01.10.2024, 00:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.10.2024, 04:16 przez Atreus Bulstrode.)
Nigdy nie był przesadnym fanem siedzenia w miejscu i zachwycania się czymś tak eterycznym jak muzyka, w szczególności ta klasyczna, która miała łapać za serca i poruszać jakieś niezgłębiane na co dzień emocje. Ze wszystkich sztuk pięknych najbardziej chyba preferował malarstwo, a to i tak chyba tylko dlatego, że wernisaże pozwalały na zgłębianie tajemnicy na własną rękę, w wybranej przez siebie kolejności i bez karcącego nakazu by podczas występu zachować ciszę.
To nie tak, że prezentowane na scenie utwory były złe, czy wykonane niepoprawnie, bo nie trzeba było mieć trzeciego oka, żeby widzieć jak widownia rozpływa się pod wpływem kolejnych występów. Największą wadą Baldwina, w oczach Atreusa, był fakt że nie był kobietą. Może wtedy deklamowany poemat trafiłby do niego o wiele wyraźniej. Ba, może uznałby kunszt poprawnego przeprowadzenia widowni przez kolejne wersety, tak by znaleźli się razem z nim w tym ulotnym świecie. Zrobiłby też wszystkim przysługę, gdyby skończył swój występ o wiele wcześniej, pozostawiając widownię z niedosytem. Bo niedosyt prowadził do ciekawości.
Muzyka Kelly była spokojna i stonowana. Całkiem przyjemna dla ucha, nawet jeśli odnosił wrażenie że gdyby potrwała parę minut dłużej, to wszyscy posnęliby na widowni. Ale może o to jej chodziło, by oddać akurat pod tym względem atmosferę Snu Nocy Letniej. Z resztą, jakkolwiek by ładnie nie grała, dla niego była mało warta zapamiętania, kiedy na scenie znalazła się Lorraine. Nie chodziło o to jak grała, bo Atreus nigdy nie słuchał jej koncertów dla muzyki, która wychodziła spod jej palców, nie ważne jak Malfoy się bardzo o to starała i porywała resztę widowni. Ale teraz, kiedy patrzył na blondynkę siedzącą przy fortepianie, nie myślał o tym jaka była ładna, tak jak mu się zdarzało to tyle razy, kiedy jeszcze byli ze sobą, a o tym o kim myślała, kiedy kolejne dźwięki utworu perliły się w powietrzu. Czy była na tyle przyzwoita by poświęcić tę utwór takiej Maeve, czy może gdzieś w tle wciąż poniewierał się Otto.
W końcu przyszła kolej na Oleandra i z pewnym zaskoczeniem Bulstrode mógł stwierdzić, że jego występ przypadł mu do gustu najbardziej ze wszystkich, które do tej pory usłyszeli. Muzyka była porywająca już od samego początku, jakby z całą mocą chcąc powieść ich w tworzony przez dźwięki świat, a nie uśpić na miejscach które zajmowali.
Było w tym coś odświeżającego, podobnie z resztą jak w przemowie młodziutkiej Avery, która chyba jednak w swoim poruszeniu odrobinkę zanadto oddała swoje serce sztuce. Kąciki ust drgnęły, unosząc się w lekkim uśmiechu, w którym jednak kryło się pewne powątpiewanie czy aby na pewno dobrze słyszał. Konkluzja całej jej wypowiedzi natomiast idealnie zgrała się z przebijającym z namiotu artystów okrzykiem. Atreusowi zrobiło się trochę tego całego Remingtona żal, bo właśnie został wystawiony jak na talerzu przez małolatę.
- Jak myślisz, kto zaraz zejdzie na zawał? Obstawiam Fortinbrasa - szepnął, nachylając się do siedzącej obok Brenny, uśmiechając już złośliwie, a potem spojrzał w bok, na rzeczonego mężczyznę, próbując przyjrzeć się jego aurze.
co tam u Fortiego, percepcja III
To nie tak, że prezentowane na scenie utwory były złe, czy wykonane niepoprawnie, bo nie trzeba było mieć trzeciego oka, żeby widzieć jak widownia rozpływa się pod wpływem kolejnych występów. Największą wadą Baldwina, w oczach Atreusa, był fakt że nie był kobietą. Może wtedy deklamowany poemat trafiłby do niego o wiele wyraźniej. Ba, może uznałby kunszt poprawnego przeprowadzenia widowni przez kolejne wersety, tak by znaleźli się razem z nim w tym ulotnym świecie. Zrobiłby też wszystkim przysługę, gdyby skończył swój występ o wiele wcześniej, pozostawiając widownię z niedosytem. Bo niedosyt prowadził do ciekawości.
Muzyka Kelly była spokojna i stonowana. Całkiem przyjemna dla ucha, nawet jeśli odnosił wrażenie że gdyby potrwała parę minut dłużej, to wszyscy posnęliby na widowni. Ale może o to jej chodziło, by oddać akurat pod tym względem atmosferę Snu Nocy Letniej. Z resztą, jakkolwiek by ładnie nie grała, dla niego była mało warta zapamiętania, kiedy na scenie znalazła się Lorraine. Nie chodziło o to jak grała, bo Atreus nigdy nie słuchał jej koncertów dla muzyki, która wychodziła spod jej palców, nie ważne jak Malfoy się bardzo o to starała i porywała resztę widowni. Ale teraz, kiedy patrzył na blondynkę siedzącą przy fortepianie, nie myślał o tym jaka była ładna, tak jak mu się zdarzało to tyle razy, kiedy jeszcze byli ze sobą, a o tym o kim myślała, kiedy kolejne dźwięki utworu perliły się w powietrzu. Czy była na tyle przyzwoita by poświęcić tę utwór takiej Maeve, czy może gdzieś w tle wciąż poniewierał się Otto.
W końcu przyszła kolej na Oleandra i z pewnym zaskoczeniem Bulstrode mógł stwierdzić, że jego występ przypadł mu do gustu najbardziej ze wszystkich, które do tej pory usłyszeli. Muzyka była porywająca już od samego początku, jakby z całą mocą chcąc powieść ich w tworzony przez dźwięki świat, a nie uśpić na miejscach które zajmowali.
Było w tym coś odświeżającego, podobnie z resztą jak w przemowie młodziutkiej Avery, która chyba jednak w swoim poruszeniu odrobinkę zanadto oddała swoje serce sztuce. Kąciki ust drgnęły, unosząc się w lekkim uśmiechu, w którym jednak kryło się pewne powątpiewanie czy aby na pewno dobrze słyszał. Konkluzja całej jej wypowiedzi natomiast idealnie zgrała się z przebijającym z namiotu artystów okrzykiem. Atreusowi zrobiło się trochę tego całego Remingtona żal, bo właśnie został wystawiony jak na talerzu przez małolatę.
- Jak myślisz, kto zaraz zejdzie na zawał? Obstawiam Fortinbrasa - szepnął, nachylając się do siedzącej obok Brenny, uśmiechając już złośliwie, a potem spojrzał w bok, na rzeczonego mężczyznę, próbując przyjrzeć się jego aurze.
co tam u Fortiego, percepcja III
Rzut Z 1d100 - 17
Akcja nieudana
Akcja nieudana