30.09.2024, 18:45 ✶
Erik przychodzi do Księżycowego Stawu od frontu i przechodzi do kuchni, gdzie wita się z zebranymi.
Sporo roboty w to wszystko poszło, pomyślał przelotnie Erik, przyspieszając kroku, co by jeszcze szybciej zmniejszyć dzielący go od wejścia do posiadłości Księżycowy Staw. Bądź co bądź, sam brał udział w pracach remontowych i chociażby polowaniu na poltergeista, toteż był jako tako zaznajomiony nie tylko z historią tego miejsca, ale też tym, ile potu i łez włożyli zakonnicy w to, aby przystosować to wnętrze do swoich potrzeb. Czy będzie warto? To się zapewne dopiero okaże w nadchodzących tygodniach, o ile nie miesiącach.
O ile dożyje, kontynuował swoje czarnowidztwo Longbottom, wchodząc po cichu do środka. Powoli zaczynał mieć dosyć tego wszystkiego. Chociaż częste odwiedziny u Anthony'ego i rozmowy ze znajomymi sprawiały, że udzielał mu się ich dobry humor, tak nadmiar pobocznych spraw zaczynał mu po ludzku działać na nerwy. Począwszy od spraw związanych z Księżycowym Stawem po imprezę na plaży, która w jego przypadku wiązała się ze znalezieniem ludzkich szczątków w jaskini. Od wizyty u Agnes Delacour, gdzie był świadkiem zawiązania zupełnie nowej czarodziejskiej fundacji po ochronę Jadeitowego Lasu podczas wydarzenia towarzyskiego. Tego wszystkiego było po prostu za dużo. Jakby w tydzień próbował upchnąć pół roku niezwykle ważnych zdarzeń, które wymagały jego stuprocentowej uwagi.
Gdyby to zależało od niego, najchętniej zakopałby się w pościeli i nie wychodził z łóżka przez najbliższy tydzień. Kto wie, może Matka zesłałaby na niego błogosławieństwo i pozwoliła obudzić się dopiero wczesną wiosną? Mogliby nawet ponegocjować, bo Erik mógłby nawet zgodzić się na to, aby obudziła go ze snu w okresie Yule, co by rodzina mogła go zobaczyć, chociaż w ciągu tych kilku miesięcy. Minąwszy salon, Erik ruszył w kierunku kuchni, w której napotkał już swoją siostrę, Norę oraz Thomasa.
— Heej — odezwał się krótko, podsumowując krótkie powitanie ciężkim westchnieniem, jakby w ten sposób mógł wyzbyć się, chociaż części ciężaru spoczywającego na jego barkach.
Może powinien wybrać się do jakiegoś resortu SPA, póki jeszcze był na to czas i pogoda? Może to pozwoliłoby mu jakoś naładować baterie? Erik pokręcił powoli głową, odsuwając od siebie tę myśl. Skoro Brenna zdecydowała się sprowadzić tutaj członków Zakonu na jakieś zebranie - bez względu na to jak bardzo nieoficjalnie - to wiadomość była dosyć prosta. Czas urlopów dobiegł końca. Teraz miała zacząć się prawdziwa robota.
— Dużo jeszcze tych zaproszeń rozesłałaś? — spytał z nutką ciekawości w głosie, wodząc wzrokiem po sylwetce siostry.
Kto wie, może na koniec nawet sam Albus Dumbledore zaszczyci ich swoją obecnością? To dopiero byłaby niespodzianka, pomyślał z przekąsem, przypominając sobie spotkanie Zakonu tuż po śmierci wuja Derwina. Wówczas również się nie zjawił. A może w ogóle nie powinni oczekiwać, że ich ''przywódca'' wyściubi nos poza mury Hogwartu? Bądź co bądź, działali w cieniu, a to mogło ściągnąć na nich niepotrzebną uwagę i... Eh, pomyślał Erik, raz jeszcze wzdychając ciężko. Już nawet nie chciało mu się dywagować.
Sporo roboty w to wszystko poszło, pomyślał przelotnie Erik, przyspieszając kroku, co by jeszcze szybciej zmniejszyć dzielący go od wejścia do posiadłości Księżycowy Staw. Bądź co bądź, sam brał udział w pracach remontowych i chociażby polowaniu na poltergeista, toteż był jako tako zaznajomiony nie tylko z historią tego miejsca, ale też tym, ile potu i łez włożyli zakonnicy w to, aby przystosować to wnętrze do swoich potrzeb. Czy będzie warto? To się zapewne dopiero okaże w nadchodzących tygodniach, o ile nie miesiącach.
O ile dożyje, kontynuował swoje czarnowidztwo Longbottom, wchodząc po cichu do środka. Powoli zaczynał mieć dosyć tego wszystkiego. Chociaż częste odwiedziny u Anthony'ego i rozmowy ze znajomymi sprawiały, że udzielał mu się ich dobry humor, tak nadmiar pobocznych spraw zaczynał mu po ludzku działać na nerwy. Począwszy od spraw związanych z Księżycowym Stawem po imprezę na plaży, która w jego przypadku wiązała się ze znalezieniem ludzkich szczątków w jaskini. Od wizyty u Agnes Delacour, gdzie był świadkiem zawiązania zupełnie nowej czarodziejskiej fundacji po ochronę Jadeitowego Lasu podczas wydarzenia towarzyskiego. Tego wszystkiego było po prostu za dużo. Jakby w tydzień próbował upchnąć pół roku niezwykle ważnych zdarzeń, które wymagały jego stuprocentowej uwagi.
Gdyby to zależało od niego, najchętniej zakopałby się w pościeli i nie wychodził z łóżka przez najbliższy tydzień. Kto wie, może Matka zesłałaby na niego błogosławieństwo i pozwoliła obudzić się dopiero wczesną wiosną? Mogliby nawet ponegocjować, bo Erik mógłby nawet zgodzić się na to, aby obudziła go ze snu w okresie Yule, co by rodzina mogła go zobaczyć, chociaż w ciągu tych kilku miesięcy. Minąwszy salon, Erik ruszył w kierunku kuchni, w której napotkał już swoją siostrę, Norę oraz Thomasa.
— Heej — odezwał się krótko, podsumowując krótkie powitanie ciężkim westchnieniem, jakby w ten sposób mógł wyzbyć się, chociaż części ciężaru spoczywającego na jego barkach.
Może powinien wybrać się do jakiegoś resortu SPA, póki jeszcze był na to czas i pogoda? Może to pozwoliłoby mu jakoś naładować baterie? Erik pokręcił powoli głową, odsuwając od siebie tę myśl. Skoro Brenna zdecydowała się sprowadzić tutaj członków Zakonu na jakieś zebranie - bez względu na to jak bardzo nieoficjalnie - to wiadomość była dosyć prosta. Czas urlopów dobiegł końca. Teraz miała zacząć się prawdziwa robota.
— Dużo jeszcze tych zaproszeń rozesłałaś? — spytał z nutką ciekawości w głosie, wodząc wzrokiem po sylwetce siostry.
Kto wie, może na koniec nawet sam Albus Dumbledore zaszczyci ich swoją obecnością? To dopiero byłaby niespodzianka, pomyślał z przekąsem, przypominając sobie spotkanie Zakonu tuż po śmierci wuja Derwina. Wówczas również się nie zjawił. A może w ogóle nie powinni oczekiwać, że ich ''przywódca'' wyściubi nos poza mury Hogwartu? Bądź co bądź, działali w cieniu, a to mogło ściągnąć na nich niepotrzebną uwagę i... Eh, pomyślał Erik, raz jeszcze wzdychając ciężko. Już nawet nie chciało mu się dywagować.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞