01.10.2024, 05:09 ✶
Od kiedy tylko udało im się uporać ze wszystkimi problemami Księżycowego Stawu, Dora spędzała w nim o wiele za wiele czasu. W sumie to więcej siedziała tutaj, niż w Warowni, koncentrując się w większości na doprowadzeniu nowej siedziby do stanu używalności. Trzeba było wytrzeć kurze, zamieść podłogi, umyć okna, przejrzeć szafki i schowki, no i jeszcze pomóc w naprawianiu tego co byli w stanie. Zaanektowała sobie jeden pokój, ale nie prezentowałby się aż tak dobrze, jak można by się tego spodziewać. Większość rzeczy bowiem zgarnęła w kąt, zadbawszy tylko by dało się spać na łóżku i żeby z szafy nie wyskoczył na nią żaden bogin.
W większości koncentrowała się na bibliotece, albo raczej tym co z niej zostało. Segregowała pozycje na regałach, których było niewiele a oprócz tego były w tragicznym stanie - porzucone, poddały się upływowi czasu i nawet nie było w nich niczego ciekawego, to i tak było jej ich trochę szkoda. Sprzątając tam przygotowywała przestrzeń na to, na co umówiła się z Thomasem - na książki Lydii i próbę przekopania się przez nie. Rozszyfrowania ich zawartości, która nawet jeśli Crawley odrobinę brzydziła, to mogła się Zakonowi jeszcze kiedyś przydać.
Teraz, kiedy mieli się zebrać w kuchni, wkroczyła do niej odrobinę zakurzona. Wyjątkowo pozwoliła Brennie samodzielnie zająć się przygotowaniem przekąsek, a także miejsca dla wszystkich i kiedy Longbottom buszowała w pomieszczeniu już wcześniej, przyszła tylko na chwilę żeby zrobić sobie herbatę.
- Dzień dobry! - uśmiechnęła się do wszystkich wesoło, zakładając niesforne kosmyki za ucho i zaraz wypatrując zmianę jaka zaszła w Morpheusie. - Ooo, świetna broda. Bardzo ładnie w niej wyglądasz - kusiło ją trochę, żeby dotknąć szorstkiego policzka, ale zamiast tego złapała ciasteczko, bo była okrutnie głodna.
W większości koncentrowała się na bibliotece, albo raczej tym co z niej zostało. Segregowała pozycje na regałach, których było niewiele a oprócz tego były w tragicznym stanie - porzucone, poddały się upływowi czasu i nawet nie było w nich niczego ciekawego, to i tak było jej ich trochę szkoda. Sprzątając tam przygotowywała przestrzeń na to, na co umówiła się z Thomasem - na książki Lydii i próbę przekopania się przez nie. Rozszyfrowania ich zawartości, która nawet jeśli Crawley odrobinę brzydziła, to mogła się Zakonowi jeszcze kiedyś przydać.
Teraz, kiedy mieli się zebrać w kuchni, wkroczyła do niej odrobinę zakurzona. Wyjątkowo pozwoliła Brennie samodzielnie zająć się przygotowaniem przekąsek, a także miejsca dla wszystkich i kiedy Longbottom buszowała w pomieszczeniu już wcześniej, przyszła tylko na chwilę żeby zrobić sobie herbatę.
- Dzień dobry! - uśmiechnęła się do wszystkich wesoło, zakładając niesforne kosmyki za ucho i zaraz wypatrując zmianę jaka zaszła w Morpheusie. - Ooo, świetna broda. Bardzo ładnie w niej wyglądasz - kusiło ją trochę, żeby dotknąć szorstkiego policzka, ale zamiast tego złapała ciasteczko, bo była okrutnie głodna.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.