01.10.2024, 08:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.10.2024, 09:03 przez Brenna Longbottom.)
Brenna nie dostała żadnego liściku, a gdyby dostała, pewnie wrzuciłaby go do śmieci. Nie dlatego, że miała coś przeciwko goblinom czy charłakom, ale że kluby dyskusyjne nie były dla niej – a poza tym miała dziwne wrażenie, że tu nigdy nie mogło być mowy o równości. Nie dlatego, że nie zasługiwali na podstawowe, te same prawa, ale dlatego, że nikt nie mógł przebudzić w charłakach magii, a czarodzieje i gobliny tak różnie patrzyli na pewne sprawy, że i jedni, i drudzy kłóciliby się o te równe prawa tysiąc lat, a dokładnie to o to, co mają oznaczać. Na przykład – przedmiot należy do wytwórcy, zwróćcie tę broń i biżuterię goblinom… a w takim razie co ze zrabowanymi przedmiotami z grobowców, które przejęły gobliny, a stworzyli je czarodzieje? I tak dalej.
Tak, to był materiał na pranie się po mordach i kiedy Brenna usłyszała o tej całej dyskusji, zastanawiała się, czy właściciele nie chcieli celowo sprowokować bójki.
Gdy stanęli przed barem, to jedyne, o czym myślała, to: jeśli wybuchnie zamieszanie i zaczną się bić, niech zrobią to szybko. Kończyła służbę o dwudziestej. Słońce w Londynie zaczynało zachodzić tego dnia niedługo po dwudziestej, w Dolinie ciemności zapadną jakieś piętnaście po. I Brennę trochę niepokoiła myśl, że mogłaby podczas pełni się spóźnić z powrotem, nawet jeżeli na logikę wiedziała, że nic się nie stanie.
Erik nie zapomni o pełni drugi raz z rzędu, prawda? Przypominała mu o niej wczoraj.
Drgnęła, wyrwana pytaniem Atreusa z zamyślenia, i zganiła sama siebie, bo trzeba było się skupić na sprawdzeniu, czy to nie jakaś głupia prowokacja.
– Masz na myśli ten, w którym oszukują po kolei barmana, czy ten, w którym kłócą się o sygnet wykuty przez gobliny? – spytała, zaglądając do środka i westchnęła, widząc, że jest tam kilka osób, i to w dodatku nie tylko czarodzieje, ale też gobliny. Nadzieja na to, że uda się załatwić sprawę w pięć minut, "o, nic się nie dzieje, nie ma zagrożenia bezpieczeństwa, można wracać do Biura", jakoś umarła. – Hm, w sumie to już siódma, a nie wygląda to na miejsce przygotowane do debaty – zastanowiła się, przesuwając spojrzeniem po wnętrzu, bo nigdzie nie dostrzegła żadnego podwyższenia, krzeseł dla dyskutantów ani w ogóle niczego, co wskazywałoby na to, że tego wieczora ma się tu dziać cokolwiek poza chlaniem.
Tak, to był materiał na pranie się po mordach i kiedy Brenna usłyszała o tej całej dyskusji, zastanawiała się, czy właściciele nie chcieli celowo sprowokować bójki.
Gdy stanęli przed barem, to jedyne, o czym myślała, to: jeśli wybuchnie zamieszanie i zaczną się bić, niech zrobią to szybko. Kończyła służbę o dwudziestej. Słońce w Londynie zaczynało zachodzić tego dnia niedługo po dwudziestej, w Dolinie ciemności zapadną jakieś piętnaście po. I Brennę trochę niepokoiła myśl, że mogłaby podczas pełni się spóźnić z powrotem, nawet jeżeli na logikę wiedziała, że nic się nie stanie.
Erik nie zapomni o pełni drugi raz z rzędu, prawda? Przypominała mu o niej wczoraj.
Drgnęła, wyrwana pytaniem Atreusa z zamyślenia, i zganiła sama siebie, bo trzeba było się skupić na sprawdzeniu, czy to nie jakaś głupia prowokacja.
– Masz na myśli ten, w którym oszukują po kolei barmana, czy ten, w którym kłócą się o sygnet wykuty przez gobliny? – spytała, zaglądając do środka i westchnęła, widząc, że jest tam kilka osób, i to w dodatku nie tylko czarodzieje, ale też gobliny. Nadzieja na to, że uda się załatwić sprawę w pięć minut, "o, nic się nie dzieje, nie ma zagrożenia bezpieczeństwa, można wracać do Biura", jakoś umarła. – Hm, w sumie to już siódma, a nie wygląda to na miejsce przygotowane do debaty – zastanowiła się, przesuwając spojrzeniem po wnętrzu, bo nigdzie nie dostrzegła żadnego podwyższenia, krzeseł dla dyskutantów ani w ogóle niczego, co wskazywałoby na to, że tego wieczora ma się tu dziać cokolwiek poza chlaniem.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.