30.09.2024, 12:18 ✶
Thomas pojawia się z Norą i dwoma kartonami pączków
Dwa razy nie trzeba było mu powtarzać, że szykuje się spotkanie - wiedział, ze nawet jeśli nie zdoła się na nie udać to dowie się wszystkiego z drugiej ręki, lub w innym terminie od Brenny, jednak byłą to idealna sytuacja na kilka rzeczy: będzie mógł jej przekazać klucze do bramy i drzwi wejściowych oraz pobrać krew od członków zakonu, aby móc przygotować ich wskazówki do zegara, nad którym pracował tego lata.
Zabezpieczenia na bramie i drzwiach wejściowych były już gotowe i czekały na finalną aktywację, którą zamierzał wykonać dopiero po przekazaniu kluczy, nie chciał, aby Brenna utraciła dostęp do własnej posiadłości. Dlatego też z finalną aktywacją jeszcze czekał, ale pierwszy krok ku zabezpieczeniu tego miejsca już postawili. Nawet nie zabrało to tak dużo czasu, kiedy już przygotował odpowiednie zamki - w kieszeni ciążyło mu pięć zestawów kluczy.
Inna kwestia to były fiolki, które miał w torbie - prace nad zegarem, który miał przygotować dla Zakonu Feniksa były na ukończeniu, udało mu się już nawet zakończyć testy związane z wskazówkami, teraz musiał jednak przejść do zbierania krwi od wszystkich członków i przekonywania ich, że wcale nie robi tego dla znajomego wampira, żeby mógł sobie wybrać najpyszniejszy bufet - Thomas nie znał żadnego wampira (chyba). Dlatego też miał ze sobą swoją torbę, w które znajdował się zestaw do pobierania krwi i dwa tuziny fiolek. Zastanawiał się czy uda im się omówić to wszystko tego jednego wieczora, bo zapewne i Brenna miała dużo rzeczy do przekazania.
Dodając do tego, że nie chcieli pojawić się z pustymi rękami to targał jeszcze dwa kartony wypełnione pączkami przygotowanymi przez Norę - co czyniło go objuczonym niczym wielbłąd, ale małe to poświęcenie.
- Wszystko w porządku?- zapytał siostry po tym jak zmaterializowali się przed wejściem do Stawu. Po potwierdzeniu, że faktycznie jest okej weszli do środka i wiedziony nosem udał się prosto do kuchni.
- Cześć, przynieśliśmy coś pysznego! Znaczy ja przyniosłem, ale Nora robiła - przywitał się i od razu wolał uściślić, bo jeszcze ktoś by pomyślał, że on mieszał się do procesu przygotowywania pączków i ich nie ruszył. Po ustach jak zwykle błąkał mu się szeroki uśmiech. - Mam dla ciebie klucze, a wychodząc aktywuje zabezpieczenia, żeby były potrzebne od teraz - zwrócił się jeszcze do Brenny jeszcze kładąc kartony na wolnym miejscu blatu w kuchni.
Dwa razy nie trzeba było mu powtarzać, że szykuje się spotkanie - wiedział, ze nawet jeśli nie zdoła się na nie udać to dowie się wszystkiego z drugiej ręki, lub w innym terminie od Brenny, jednak byłą to idealna sytuacja na kilka rzeczy: będzie mógł jej przekazać klucze do bramy i drzwi wejściowych oraz pobrać krew od członków zakonu, aby móc przygotować ich wskazówki do zegara, nad którym pracował tego lata.
Zabezpieczenia na bramie i drzwiach wejściowych były już gotowe i czekały na finalną aktywację, którą zamierzał wykonać dopiero po przekazaniu kluczy, nie chciał, aby Brenna utraciła dostęp do własnej posiadłości. Dlatego też z finalną aktywacją jeszcze czekał, ale pierwszy krok ku zabezpieczeniu tego miejsca już postawili. Nawet nie zabrało to tak dużo czasu, kiedy już przygotował odpowiednie zamki - w kieszeni ciążyło mu pięć zestawów kluczy.
Inna kwestia to były fiolki, które miał w torbie - prace nad zegarem, który miał przygotować dla Zakonu Feniksa były na ukończeniu, udało mu się już nawet zakończyć testy związane z wskazówkami, teraz musiał jednak przejść do zbierania krwi od wszystkich członków i przekonywania ich, że wcale nie robi tego dla znajomego wampira, żeby mógł sobie wybrać najpyszniejszy bufet - Thomas nie znał żadnego wampira (chyba). Dlatego też miał ze sobą swoją torbę, w które znajdował się zestaw do pobierania krwi i dwa tuziny fiolek. Zastanawiał się czy uda im się omówić to wszystko tego jednego wieczora, bo zapewne i Brenna miała dużo rzeczy do przekazania.
Dodając do tego, że nie chcieli pojawić się z pustymi rękami to targał jeszcze dwa kartony wypełnione pączkami przygotowanymi przez Norę - co czyniło go objuczonym niczym wielbłąd, ale małe to poświęcenie.
- Wszystko w porządku?- zapytał siostry po tym jak zmaterializowali się przed wejściem do Stawu. Po potwierdzeniu, że faktycznie jest okej weszli do środka i wiedziony nosem udał się prosto do kuchni.
- Cześć, przynieśliśmy coś pysznego! Znaczy ja przyniosłem, ale Nora robiła - przywitał się i od razu wolał uściślić, bo jeszcze ktoś by pomyślał, że on mieszał się do procesu przygotowywania pączków i ich nie ruszył. Po ustach jak zwykle błąkał mu się szeroki uśmiech. - Mam dla ciebie klucze, a wychodząc aktywuje zabezpieczenia, żeby były potrzebne od teraz - zwrócił się jeszcze do Brenny jeszcze kładąc kartony na wolnym miejscu blatu w kuchni.