- Sam oceń, czy to długo, czy krótko. - Ciągnęło się to przecież za nimi od ponad dwóch lat. Fakt, w między czasie udało mu się ją skutecznie od siebie odsunąć, ale na swoją obronę miała to, że był wtedy dla niej naprawdę okropny. Nawet ona nie była w stanie znieść ciągłych nieprzyjemności, bo wbrew temu, co mogło się wydawać na pierwszy rzut oka była wrażliwa.
Nie chodziło jej jedynie o ten miesiąc, to była całkiem miła odmiana po tym całym gównie, którym się obrzucali w między czasie. Tyle, że i tak niewystarczająca, nie dla niej. Miała zdecydowanie większe oczekiwania, chociaż nie potrafiła mu o nich powiedzieć, najlepiej gdyby się tego sam domyślił, ale była coraz bardziej pewna tego, że nie będzie w stanie tego zrobić. Jaka szkoda, będą się babrać w tym dnie, dopóki faktycznie nie zatoną. Nie była to szczególnie atrakcyjna perspektywa, ale chyba tak już musiało być.
Nie była szczególnie zachwycona tym, że zachęcał ją do szukania sobie rozrywki, do korzystania z życia, bo wcale nie chciała tego robić, przestało ją to bawić, chociaż jeszcze miesiąc temu nie miałaby nic przeciwko, zupełnie. Wiele się zmieniło, przynajmniej dla niej. Próbowała mu to pokazać, ale nie chciał tego widzieć. Czy gdyby jej nie zależało na nim w ten sposób, to pojawiałaby się u niego tak często, czy zostawałaby na noc, brnęła w to z taką ochotą? Nie. Może usilnie powtarzała te słowa o ich ogromnej przyjaźni, ale jej zdaniem to wcale nie wyglądało jak przyjaźń, czy tego chciał, czy nie.
Nie powinna myśleć w ten sposób o przyjacielu, nie powinna marzyć o tym, że kiedyś spojrzy na nią inaczej, nie powinna wyobrażać sobie siebie trzymającą się z nim za rękę, ani całej reszty tych nie do końca stosownych rzeczy, a jednak to robiła.
Nie, nie zrobił tego znowu. Yaxleyówna patrzyła na niego jak zauroczona. Naprawdę próbowała przejść do tej rozmowy, która musiała się między nimi odbyć, a on znowu to odsuwał. Przysunęła sobie szklankę do ust i wypiła jednym haustem jej całą zawartość. Nie zniesie tego dłużej. Czy naprawdę nie mogli ten jeden raz przejść do konkretów? Próbowała, nieco pokracznie, ale próbowała coś z tym zrobić. Jak widać wyszło jak zawsze. Tym razem nie dolała sobie alkoholu do szklanki, jednym szybki ruchem sięgnęła po prostu po butelkę, która stała na stole i wzięła ją w swoje dłonie. Będzie piła z gwinta. Tego potrzebowała. Nic jej już nie uratuje przed odcięciem się od tego, co się między nimi działo. Wierzyła, że spora ilość whisky będzie jej lekarstwem.
- Tak, nie zjemy drugiego tortu, chyba, że tego właśnie potrzebujesz, to możemy pójść po więcej. - Chciał cukru, da mu cukier, wystarczyło tylko słowo. Jeśli tego właśnie potrzebował, to kimże była, aby mu tego odmówić?
- Masz rację Roise, najwyraźniej to tylko cukier i alkohol, nic takiego. - Ścisnęła mocniej butelkę, która znajdowała się w jej dłoni, przymknęła na chwilę oczy, aby się uspokoić. Jej uścisk był dosyć silny, nie panowała nad nim, jeszcze chwila, a zupełnie przypadkiem rozwali tą butelkę w swoich rękach. Musiała się uspokoić i odpuścić. Nie mogła sobie pozwolić na takie wahania nastrojów. Ona się nie uśmiechała, na jej twarzy pojawił się za to grymas, dobry humor gdzieś przepadł, a przecież jeszcze kilkanaście minut temu była naprawdę zadowolona.
- Jeśli masz chęć, to idź świętować, ja sobie tutaj zostanę. - Na pewno dobrze by im zrobiło wyjście na świeże powietrze, wmieszanie się w tłum osób, które celebrowały Ostarę. Nie musiliby się wtedy skupiać na sobie, tyle, że ona wcale nie chciała się stąd ruszać. Wolała zostać w swojej jaskini i cierpieć sobie po cichu, z dala od osób w wyśmienitych nastrojach. - Może znajdziesz sobie kogoś z kim będziesz mógł posiedzieć przy ognisku, bo przecież tego chcesz, prawda? Nie jestem ci do niczego potrzebna. - Sam o tym mówił, zamierzała więc brnąć w tą narrację. Proszę bardzo, śmiało, niech się bawi, i najlepiej jej jeszcze jutro opowie o tym, jak wspaniale było. Właśnie na to zasługiwała.
Nie powinna tego mówić, bo na samą myśl o tym, że przez nią mógł stąd czuła nieprzyjemne dreszcze na plecach, ale nie zamierzała dawać mu tej satysfkacji, prosić go o towarzystwo. Może był tacy sam jak wszyscy inni, tylko po cholerę tu w takim wypadku przychodził, mieszał jej w głowie, a teraz chciał jak zawsze udawać, że wszystko było w porządku.