Yaxleyówna nie lubiła się rozdrabniać, nigdy nie wiadomo, który z jej towarzyszy okaże się być większym bucem, warto było mieć jakieś wyjście awaryjne, gdyby coś nie poszło po jej myśli.
Sama nie miała pojęcia dlaczego tutaj z nimi wyszła, nie mogłaby powiedzieć nawet, że ich lubi. Mogła poszukać w tłumie któregoś ze swoich kuzynów, z nimi pewnie bawiłaby się lepiej, ale właśnie, może chciała spróbować czegoś nowego, znaczy nie zupełnie nowego, ale nowego od pamiętnego lutego. Niestety, jak bardzo by nie zmrużała oczu to stojący przed nią chłopcy nie wydawali się jej być szczególnie atrakcyjni. Nie byłaby chyba w stanie zbliżyć się do żadnego z nich zbyt bardzo. Eksperyment miał się zakończyć fiaskiem, przynajmniej zdaniem Gerry.
Dochodził do niej dźwięk fal, które odbijały się o skały. Okolica była całkiem malownicza, szkoda było czasu na tych dwóch pajaców, tyle, że właśnie, jeden z nich postanowił złapać ją za nadgarstek, a Gerry bardzo nie lubiła, kiedy dotykał jej ktoś, komu nie wyraziła na to zgody.
Jako, że była od rzeczonego Franka kilka centymetrów wyższa (to akurat w jej wypadku nie było nic nowego) to spojrzała na niego z góry i zapytała grzecznie co zamierza zrobić z tą ręką, nie zamierzała tańczyć, na tańce była zdecydowanie zbyt trzeźwa, to znaczy tańce w towarzystwie tych dwóch wspaniałych pajaców.
Kolega nie był szczególnie rozsądny, bo próbował ją za nią pociągnąć, Yaxleyówna zareagowała odruchowo, uniosła ją tak, że strzeliła mu łokciem pod żebro, aż biedny prawie się przekręcił. - Mówiłam kurwa, że nie chcę tańczyć. - Powiedziała z wymuszonym uśmiechem.
Na całe szczęście nie znajdowało się tutaj zbyt wielu gapiów, bo po raz kolejny mogło się to zakończyć plotkami o jej temperamencie, który nie do końca pasował do młodej, kulturalnej damy.
Frank z kolegą próbowali jeszcze z nią dyskutować, zaczęli wyzywać od pierdolonych tępych dzid, na co była skłonna zareagować, dopóki do niej nie dotarło, że to nie jest pub na Nokturnie. Był to spęd pierodlonych bogaczy, tutaj nie mogła sobie pozwolić na więcej typowych dla siebie zagrywek.
Wybrała więc najłatwiejszą z możliwych opcji, postanowiła ruszyć przed siebie, w stronę zachodzącego słońca, żeby się uspokoić.
Nogi poprowadziły ją w kierunku miejsca, w którym chwilę wcześniej widziała Greengrassa, jakoś tak wyszło. Tyle, że minęła go bez słowa i szła dalej przed siebie, zdecydowanie wkurwiona, o czym mogły świadczyć rumieńce na jej twarzy. Miała ochotę się stąd zmyć, jak najszybciej.
Nie zatrzymała się przy znajomej sylwetce tylko i wyłącznie dlatego, że uważała, iż był współwinny tej sytuacji. On i ta blondyna, z którą się prowadzał, gdyby nie to, to pewnie nadal tkwiłaby u boku swojego ojca, ale nie mogła znieść myśli, że zabawiał się tu z jakąś panną. Do tego dochodziła myśl, że przecież nie powinna się na niego denerwować, bo byli tylko przyjaciółmi, co zresztą też tylko i wyłącznie ją denerwowało. Nazbierało jej się tego jadu zbyt wiele i musiała odetchnąć, bo naprawdę była bliska zrobienia komuś krzywdy. Bezpieczniej będzie dla niej i dla otoczenia, jeśli na chwilę zniknie, a w sumie najlepiej jakby zniknęła na zawsze, może wtedy przestałaby mieć te wszystkie problemy.
Usiadła w końcu na plaży, gdzieś na samym brzegu, tuż przy tym, gdzie fale uderzały o ląd. Objęła zwyczajowo dla siebie rękoma kolana i przyciągnęła je do siebie. Była to jej bezpieczna pozycja, w której potrafiła się jakoś doprowadzić do stanu użyteczności. Nie było to specjalnie wygodne w tej nieszczęsnej sukience, ale miała ją w dupie, buty też wyrzuciła po drodze, bo ją wkurwiały.