30.09.2024, 20:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.12.2024, 18:24 przez Erik Longbottom.)
Erik za bardzo kochał Figgów. Wszystkich. Zgodzenie się na ten obiad tuż po wizycie na plaży było po prostu... mało ekonomiczne. Gdy zbierali się z Warowni, Longbottom narzucił na siebie najbardziej wygodne ciuchy, jakie miał w szafie. Mugolskie spodnie, grubą bluzę i znoszone buty. Po wydarzeniach w nadmorskiej jaskini, w których brał udział wraz z Thomasem Hardwickiem i Isaaciem najchętniej poszedłby na jakiś masaż. Wszystko go bolało po tym, jak wpadł do kilkumetrowej dziury, z której nie był w stanie się teleportować. Wzdrygnął się na samą myśl, gdy wylądowali już w części mieszkalnej klubokawiarni.
— Ciebie też — odparł bezwiednie na powitanie Nory. — Chociaż z tego, co pamiętam z wczoraj, to widzieliśmy się zaledwie... Kilka-kilkanaście godzin temu?
Posłał przyjaciółce słaby uśmiech. Mętne spojrzenie mężczyzny dosyć jawnie sugerowało, że po powrocie z plaży do Warowni nie udało mu się przespać wystarczająco dużej liczby godzin. Jakim cudem Brenna była w stanie funkcjonować tak na co dzień? Nie miał pojęcia. Czuł się obecnie jak jakiś ghoul, który miał trudności z wykrzesaniem z siebie chociaż jednej rozsądnej myśli. A przecież miał jeszcze wieczorem zjawić się na tej imprezie charytatywnej Agnes Delacour.
Czy aby na pewno powinienem tam iść? Bądź co bądź, podczas wyprawy z Hardwickiem i Bagshotem na plażę napotkali miejsce spoczynku pewnego ducha... Czy naprawdę zdołał tak szybko przejść z tym wszystkim do porządku dziennego? Erik stłumił ciężkie westchnienie, które spróbowało opuścić przedwcześnie jego trzewia. Przecież pracował dla Brygady Uderzeniowej - powinien być przyzwyczajony do takich śledztw. Do takich widoków.
Ten miesiąc jest zdecydowanie zbyt krótki, stwierdził bezgłośnie czarodziej, mimowolnie wyobrażając sobie karty sierpniowego kalendarza. Och, ile by to dał, aby wydłużyć ten miesiąc o jeszcze kilka dni. Trzy. Pięć. Siedem. Może to pozwoliłoby mu spojrzeć na pewne wydarzenie z innej perspektywy i wrócić do normalności? Wbić się w swój tradycyjny rytm? Chyba na prawdę potrzebował wolnego.
Tyle, że teraz nie mógł go sobie dać. Mógł wziąć wolne w pracy, ale nie mógł wziąć wolnego od ludzi. Nie przy Warowni pełnej ludzi i nie po tym, jak obiecał Geraldine, że zjawi się na przyjęciu Agnes. W końcu byli wręcz zobowiązani do tego, aby towarzyszyć sobie nawzajem podczas tego typu imprez. A do tego dochodził jeszcze fakt, że mógł się tam natknąć na Anthony'ego. Tak, z nim też dobrze by było spędzić chwilę czasu.
Dobry Merlinie, Geraldine mi nie wybaczy, jeśli się tam nie pojawię, pomyślał ze zgrozą, zdając sobie sprawę, że nijak nie będzie w stanie się z tego wyłgać. Stłumił w sobie ciężkie westchnienie, pozwalając sobie jedynie na ostre pociągnięcie nosem. Może obiad w wykonaniu Thomasa postawi go na nogi? W ostateczności mógłby poprosić Norę, aby ugotowała mu na szybko jakąś miksturę energetyzującą... Zdecydowanie potrzebował małego zastrzyku energii, aby przetrwać resztę tego dnia.
— My... Tak, słyszę... — zaczął odpowiadać niepewnie na pytanie młodej czarownicy, gdy ni stąd, ni zowąd do pokoju wpadł Karl.
Erik popieścił go podejrzliwym spojrzeniem, dalej mając w pamięci ostatni incydent Warowni, kiedy to Mabel ujeżdżała Samuela w formie niedźwiedzia. Och, miał nadzieję, że Nora jeszcze się o tym nie dowiedziała... Nie chodziło już nawet o to, że mogłaby wściec się na czarodzieja z lasu, a to, że mogłaby nagle zacząć wytykać Erikowi, że za słabo się opiekował jej córką podczas wakacji. To... to mogłoby bardzo skutecznie zadziałać na jego niekorzyść.
Na szczęście sprawa ta nie została poruszona na głos, bo zamiast tego dowiedzieli się o... Pożarze. Piętro wyżej. Longbottom powędrował wzrokiem w stronę, z której przybył kot i... ruszył powoli w tamtą stronę. To jest, o ile Brenna nie odsunęła Mabel na bok i sama nie pobiegła przodem, jak to miała w zwyczaju. W tym wypadku Erik ruszył jako drugi, gotów pomóc siostrze w opanowaniu kryzysu.
— Ciebie też — odparł bezwiednie na powitanie Nory. — Chociaż z tego, co pamiętam z wczoraj, to widzieliśmy się zaledwie... Kilka-kilkanaście godzin temu?
Posłał przyjaciółce słaby uśmiech. Mętne spojrzenie mężczyzny dosyć jawnie sugerowało, że po powrocie z plaży do Warowni nie udało mu się przespać wystarczająco dużej liczby godzin. Jakim cudem Brenna była w stanie funkcjonować tak na co dzień? Nie miał pojęcia. Czuł się obecnie jak jakiś ghoul, który miał trudności z wykrzesaniem z siebie chociaż jednej rozsądnej myśli. A przecież miał jeszcze wieczorem zjawić się na tej imprezie charytatywnej Agnes Delacour.
Czy aby na pewno powinienem tam iść? Bądź co bądź, podczas wyprawy z Hardwickiem i Bagshotem na plażę napotkali miejsce spoczynku pewnego ducha... Czy naprawdę zdołał tak szybko przejść z tym wszystkim do porządku dziennego? Erik stłumił ciężkie westchnienie, które spróbowało opuścić przedwcześnie jego trzewia. Przecież pracował dla Brygady Uderzeniowej - powinien być przyzwyczajony do takich śledztw. Do takich widoków.
Ten miesiąc jest zdecydowanie zbyt krótki, stwierdził bezgłośnie czarodziej, mimowolnie wyobrażając sobie karty sierpniowego kalendarza. Och, ile by to dał, aby wydłużyć ten miesiąc o jeszcze kilka dni. Trzy. Pięć. Siedem. Może to pozwoliłoby mu spojrzeć na pewne wydarzenie z innej perspektywy i wrócić do normalności? Wbić się w swój tradycyjny rytm? Chyba na prawdę potrzebował wolnego.
Tyle, że teraz nie mógł go sobie dać. Mógł wziąć wolne w pracy, ale nie mógł wziąć wolnego od ludzi. Nie przy Warowni pełnej ludzi i nie po tym, jak obiecał Geraldine, że zjawi się na przyjęciu Agnes. W końcu byli wręcz zobowiązani do tego, aby towarzyszyć sobie nawzajem podczas tego typu imprez. A do tego dochodził jeszcze fakt, że mógł się tam natknąć na Anthony'ego. Tak, z nim też dobrze by było spędzić chwilę czasu.
Dobry Merlinie, Geraldine mi nie wybaczy, jeśli się tam nie pojawię, pomyślał ze zgrozą, zdając sobie sprawę, że nijak nie będzie w stanie się z tego wyłgać. Stłumił w sobie ciężkie westchnienie, pozwalając sobie jedynie na ostre pociągnięcie nosem. Może obiad w wykonaniu Thomasa postawi go na nogi? W ostateczności mógłby poprosić Norę, aby ugotowała mu na szybko jakąś miksturę energetyzującą... Zdecydowanie potrzebował małego zastrzyku energii, aby przetrwać resztę tego dnia.
— My... Tak, słyszę... — zaczął odpowiadać niepewnie na pytanie młodej czarownicy, gdy ni stąd, ni zowąd do pokoju wpadł Karl.
Erik popieścił go podejrzliwym spojrzeniem, dalej mając w pamięci ostatni incydent Warowni, kiedy to Mabel ujeżdżała Samuela w formie niedźwiedzia. Och, miał nadzieję, że Nora jeszcze się o tym nie dowiedziała... Nie chodziło już nawet o to, że mogłaby wściec się na czarodzieja z lasu, a to, że mogłaby nagle zacząć wytykać Erikowi, że za słabo się opiekował jej córką podczas wakacji. To... to mogłoby bardzo skutecznie zadziałać na jego niekorzyść.
Na szczęście sprawa ta nie została poruszona na głos, bo zamiast tego dowiedzieli się o... Pożarze. Piętro wyżej. Longbottom powędrował wzrokiem w stronę, z której przybył kot i... ruszył powoli w tamtą stronę. To jest, o ile Brenna nie odsunęła Mabel na bok i sama nie pobiegła przodem, jak to miała w zwyczaju. W tym wypadku Erik ruszył jako drugi, gotów pomóc siostrze w opanowaniu kryzysu.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞