujmy pańskiego sposobu, panie Shafiq. Te kadzidła niedawno odpalano – dorzuciła, dotykając lekko knota. Sama posługiwała się świecami tego typu na tyle często, że łatwo szło to rozpoznać. Czy robił to właściciel, czy ktoś tutaj był? – Merkury i zieleń, Wenus i purpura druga, co było na Ziemi? – zapytała, zerkając na niego, bo to on szukał przed chwilą ziemi. Wyciągnęła różdżkę i po kolei zaczęła odpalać kadzidła. Dlaczego nie? W końcu to Shafiqowi zależało na dotarciu do rysopisu: ona niewiele miała do stracenia, jeśli popełnią błąd.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.