17.01.2023, 21:04 ✶
Patrick zdawał sobie sprawę, że nie o wszystkim opowiedział Clare. Nie chodziło nawet o to, że wstydził się przyznać do tego, że swego czasu lubił rysować Jęczącą Martę i w ogóle polubił akurat tego ducha. W odróżnieniu od Szarej Damy wydawała mu się bardziej bliska. Była w końcu krukonką, zmarła całkiem niedawno i jakoś tak… może chodziło o to, że Marta wcale nie pasowała do reszty duchów? Łatwo było poczuć nić sympatii do kogoś, kto tak samo nigdzie nie pasował. Nawet jeśli po czasie okazało się, że on dorastał a Marta ciągle pozostawała tą samą czternastolatką.
Cała zaś znajomość z nią… mocno straciła na intensywności, gdy Patrick zaczął spotykać się z Clare. Zresztą i bez pojawienia się w jego życiu dziewczyny, straciłaby. Pewnych rzeczy nie dało się przeskoczyć.
Wybuchające na korytarzu fajerwerki nieco przycichły, jakby wreszcie eksplodowały ostatnie wypuszczone przez poltergeista sztuki. Półprzezroczysta postać Marty zawisła przed nimi. Obserwowała ich uważnie spod okularów w grubych oprawach. Gdzieś w głębi łazienki kapała woda.
Kap. Kap. Kap.
Patrick ostrzegawczo ścisnął mocniej rękę Clare, gdy ta zaczęła mówić o tym, że lepiej było tu nie przychodzić. Już szykował się na obserwowanie tej nieprzyjemniejszej części natury Marty, gdy reszta słów uspokoiła go. Uśmiechnął się pod nosem, ciesząc się, że Clare zrozumiała jego mało subtelną aluzję.
- Och, co o mnie opowiadałeś? – zainteresowała się Marta.
- Że jesteś miła, potrafisz mnie zrozumieć i lubię cię rysować – odpowiedział, zanim zdołała zrobić to Clare. Nie czuł się szczególnie komfortowo na myśl o tym, że jego dziewczyna miałaby teraz zmyślać duchowi, co o nim mówił.
Marta ożywiła się nieco. Na tyle, na ile Steward zdążył ją poznać, zauważył, że lubiła komplementy. Łatwo było ją nimi udobruchać. Zdarzało się nawet, że umiejętnie dobrane słowa potrafiły odwrócić uwagę ducha od tylko co zapoczątkowanego ataku histerycznego płaczu.
- A o mojej śmierci? – zapytała.
- Że była bardzo tajemnicza i niecodzienna – zapewnił.
- Taak. Dokładnie taka była – zgodziła się łaskawie Marta, znowu skupiając uwagę na Clare.
Brwi Patricka powędrowały do góry, gdy dotarło do niego, że przesłuchanie, którego właśnie doświadczali szło w dobrym kierunku. Sam historię śmierci Marty zdążył już poznać. Nie uważał jej za przesadnie ciekawą, choć budziła w nim jakiś wewnętrzny niepokój.
- Siedziałam w ostatniej kabinie i płakałam, bo Olivia Hornby się ze mnie naśmiewała. Mówiła, że mam okropne okulary – opisywał duch a w jego głosie pojawiło się autentyczne przejęcie, jakby mimo upływu lat, wciąż przeżywała tamte wydarzenia. - Nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi do toalety. To chyba był jakiś chłopiec. Chciałam powiedzieć mu, żeby się stąd wynosił, bo to toaleta dla dziewczyn, ale wtedy… wtedy… wtedy… UMARŁAM – zakończyła, czekając na jakiś wybuch entuzjazmu ze strony Clare.
- Niesamowita historia, prawda? – zapytał Patrick, starając się jakoś w ten sposób nakierować swoją dziewczynę na odpowiednie przeżywanie tej historii.
Na korytarzu było już zupełnie cicho.
Cała zaś znajomość z nią… mocno straciła na intensywności, gdy Patrick zaczął spotykać się z Clare. Zresztą i bez pojawienia się w jego życiu dziewczyny, straciłaby. Pewnych rzeczy nie dało się przeskoczyć.
Wybuchające na korytarzu fajerwerki nieco przycichły, jakby wreszcie eksplodowały ostatnie wypuszczone przez poltergeista sztuki. Półprzezroczysta postać Marty zawisła przed nimi. Obserwowała ich uważnie spod okularów w grubych oprawach. Gdzieś w głębi łazienki kapała woda.
Kap. Kap. Kap.
Patrick ostrzegawczo ścisnął mocniej rękę Clare, gdy ta zaczęła mówić o tym, że lepiej było tu nie przychodzić. Już szykował się na obserwowanie tej nieprzyjemniejszej części natury Marty, gdy reszta słów uspokoiła go. Uśmiechnął się pod nosem, ciesząc się, że Clare zrozumiała jego mało subtelną aluzję.
- Och, co o mnie opowiadałeś? – zainteresowała się Marta.
- Że jesteś miła, potrafisz mnie zrozumieć i lubię cię rysować – odpowiedział, zanim zdołała zrobić to Clare. Nie czuł się szczególnie komfortowo na myśl o tym, że jego dziewczyna miałaby teraz zmyślać duchowi, co o nim mówił.
Marta ożywiła się nieco. Na tyle, na ile Steward zdążył ją poznać, zauważył, że lubiła komplementy. Łatwo było ją nimi udobruchać. Zdarzało się nawet, że umiejętnie dobrane słowa potrafiły odwrócić uwagę ducha od tylko co zapoczątkowanego ataku histerycznego płaczu.
- A o mojej śmierci? – zapytała.
- Że była bardzo tajemnicza i niecodzienna – zapewnił.
- Taak. Dokładnie taka była – zgodziła się łaskawie Marta, znowu skupiając uwagę na Clare.
Brwi Patricka powędrowały do góry, gdy dotarło do niego, że przesłuchanie, którego właśnie doświadczali szło w dobrym kierunku. Sam historię śmierci Marty zdążył już poznać. Nie uważał jej za przesadnie ciekawą, choć budziła w nim jakiś wewnętrzny niepokój.
- Siedziałam w ostatniej kabinie i płakałam, bo Olivia Hornby się ze mnie naśmiewała. Mówiła, że mam okropne okulary – opisywał duch a w jego głosie pojawiło się autentyczne przejęcie, jakby mimo upływu lat, wciąż przeżywała tamte wydarzenia. - Nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi do toalety. To chyba był jakiś chłopiec. Chciałam powiedzieć mu, żeby się stąd wynosił, bo to toaleta dla dziewczyn, ale wtedy… wtedy… wtedy… UMARŁAM – zakończyła, czekając na jakiś wybuch entuzjazmu ze strony Clare.
- Niesamowita historia, prawda? – zapytał Patrick, starając się jakoś w ten sposób nakierować swoją dziewczynę na odpowiednie przeżywanie tej historii.
Na korytarzu było już zupełnie cicho.