Powinna się nauczyć tego, żeby dokładniej przyglądać się tym koszulom. Nigdy jednak specjalnie nie przywiązywała wagi do taki nieistotnych rzeczy, jakimi była ubrania. Powinna jednak to robić, szczególnie po tym, jak Atreus zrobił jej ostatnio aferę, że kradnie jego rzeczy, kiedy jest u Florence (wcale tego nie robiła, po prostu jej własne ciuchy wysmarowała krwią dosłownie od stóp do głów, przy okazji udało jej się pozbyć naprawdę ogromnego błotoryja co w sumie było warte brudnych ubrań). Tyle, że też ktoś jej zrobił zdjęcie w tej nieszczęsnej koszuli i znowu pojawiły się plotki, tym razem, o tym, że wychodzi po nocy z mieszkania Bulstrodów i nawiązała bliską relację z jednym z dwóch braci swojej przyjaciółki. Taa, na pewno, Atreusa nie dotknęłaby kijem, a tego najstarszego raczej średnio kojarzyła.
Tak, zdawała sobie sprawę, że mogło to wyglądać na to, że odsunęła go od sprawy. Pracowała jednak jak mróweczka nad tym, żeby dowiedzieć się jak najwięcej. Jak jej na czymś zależało, to potrafiła się skupić i zaangażować, a na własnym życiu akurat trochę musiało jej zależeć. Nie chciała jeszcze odchodzić z tego świata dlatego po tym jednorazowym momencie zwątpienia (akurat był jego świadkiem) zaczęła grzebać. Naprawdę zaangażowała w sprawę sporo osób i w sumie była zadowolona z przebiegu swojego niewielkiego śledztwa. Chyba ustaliła wszystko, co było jej potrzebne, teraz musiała tylko odpowiednio uderzyć i będzie miała to za sobą. Nie zapominała o tym, że Ambroise postanowił do niej dołączyć, nie mogła o tym zapomnieć, ku swojemu niezadowoleniu znowu zaczęła rozmyślać o jego osobie. O tym, co ich łączyło, o tym co mogli mieć. To nie były szczególnie miłe przemyślenia, bo przypominały jej o tym, że straciła jedną z nielicznych osób, na której jej faktycznie zależało. Wiedziała, że czasem lepiej jest się rozstać, bo istniały związki, które nie miały żadnej nadziei, jednak ich relacji nigdy nie wrzucała do tej kategorii. Zdarzało im się kłócić, zdarzało rozchodzić, jednak za każdym razem do siebie wracali. W tym przypadku to się nie wydarzyło. Nie szukali ze sobą kontaktu, to chyba faktycznie był prawdziwy koniec. Powinno ją cieszyć to, że już nie niszczyli siebie nawzajem, czuła jednak zbyt wiele goryczy, trochę też miała wrażenie, że nie wyjaśnili sobie wszystkiego do końca, przez co traktowała to jako niedokończoną sprawę.
Nie miała pojęcia o tym, że Ambroise dostarczał jej bratu posiłki. Astaroth nie chwalił jej się tym. Może to i lepiej, bo pewnie starałaby się to ograniczyć. Greengrass nie mógł interesować się ich sprawami, nie powinien włazić w ich bałagan, to były tylko i wyłącznie jej sprawy rodzinne, a on nie należał do rodziny, już nie.
Nie spoglądała na to, co znajdowało się na blacie. Nawet jeśli by to zrobiła to nie miałaby pojęcia, czym się zajmował przed jej przyjściem. Nie rozumiała jego zainteresowania, znaczy akceptowała je, wiedziała, że rośliny mogą być naprawdę ciekawe, ale to nigdy nie był jej konik. Wybrała inną stronę przyrody jako swoje główne zainteresowanie.
Dostrzegła na jego twarzy ślad jakieś dziwnej mazi, to musiało być coś pochodzące od roślin, jednak nie wspomniała o tym w głos, nie chciała zaczynać tej rozmowy od uwagi na temat tego, że ma coś na twarzy. Przerwała mu pracę, nie zapowiadała się, nie zamierzała więc w ogóle tego zauważać.
Usiała na skórzanej kanapie, którą jej wskazał. Narzuciła sobie nogę na nogę i wyprostowała się niczym struna. Była spięta, nadal nie czuła się dobrze w jego towarzystwie, szczególnie w momencie, w którym to spotkanie było takie oficjalne. Nie pamiętała kiedy ostatni raz z nim w ten sposób rozmawiała, wróć, właśnie sobie przypomniała, było to przed wizytą w tym przeklętym dworku, kiedy zaczęli wszystko od nowa. To wtedy zaczęła się ich prawdziwa historia. Ta, kiedy próbowali zwalić swoje uczucia na to, że coś ich opętało. Zaślepione osły nie były w stanie uwierzyć, że mogły się pokochać bez ingerencji siły wyższej. Niesamowite.
- Thoran próbował wczoraj zabić Astarotha. - Zaczęła całkiem zgrabnie, od konkretów. Oby tak dalej. Ton jej głosu był całkiem spokojny, jak na to, co się wydarzyło, bo cóż - po raz kolejny udało jej się zainterweniować, zapobiegła morderstwu, powinna być z siebie dumna, a znowu czuła żal. Oszukiwała młodszego brata od czerwca, bo nie chciała mieszać go w tę sprawę z obawy o to, że może go stracić. Gdyby nie ukrywała przed nim prawdy, to wiedziałby, że Thoran tak naprawdę nie jest ich bratem i nie wybrałby się z nim na przejażdżkę. Po raz kolejny ukrywanie prawdy zakończyło się niebezpieczeństwem, niby chciała dobrze, wyszło jak zawsze.
- Udało mi się go znaleźć i ocalić przed spaleniem. - Nie sądziła, że ta część obchodziła Ambroise'a wolała jednak też się tym z nim podzielić.
- Myślę, że nadszedł moment, w którym chciałabym podjąć walkę. - Nadal mówiła bardzo oficjalnie, nie czuć było w jej głosie typowego dla Yaxleyówny żaru i pasji. Bardziej opowiadała o tym, jak o zakupach w którymś ze sklepów spożywczych, które musiała zrobić.
- Dowiedziałam się też, jaką istotą jest i jak można ją unicestwić. - Może od tego powinna zacząć? Teraz to już sama nie wiedziała.