29.09.2024, 20:18 ✶
- A kto ją tam wie. Od czerwca, albo raczej maja, jest dość... nerwowa - rzucił niby to swobodnie, ale trochę zanim zorientował się, że chyba w ogóle nie powinien. Sprawa Stanleya i uciętej głowy definitywnie wpływała na Moody. Bulstrode westchnął i pokręcił głową, dając kobiecie znać, żeby udała że tego nie słyszała.
- O widzisz i to jest bardzo dobry pomysł. Basil zwykle w kieszeniach nosi przynajmniej dziesieć paczek, każda na inny dzień tygodnia, jedną szczęśliwą, jedną do grania przy piwie i jedną zapasową, ale z jakiegoś powodu postanowił że mi zadnej nie odstąpi. Może nie chce, żebym wygrał sam ze sobą w pasjansa, albo zastąpił go kimś innym - dokładnie tak było i absolutnie nie zmyślał. W sumie to nie był pewien ile dokładnie Basilius nosił ze sobą kart, ale było ich zdecydowanie więcej niż było potrzebnych do porządnej rozgrywki. Jakby go odwrócić do góry nogami i potrząsnąć to pewnie wypadłyby przynajmniej z trzy zestawy.
- To by już było znęcanie się - westchnął zbolały, słysząc o tej Magii i uprzedzeniu. Tego typu literatura nigdy do niego nie trafiała, a kiedy już to robiła to tylko gdy był z Lorraine i ta paplała o niej, jakoś mimowolnie wtłaczając Atreusowi do głowy różne zabiegi fabularne. Wolał akcje, ta nienawiść i zemsta też mogły być, a w sumie już ten obszerniejszy opis dany przez Brennę brzmiał całkiem okej. - A to nos jest jakoś poza zasięgiem i nigdy przenigdy ci w niego nie celować? - parsknął, odkładając książkę na szafkę. - Ale ogólnie brzmi całkiem dobrze? Zdecydowanie lepiej niż Magia i uprzedzenie. I masz rację, ona zdecydowanie latałaby po tym pokoju.
- Oh - mruknął, bo chyba przez to wszystko zapomniał, ze Laurentowi faktycznie coś mogło tego dnia grozić. Że nieszczęścia zwykle chodziły parami. - Ale nic wam nie jest? - upewnił się, przyglądając się jej czujnie. W sumie to nie czuł wcześniej szarpania więzi, ale może trafiło to na moment kiedy był ledwo żywy i nie zwrócił na to uwagi. O Laurenta nawet nie pytał, bo kuzyna w New Forest nawet nie było i jak się okazało - bardzo dobrze. - Udało się wam go złapać?
- O widzisz i to jest bardzo dobry pomysł. Basil zwykle w kieszeniach nosi przynajmniej dziesieć paczek, każda na inny dzień tygodnia, jedną szczęśliwą, jedną do grania przy piwie i jedną zapasową, ale z jakiegoś powodu postanowił że mi zadnej nie odstąpi. Może nie chce, żebym wygrał sam ze sobą w pasjansa, albo zastąpił go kimś innym - dokładnie tak było i absolutnie nie zmyślał. W sumie to nie był pewien ile dokładnie Basilius nosił ze sobą kart, ale było ich zdecydowanie więcej niż było potrzebnych do porządnej rozgrywki. Jakby go odwrócić do góry nogami i potrząsnąć to pewnie wypadłyby przynajmniej z trzy zestawy.
- To by już było znęcanie się - westchnął zbolały, słysząc o tej Magii i uprzedzeniu. Tego typu literatura nigdy do niego nie trafiała, a kiedy już to robiła to tylko gdy był z Lorraine i ta paplała o niej, jakoś mimowolnie wtłaczając Atreusowi do głowy różne zabiegi fabularne. Wolał akcje, ta nienawiść i zemsta też mogły być, a w sumie już ten obszerniejszy opis dany przez Brennę brzmiał całkiem okej. - A to nos jest jakoś poza zasięgiem i nigdy przenigdy ci w niego nie celować? - parsknął, odkładając książkę na szafkę. - Ale ogólnie brzmi całkiem dobrze? Zdecydowanie lepiej niż Magia i uprzedzenie. I masz rację, ona zdecydowanie latałaby po tym pokoju.
- Oh - mruknął, bo chyba przez to wszystko zapomniał, ze Laurentowi faktycznie coś mogło tego dnia grozić. Że nieszczęścia zwykle chodziły parami. - Ale nic wam nie jest? - upewnił się, przyglądając się jej czujnie. W sumie to nie czuł wcześniej szarpania więzi, ale może trafiło to na moment kiedy był ledwo żywy i nie zwrócił na to uwagi. O Laurenta nawet nie pytał, bo kuzyna w New Forest nawet nie było i jak się okazało - bardzo dobrze. - Udało się wam go złapać?