30.09.2024, 00:16 ✶
Może i był emocjonalnie związany z każdą tą talią, w sumie to Atreus tej opcji nie odrzucał. Ludzie bywali różni, niektórzy bardziej inni mniej przesądni i może Basilius zaliczał się właśnie do tej pierwszej kategorii. Nie wiedział, bo jakoś nigdy go to nie obchodziło aż tak bardzo, uważając te wszystkie zestawy, pochowane po Prewettowskich kieszeniach, za coś zwyczajnie naturalnego. Jego matka też miała przecież różne talie w dziwnych miejscach, a u Prewettów na obiedzie nie można było spokojnie zjeść zupy, żeby nie wyleciała skądś komuś przypadkowo karta.
Utkwił w nią spojrzenie na dłuższą chwilę, mrużąc z pewnym zniesmaczeniem oczy. Deklamacja byłaby jeszcze gorsza niż gdyby miał to sam czytać i Longbottom sobie najwyraźniej aż za dobrze zdawała z tego sprawę.
- Wiesz, czasem sobie tak myślę, że gdyby nasza więź miała materialną formę to bym wziął i cię nią udusił - oznajmił, ściągając na moment usta w ciasnym, wymuszonym uśmiechu. Nie działała mu może w tym momencie na nerwy tak, jak czasem jej się to zdarzało, ale stąpała po cienkim lodzie.
- Ale to nie mój nos, więc w sumie wszystko jedno, ale niech ci będzie. Bez łamania nosów - powinien sprecyzować, że chodziło także o jego nos, to może wtedy by mu w niego nie przywaliła za tych parę dni. - Eh, szkoda, że go nie złapaliście. Ale dobrze, że nic wam się nie stało - był bardziej rozczarowany jak ucieszony tymi rewelacjami, to pewne. Żałował, że musiał włóczyć się pół dnia po tym zakichanym Belfaście i do tego dostać jakąś bombą, zamiast być razem z nimi New Forest. Może wtedy udałoby im się złapać mężczyznę o którym wspominała, a który miał narobić w rezerwacie szumu. Bo teraz trochę się obawiał, że nawet jeśli zaleciły Prewettowi, by przez jakiś czas nie wracał do siebie, to i tak niebezpieczeństwo nie minęło i w końcu ktoś znowu się o niego upomni.
Utkwił w nią spojrzenie na dłuższą chwilę, mrużąc z pewnym zniesmaczeniem oczy. Deklamacja byłaby jeszcze gorsza niż gdyby miał to sam czytać i Longbottom sobie najwyraźniej aż za dobrze zdawała z tego sprawę.
- Wiesz, czasem sobie tak myślę, że gdyby nasza więź miała materialną formę to bym wziął i cię nią udusił - oznajmił, ściągając na moment usta w ciasnym, wymuszonym uśmiechu. Nie działała mu może w tym momencie na nerwy tak, jak czasem jej się to zdarzało, ale stąpała po cienkim lodzie.
- Ale to nie mój nos, więc w sumie wszystko jedno, ale niech ci będzie. Bez łamania nosów - powinien sprecyzować, że chodziło także o jego nos, to może wtedy by mu w niego nie przywaliła za tych parę dni. - Eh, szkoda, że go nie złapaliście. Ale dobrze, że nic wam się nie stało - był bardziej rozczarowany jak ucieszony tymi rewelacjami, to pewne. Żałował, że musiał włóczyć się pół dnia po tym zakichanym Belfaście i do tego dostać jakąś bombą, zamiast być razem z nimi New Forest. Może wtedy udałoby im się złapać mężczyznę o którym wspominała, a który miał narobić w rezerwacie szumu. Bo teraz trochę się obawiał, że nawet jeśli zaleciły Prewettowi, by przez jakiś czas nie wracał do siebie, to i tak niebezpieczeństwo nie minęło i w końcu ktoś znowu się o niego upomni.