29.09.2024, 19:06 ✶
Na razie wiedzieli jedno, wielkie nic.
Ktoś mógł mordować mugoli za pomocą magii, ale nie musiał. Ktoś mógł sprzedawać przeklęte przedmioty celowo, ale równie dobrze mógł też rozprowadzać je niechcący – o ile w ogóle istniały – jak ze słynną już kolekcją czarownicy Iony. Różne szepty tu i ówdzie sugerowały, że coś jest na rzeczy, ale jeszcze nie wystarczająco wiele, aby aurorzy się za to wzięli… a może i wzięli się, Brenna jednak nie była pewna, jak wygląda sprawa, bo jeżeli nawet tam trafiła, do kogoś, kogo nie znała. Sprawdziła mugolską prasę i te cztery zgony, o których donosiła, mogły równie dobrze być spowodowane przyczynami naturalnymi, jak klątwą. Jeżeli były jakieś choroby czy inne dziwne wydarzenia, to o tym nie pisano.
Wiadomości, które dotarły do uszu Thomasa, były jednak niepokojące i pchały ku tej najgorszej możliwości: jakiś czarnoksiężnik faktycznie zabawiał się, być może by przetestować klątwy, Brenna uznała więc, że nie zaszkodzi rozejrzeć się po targowisku, o którym usłyszał Figg. Nie puściłaby go samego, a z kolei sama to mogłaby tam chodzić przez kolejne pół roku i jeżeli czarnoksiężnik nie cuchnął czarną magią na pół mili, nie miała żadnych szans zorientować się, że cokolwiek jest nie tak. Thomas był jednak klątwołamaczem i znał się na magicznych przedmiotach znacznie lepiej niż ona.
– Cześć, Tommy – rzuciła, docierając na miejsce spotkania minutę po nim. Miała na sobie rybaczki i koszulę z długimi rękawami, tak mugolskie w kroju, ja tylko się dało, chociaż wykonane pewnie z trochę lepszych materiałów niż nosiłby zwykle mugol. Pozbyła się biżuterii i ulubionego zegarka, zbyt specyficznego, jak na chodzenie z nim po magicznym Londynie. Daszek czapki, nasadzonej na ciemne włosy, rzucał cień na jej twarz: trochę odmienioną. Specjalny puder Potterów sprawił, że cera stała się blada mimo lata, z nosa znikły piegi, które pojawiały się zwykle u Brenny w lipcu i sierpniu, a sam nos został trochę „poprawiony” umiejętnością Potterów. Brenna nie cieszyła się taką popularnością, jak jej brat, ale nie chciała, aby czarnoksiężnik przypadkiem rozpoznał Brygadzistkę.
– Jakieś wskazówki? – spytała, a jej spojrzenie powędrowało w stronę miejsca, do którego mieli zmierzać. – Tak z perspektywy klątwołamacza.
Wątpiła, aby czarnoksiężnik znał społeczność mugoli, którymi pogardzał, tak dobrze, by w ogóle się nie wyróżniać, ale… problem polegał na tym, że niektórzy mugole też bywali dziwakami, a z kolei Brenna mogła tutaj łatwo się pomylić, bo to też nie tak, że spędzała w niemagicznym Londynie pół życia.
Ktoś mógł mordować mugoli za pomocą magii, ale nie musiał. Ktoś mógł sprzedawać przeklęte przedmioty celowo, ale równie dobrze mógł też rozprowadzać je niechcący – o ile w ogóle istniały – jak ze słynną już kolekcją czarownicy Iony. Różne szepty tu i ówdzie sugerowały, że coś jest na rzeczy, ale jeszcze nie wystarczająco wiele, aby aurorzy się za to wzięli… a może i wzięli się, Brenna jednak nie była pewna, jak wygląda sprawa, bo jeżeli nawet tam trafiła, do kogoś, kogo nie znała. Sprawdziła mugolską prasę i te cztery zgony, o których donosiła, mogły równie dobrze być spowodowane przyczynami naturalnymi, jak klątwą. Jeżeli były jakieś choroby czy inne dziwne wydarzenia, to o tym nie pisano.
Wiadomości, które dotarły do uszu Thomasa, były jednak niepokojące i pchały ku tej najgorszej możliwości: jakiś czarnoksiężnik faktycznie zabawiał się, być może by przetestować klątwy, Brenna uznała więc, że nie zaszkodzi rozejrzeć się po targowisku, o którym usłyszał Figg. Nie puściłaby go samego, a z kolei sama to mogłaby tam chodzić przez kolejne pół roku i jeżeli czarnoksiężnik nie cuchnął czarną magią na pół mili, nie miała żadnych szans zorientować się, że cokolwiek jest nie tak. Thomas był jednak klątwołamaczem i znał się na magicznych przedmiotach znacznie lepiej niż ona.
– Cześć, Tommy – rzuciła, docierając na miejsce spotkania minutę po nim. Miała na sobie rybaczki i koszulę z długimi rękawami, tak mugolskie w kroju, ja tylko się dało, chociaż wykonane pewnie z trochę lepszych materiałów niż nosiłby zwykle mugol. Pozbyła się biżuterii i ulubionego zegarka, zbyt specyficznego, jak na chodzenie z nim po magicznym Londynie. Daszek czapki, nasadzonej na ciemne włosy, rzucał cień na jej twarz: trochę odmienioną. Specjalny puder Potterów sprawił, że cera stała się blada mimo lata, z nosa znikły piegi, które pojawiały się zwykle u Brenny w lipcu i sierpniu, a sam nos został trochę „poprawiony” umiejętnością Potterów. Brenna nie cieszyła się taką popularnością, jak jej brat, ale nie chciała, aby czarnoksiężnik przypadkiem rozpoznał Brygadzistkę.
– Jakieś wskazówki? – spytała, a jej spojrzenie powędrowało w stronę miejsca, do którego mieli zmierzać. – Tak z perspektywy klątwołamacza.
Wątpiła, aby czarnoksiężnik znał społeczność mugoli, którymi pogardzał, tak dobrze, by w ogóle się nie wyróżniać, ale… problem polegał na tym, że niektórzy mugole też bywali dziwakami, a z kolei Brenna mogła tutaj łatwo się pomylić, bo to też nie tak, że spędzała w niemagicznym Londynie pół życia.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.