Cóż, nie bez powodu posłała po niego skunksa, wiedziała, że jedynym lekarstwem na jej kiepski humor była jego obecność tuż obok jej boku. Humor jej dopisywał, bo jej nie odmówił, mimo, że nie przyszedł tu z nią. Właśnie, tego nie potrafiła zrozumieć, dlaczego nie mogli pojawiać się na takich przyjęciach jako para przyjaciół, przecież wyśmienicie by się bawili w swoimi towarzystwie i nie musieli przejmować tym, że mają kogoś zabawiać. Nie zapytała się o to jednak, bo bała się, że pomyśli sobie, że chciałaby bywać z nim w takich miejscach nie tylko dlatego, że była jego przyjaciółką, co zresztą byłoby prawdą, ale nie była gotowa się nią podzielić. Pewnie nigdy nie będzie. To mogło przynieść bardzo mocne zderzenie z rzeczywistością, którą nie do końca chciała przyjąć. Dlatego też przynajmniej mogła sobie wizualizować w głowie podobne do tego przyjęcia, na których pojawiała się trzymając Ambroise'a pod ramię, a później tańcząc z nim całą noc. To był bardzo przyjemne wizje, szczególnie, że nauczyła się już jego koloru oczu i potrafiła sobie je idealnie wyobrazić w swojej głowie.
- Nie pozwoliła, ona KAZAŁA mi to włożyć. - Miała nadzieję, że rozumiał powagę sytuacji. Jen jak się na coś uparła, to nie było zmiłuj. Nawet Geraldine nie była w stanie się jej postawić. Próbowała, jak zawsze jej się to nie udało, dlatego też siedziała tutaj w tej nieszczęsnej, czerwonej sukience, która pasowała do niej jak pięść do nosa. - Nie mogę się doczekać, aż wreszcie ściągnę z siebie tę okropną kieckę. - Dodała jeszcze, bo zdecydowanie nie czuła się w niej dobrze.
- Nie, nie, nie! - Zaprzeczyła bardzo głośno. Mogła to zrobić bo znajdowali się na plaży, z dala od pozostałych gości obecnych na przyjęciu. - Tylko i wyłącznie stwierdziłam fakt, niczego nie próbuje, Mój Drogi. - Nie śmiałaby na nim korzystać ze swoich sztuczek, kto to widział. Nie zrobiłaby tego swojemu przyjacielowi. Bardzo chciała, żeby nie był już jej przyjacielem, tylko nie potrafiła mu przekazać tego, że powinni to zostawić za sobą, trzymanie rąk przy sobie, szczególnie, gdy znajdował się tuż obok robiło się bardzo problematyczne.
Westchnęła nieco rozczarowana. - Ty nie musisz wiedzieć, ważne, że ja wiem, jestem przecież kobietą, interesują mnie mężczyźni, no znam się przecież. - Próbowała mu wyłożyć argumenty za tym, że była najprawdziwszym ekspertem w tej dziedzinie. Nie mógł wiedzieć tego, że dla niej każdy inny typ mógł nie istnieć i w jej konkursie na najwspanialszego mężczyznę to zawsze on wygrywał. To była jej słodka tajemnica, jedna z wielu, kolejna która nie ułatwiała jej radzenia sobie z tym, jak wyglądała ich aktualna relacja.
- Och, biedna, ale przy tym chyba nie za bystra. - Tak naprawdę to nawet jej nie było szkoda panny Delacour. Nie chciała się wypowiadać źle o jego partnerce, no ale nie mogła się powstrzymać. Kto normalny przychodził w szpilkach na imprezę na plaży? No przepraszam, wypadało tylko nieco ruszyć głową, żeby wpaść na to, że te buty w tym miejscu mogły zakończyć się bardzo tragiczną śmiercią.
Huh, czyli ją z nimi widział. Nie spodziewała się tego, więc może faktycznie sięgnęła po złą kartę, bo teraz on odbije piłeczkę. Nieodpowiednio ugryzła temat, przez to, że nie zawróciła uwagi na to, że ich dostrzegł. Jakoś weźmie to na klatę.
Uniosła pytająco brwi. - Co to znaczy, że teoretycznie wiesz co się stało z moimi nowymi kolegami? - To nie byli jej koledzy, a dwaj pajace, ale nie musiał tego wiedzieć, jeszcze nie.
Przesunęła się w końcu tak, żeby siedzieć tuż przed nim, nie przeszkadzała jej woda, która powoli zaczęła moczyć większą część jej ciała niż tylko stopy, tak naprawdę to było całkiem przyjemne, rześkie uczucie. Chciała patrzeć mu w oczy, jej własne, zresztą nie przestawały się cieszyć i błyszczeć. - Nie zrobiłeś nic głupiego, prawda? - Och, nie było to najlepiej sformułowane pytanie, wiedziała, że nigdy nie określiłby czegoś co zrobił jako głupie.
- Żaden, do chłopaków nie docierało, że nie miałam zamiaru tańczyć, a ja nie lubię, jak ktoś nie rozumie, co do niego mówię. - Była z nim szczera, od samego początku żaden z nich nie miał u niej najmniejszych szans.