To był odruch, gdy zobaczyła, w jakim stanie jest Astaroth, nie mogła postąpić inaczej, musiała go nakarmić, inaczej przecież się nie wyleczy, to nie jego wina, że głód go opętał, powinna była zadbać o to, aby nie był głodny. Nie zrobiła tego, szlajała się chuj wie gdzie przeżywając swój własny koniec świata. Mogła sobie to odpuścić, przestać się nad sobą użalać, ona nie była ważna, obiecała w końcu ojcu, że będzie pilnowała brata. Nie pierwszy raz, zresztą tak samo, nie pierwszy raz go zawiodła. Była chujową starszą siostrą, chyba nie mógł gorzej trafić. Zresztą to, co jej powiedział, tylko ją w tym utwierdzało. Mówił, że mogła zdechnąć zamiast niego, może miał rację, może tak byłoby lepiej. Na samą myśl o tych słowach łzy zaczynały kręcić się w jej oczach, ale nadal walczyła, nadal nie płakała.
Ambroise powstrzymał ją od nakarmienia brata jednym, silnym uściskiem, który poczuła na swoim nadgarstku. Przeniosła wzrok na niego, chciała zobaczyć, czy ma szansę z nim negocjować, jednak szybko do niej dotarło, że nie. Ciągle widziała w nich furię. Kiwnęła jedynie głową, że rozumie. Może faktycznie to nie był najlepszy pomysł? Odsunęła się więc znowu po tej nieszczęsnej podłodze nieco do tyłu.
- Nic ci nie jest? - Musiała się upewnić przed wyjściem, że Greengrassowi też się nic nie stało, przecież tłukli się dosyć mocno, przez nią. To poczucie winy jej nie opuszczało, naprawdę było strasznie przygnębiające.
Najwyraźniej byli zgodni w tym, że powinna związać brata. Chociaż bardzo nie chciała tego robić, nie zamierzała z nimi dyskutować. Podniosła się wreszcie na nogi, sięgnęła po różdżkę i wyczarowała liny, które miały unieruchomić Astarotha. Gdy to zrobiła niemalże od razu odwróciła wzrok, nie chciała na to patrzeć, ona do tego doprowadziła. Jej młodszy brat leżał z kołkiem wbitym w brzuch, w ich mieszkaniu przez nią.
- Wydaje mi się, że powiedziałeś wszystko, co chciałeś. Nic cię nie powstrzymywało, może wreszcie byłeś szczery. - Oparła się o ścianę i osunęła na ziemię. Zamknęła oczy i próbowała sobie ułożyć wszystko w głowie, niestety nie było to takie proste, nie ułatwiało tego też to, że nadal w jej żyłach krążył alkohol, mogła przez to nieco dramatyzować.
Schowała głowę w dłoniach i czekała na powrót Ambroise'a, nie odzywała się więcej do brata, nie miała mu już nic do powiedzenia. To nie był odpowiedni moment, nie wydawało się jej aby powinni aktualnie wdawać się w dyskusję, żadne z nich nie było w najlepszej formie.
W końcu wrócił Greengrass, z krwią, Ger nawet nie podniosła wzroku, trochę bała się mu spojrzeć w oczy po tym wszystkim, bo znowu stała się jego kłopotem. Nie dziwiła się wcale, że wtedy ją zostawił, to co się tutaj przed chwilą wydarzyło było jedynie potwierdzeniem tego, że bardzo dobrze zrobił.