Nie chciałaby nic do picia. Nie przyszła tutaj na przyjacielskie pogawędki, ani też załatwiać oficjalne interesy. Sama nie wiedziała, czym było to spotkanie, ale upierała się iż nie znaczyło zbyt wiele. Mieli misję do wykonania, jednorazową i już niedługo nie będą musieli tego powtarzać, to naprawdę nie wydawało jej się być niczym złym. Dobrze im robiło trzymanie się od siebie z daleka. Tak, powtarzała to siebie w głowie jak mantrę, chociaż widziała do czego ją to rozstanie doprowadziło. Zachowywała się, jakby znowu miała jakieś dwadzieścia lat. Szukała co raz to nowszych mężczyzn, którzy pojawiali się w jej życiu ledwie na chwilę, a później kazała im się zmywać. To też nie należało do zdrowych sytuacji, nie była w stanie jednak do nikogo się przywioząć tak mocno, jak do niego. Wydawało jej się, że odpowiedzialne były za to ich charaktery, bo przecież dobre związki nie opierały się jedynie na fizyczności, ale też musiały zawierać jakieś podobieństwo dusz. No kto by się spodziewał, że zrobi się z niej taka ekspertka od spaw sercowy!
- Astaroth sporo przeżył w ostatnim roku, więc można mu wybaczyć pewne rzeczy. - Oczywiście, że go wybielała. Musiała to zrobić, nie była nauczona mówić w zły sposób o swojej rodzinie, szczególnie przed obcymi. Wiedziała, że jej brat potrafił sam prosić się o wpierdol, był przecież jej młodszą wersją, no z kutasem między nogami, ona robiła to samo. Tyle, że naprawdę sporo przeżył, wampiryzm spadł na niego w tym roku, to dalej było coś zupełnie nowego, wystarczyło, że się trochę poduczyć tych wampirzych zasad i powinni mieć wreszcie spokój z bratem z kłami. Naprawdę wierzyła w sukces tej misji, może przez to, że również czuła się za nią dosyć mocno odpowiedzialna.
- Jasne, dzięki. - Nie musiał mówić o tym, że się z tego cieszy. Wyczuwała w jego stwierdzeniu raczej fałsz, nosz kurwa potłukli się z nim w jej mieszkaniu, całkiem niedawno. Ona pewnie nie cieszyłaby się, gdyby znalazła się w podobnej sytuacji, z drugiej strony, kto go tam wiedział, co naprawdę myślał. Geraldine nie zamierzała już nigdy więcej myśleć o tym, o czym myślał Ambroise Greengrass, za dużo nerwów kosztowały ją te domysły.
- Właśnie, tutaj są dwie opcje, ale wybrałam jedyną słuszną. - Tak, wybrała bez niego. Miała prawo zadecydować o losie bytu, który zamierzał ją zniszczyć i nie przyjmowała żadnego sprzeciwu. Tylko spróbowałby wspomnieć, że nie podoba mu się ten pomysł... Po co w ogóle wspominała o tym, że są dwie opcje? Ależ była głupiutka, mogła to przed nim zataić, to po prostu utrzymywaliby, że jest to jedyna metoda przy pomocy której mogą go zniszczyć.
- Można było pomyśleć o uwięzieniu go w jakimś naczyniu, dokładniej to z tym, z którego wylazł, ale stwierdziłam, że wolę się tego pozbyć na dobre, rozjebie chuja, przy pomocy magii lub bez. To znaczy rozjebiemy. - Bardzo szybko się poprawiła, bo pamiętała o tym, że nie jest z tym sama. Nie znalazła instrukcji w jaki sposób powinni go pokonać fizycznie, ale to nie powinno być jakoś specjalnie skomplikowane.
- Zależy mi na tym, żeby faktycznie to zabić, a nie zamknąć, nie interesuje mnie taka opcja, nie chce stosować półśrodków. - Powtórzyła to jeszcze, aby wiedział, że nawet nie brała tej możliwości pod uwagę, chciała się pozbyć tej istoty ze świata raz na zawsze, zbyt wiele zła przynosiła. Przede wszystkim wybrała ją na osobę, której zaczęła uprzykrzać życie, musiała się jej pozbyć, była jebanym łowcą potworów, kto jeśli nie ona miałby to zabić tak raz na zawsze? No jasne, że ona. To znaczy oni, nadal trudno jej było przywyknąć do myśli, że znowu mieli ze sobą współpracować.
- Myślę, że we dwoje możemy sobie z tym nie poradzić. - To też było u niej nowe, raczej nigdy tak łatwo nie przychodziło jej mówienie o tym, że może się jej coś nie powieść, w tym wypadku im. - Załatwiłam klatwołamacza, który byłby zainteresowany wsparciem nas podczas tego spotkania, no i mam jeszcze jednego znajomego, który może się nam przydać. - Tak, informowała go właśnie o tym, że rozbudowała ich drużynę, podniosła dopiero wtedy wzrok w jego kierunku, chciała zobaczyć jego reakcję na to o czym mówiła, przede wszystkim po oczach.