Chwilę zajęło jej skunksowi przespacerowanie się po plaży, ale w końcu do niej wrócił, a co najważniejsze spełnił swoje zadanie, przyprowadził ze sobą gościa, tego przez nią wyczekiwanego. Wyciągnęła jeszcze dłoń przed siebie, aby stworzonko które wyczarowała weszło na nią, aż wreszcie się rozsypało, piasek przesypał się jej przez palce i tyle po nim zostało. Tak właściwie to nie tylko tyle, bo przecież teraz nie musiała siedzieć tu sama. Plan idealny, nie musiała go błagać o to, żeby do niej przyszedł, tylko dyskretnie zaprosiła go do siebie, nie nachalnie, nikt inny by się nie zorientował, że chodziło o nią. Podobało jej się to, że mieli swoje własne tajemnice, o których nikt nie wiedział. To potwierdzało, że byli przyjaciółmi, znaczy to nie tak, że właśnie przyjaciółmi chciała być, ale to łączyło się z tym, że byli blisko, a przede wszystkim tej bliskości pragnęła.
Bez względu jakiej formy by nie miała, przynajmniej jak na razie, ciągle wierzyła, że to jest tylko chwilowe, i że już niedługo się zmieni.
- Tak trochę. - Nie zrobiła tego celowo, jakoś tak wyszło, ale niespecjalnie się tym przejmowała. Nie podobała się jej przecież ta sukienka, od samego początku była niezadowolona, że musiała ją dzisiaj założyć. Samo to, że nie miała na sobie spodni było dla niej ogromnym dyskomfortem, a ta sukienka jeszcze, cóż, nie była w stylu tych, po które zawsze sięgała.
Kiedy poczuła obok siebie jego obecność odwróciła głowę w kierunku mężczyzny, posłała mu ciepły uśmiech, jeden z tych naprawdę szczerych, mógł zauważyć też błysk w jej oczach i różane policzki, z początku zyskały tę barwę przez zdenerwowanie, a teraz utrzymywały się dzięki wiatrowi, który muskał jej twarz. Nie była mocno pijana, nie wlała w siebie, aż tak wiele alkoholu, jak chciała.
Nie ma co, całkiem nieźle zaczął tę rozmowę. Gdyby była w gorszym humorze (tym, który towarzyszył jej nim się tu pojawił) to pewnie byłby to powód do małej kłótni, jednej z wielu, które im się przytrafiały. Jednak sama jego obecność poprawiła jej nastrój, więc nie zamierzała niepotrzebnie zachowywać się jak wredna małpa.
- Dzięki? - To zdecydowanie nie był komplement, ale wypadało podziękować za szczerość, czy coś. Chyba? Jeszcze nikt nigdy nie mówił w ten sposób o sukience którą na siebie założyła. Ambroise nigdy się nie pierdolił i zawsze mówił to, co miał na myśli.
- Tak, tak i tak. Trzy razy tak Roise. - Nie mogła się nie zgodzić z jego argumentami, ba sama wspominała matce o tym, że to nie jest dobry pomysł. Ta jednak skutecznie wybiła jej z głowy myśl, że mogłaby przyjść w sukience, w której zdarzyło jej się już pokazać na jednym z poprzednich sezonów, bo to przecież nie wypadało, aby ktoś z ich rodziny dwa razy wkładał tę samą kreację!!! Ta, bo ktokolwiek w ogóle by pamiętał, w jakiej sukience była na Yule dwa lata temu.
- Moja matka mnie tak urządziła. - Postanowiła mu wyjaśnić skąd to coś wzięło się na jej ciele. Jennifer miewała naprawdę różne, nie do końca pasujące Ger pomysły, trudno było czasem z nią dyskutować, w tym przypadku trochę było w tym jej winy, bo nie zdążyła pojawiać się u Rosierów osobiście, cóż, musiała więc jakoś to przetrawić.
- Zdecydowanie wolę zielony, ach i czekaj, za to ty prezentujesz się czarująco jak zawsze. Mam wrażenie, że mój przyjaciel wygląda najlepiej ze wszystkich obecnych tutaj osobników płci męskiej. - ładnie mu było w tym jasnozielonym, może nie była do końca obiektywna, bo był to odcień zielonego, a do tego Rosie, więc to musiało trafiać w jej gusta.
Kiedy rozmawiali o pierdołach wszystko między nimi wydawało się być w porządku, wiedziała, że są to tylko pozory.
- Gdzie zgubiłeś swoją uroczą koleżankę? - Zapytała jeszcze zupełnie niewinnie, jakby faktycznie interesowała się losem biednej, samotnej niewiasty. Tak naprawdę chciała się dowiedzieć kim było to dziewczę i dlaczego się z nim tu pojawił.
Ciągle utrzymywała między nimi bezpieczną odległość, chociaż przez chwilę miała ochotę nieco przesunąć się obok niego, tak by chociaż przypadkiem mogła go dotknąć.