Ona czuła się winna. Dlatego próbowała się tłumaczyć, zawsze to robiła. Tamtego wieczora była nawalona, to jednak nie mogło być argumentem. Alkohol nie tłumaczył jej nieodpowiedzialności, była tak bardzo zajęta swoją małą tragedią, że przestała odpowiadać za tą swojego brata. Nie powinna tego zrobić, miała wyrzuty sumienia, ryzykowała przecież zdrowie i życie ich dwójki. Była na siebie zła, że doprowadziła do tego spotkania, że przez jej chwilową słabość, ktoś z jej bliskich mógł ucierpieć. Nie ma się co oszukiwać, Ambroise nadał miał specjalne miejsce wśród osób na których jej zależało, chociaż pewnie by się do tego nie przyznawała. Nie była w stanie przekreślić ich historii i udawać, że wcale tak nie było.
W tej chwili wydawała się jednak być zobojętniała, ta maska była chyba najrozsądniejsza ze wszystkich możliwych, jakie mogła przybrać, chociaż pod skórą wszystko ją kuło. Trudno jej było podchodzić do niego w ten sposób, bo naprawdę odczuwała w stosunku do niego cały wachlarz najróżniejszych emocji. Nie mogła jednak pozwolić sobie na to, żeby to zobaczył. Dlatego więc zamknęła się w sobie, i walczyła w środku z całych sił, tak było lepiej. Rozsądniej. Nie chciała się przy nim zachowywać jak niedojrzała emocjonalnie nastolatka.
Powtarzała sobie, że go nie kocha, że to, iż ją zostawił jest ku temu wystarczającym powodem - nie było. Była na siebie zła, że to nie wystarczyło, porzucił ją, jak zabawkę, która mu się znudziła, ale to nie wystarczyło, żeby zgasły jej uczucia. Trzymała je teraz szczelnie zamknięte, bardzo głęboko, na samym dnie swojego serca, ale to wcale nie oznaczało, że nie istniały.
- Znowu się zgadzamy. - Zauważyła, nadal pozstając przy chłodnym tonie głosu. Wybierali często podobne rozwiązania, nie sięgali po półśrodki, spodziewała się więc, że zaakceptuje ten wybór. Jasne, nie powinna podejmować go sama, ale co by to zmieniło, gdyby rozważała z nim zamknięcie tego stwora w naczyniu? Wolała sięgnąć po skuteczniejszą metodę, bo wydawała jej się ona lepsza.
Ech, uprzedził ją swoim komentarzem, ale dokładnie tak było. Szukała informacji wszędzie, chciała bowiem mieć pewność, że odpowiednio zorientowała się w temacie. Po tym co powiedział musiała wysilić się na więcej i się przed nim wyspowiadać ze swoich działań, wolałaby tego nie robić, no ale nie było innego wyjścia.
- Szukałam informacji na Nokturnie, w bibliotekach u różnych osób, które są specjalistami w swoich dziedzinach, na całe szczęście znaleźli się chętni, którzy zechcieli mi pomóc. - Cóż, nie była ludziom, aż tak obojętna jak się jej wydawało, ba wydawali się o nią martwić i troszczyć, co nieco zbiło ją z tropu. Nie sądziła, że spotka się z takim odbiorem.
Niekoniecznie była skłonna mu podać swoje źródła, bo nie chciała opowiadać o swoich znajomych, gdyby był nadal w jej życiu to pewnie wiedziałby, kto okazał się w tej chwili być jej przyjacielem, nie musiał jednak orientować się w tym z kim aktualnie była blisko. To nie był jego interes. Liczyły się tylko informacje, które pozyskała i które miały im pomóc pozbyć się jej problemu.
- Dowiedziałam się, że to doppelganger, który próbuje przejąć moje życie. - Warto było chyba zacząć od tego, by przedstawić mu ich przeciwnika. - Żywi się wspomnieniami ludzi, przejmuje ich życia, chyba wybrał sobie mnie na swój kolejny cel. - Trochę nie trafił, bo Yaxleyówna zadecydowała, że będzie jego ostatnim celem, nikogo już nie skrzywdzi ta pojebana istota.
- Z tego, co udało mi się ustalić musiał wyjść jakoś z naczynia, w którym ktoś go kiedyś zamknął, przejął twarz obcej osoby i namieszał mi w głowie, nie tylko mi, w wielu głowach, bo sporo osób kojarzyło go jako mojego brata. - To też było istotne, że łaził sobie po Londynie i uprzykrzał życie jej znajomym, tak naprawdę pojawiła się dopiero teraz u Ambroise'a przez to, że była kurewsko zabiegana. Musiała sprzątać burdel, który jej wyimaginowany brat za sobą zostawiał, a przy okazji szukać sposobu, w jaki mogłaby go zabić. Była tym zmęczona, więc w sumie nie mogła się doczekać, kiedy wreszcie się go pozbędzie.
- Nie masz. - Na to było już za późno. Sięgnęła po swoje znajomości, cóż, wybrała te osoby, którym Thoran też uprzykrzył życie, wiedziała, że chciałyby mu pokazać, że źle trafił. Ufała im, a to było najważniejsze. Może Figga nie znała jakoś długo, ale przez niego zmierzyli się z Madkami Brytyjkami, co było całkiem wiążącym doświadczeniem. Thoran sprawił mu kłopot, przez który teraz i ona i on mieli zorganizować festyn kurwa dla dzieci w ramach odkupienia. Było bardzo dużo tych drobnych kawałów, które robił jej znajomym. Coraz więcej osób zaczynało jej się skarżyć, ba niektórzy chcieli nawet pójść z tym do ministerstwa, to był odpowiedni moment, aby to zakończyć i jeszcze w miarę utrzymać honor jej rodziny. Musiała to zrobić sama, nie mogła pójść po pomoc do ministerstwa, bo jakby to wyglądało? Łowcy potworów nie są sobie w stanie poradzić z potworem? No kurwa nie.
Nie do końca wiedziała jak opisać mu Crowa, bo kurwa on był pierdolonym murarzem, tynkarzem i akrobatą, a i ćpunem, którego uzależnienie karmiła płacąc mu za to, że próbował podejść Thorana swoim urokiem osobistym (trochę, jakby był panią do towarzystwa) dlatego określiła go po prostu jako swojego znajomego. Wiedziała, że posiadał wiele talentów, które mogłyby im się przydać, a do tego Thoran także go wkurwił, gdy próbował złożyć w nim jaja, to był chyba odpowiedni argument na to, żeby go w to zaangażować, wiedziała, że Edge potrafił zajść za skórę. Zresztą poznała go jeszcze kiedy był jednym ze sługusów Fontaine, o tym też wolała nie wspominać Greengrassowi, nie miał pojęcia o tym jej drobnym romansie z Nokturnem i znajomościach, które tam pozyskała, była to jedna z części jej życia, o których nigdy mu nie opowiadała. Ona również miała swoje tajemnice, których strzegła. Nie chciała, aby zbyt wiele wiedział o jej wątpliwej moralności.
- Myślę, że za kilka dni będziemy mogli to zrobić. - To tyle. Póki co tylko z nim skontaktowała się osobiście, z pozostałą dwójką mężczyzn wymieniła jedynie listy, w których zawarła bardzo mało treści. Chciała zacząć od niego, bo to on był jej najbliższy. Na nim jej najbardziej zależało, i też akurat jego wolała by ze sobą nie zabierać na tę nie do końca bezpieczną wycieczkę.