01.10.2024, 10:23 ✶
Najwyraźniej wiec był trochę punktem zapalanym i Brenna nie za bardzo rozumiała, o co chodzi, ale i nie była zdziwiona jakoś szczególnie – sprawę mogła wymyśleć jego żona, syn albo liczył, że na wiecu w sprawie praw goblinów nie pojawia się żadne gobliny, czy coś równie absurdalnego. Miała już nawet odezwać się, gdy Atreus wyjął ulotkę… i sprowadził tym samym na siebie uwagę oraz gniew barmana.
A gniew jego był wielki.
Nie. Nie zdziwiły jej krzyki. Ani to, że barman wyrwał aurorowi ulotkę z ręki. Ani że ją zmiął. Ale już na to, jak Marian władował sobie papierową kulkę do ust, to Brenna patrzyła szeroko otwartymi oczyma, zbyt zaskoczona, żeby mu ją wyrwać. I jęknęła w duchu, jak usłyszała te krzyki o zawale, którego miałby doświadczyć – słyszała, że nie tak dawno temu jeden Mulciber doznał zawału na Lammas, i to wywołało tam wielkie zamieszanie, nie chciała powtórki z rozrywki.
– Bardzo mi przykro, panie Marianie, że stał się pan ofiarą tak paskudnego dowcipu – zapewniła, odzywając się szybko, niepewna, czy Atreus postanowi teraz być czarujący, czy bezczelny, bo z nim to obie te opcje były możliwe, a ta druga mogłaby doprowadzić mężczyznę zżerającego ulotki do czynów gwałtownych. – I hm, chętnie przyjęłaby zawiadomienie, bo sam pan rozumie, to poważna sprawa, może konkurencja próbuje wygryźć pana z interesu…
…albo sąsiad robi mu na złość, albo ktoś chce wywołać zamieszki i sprawić, że Ministerstwo wyjdzie na nieudolne, znowu, po Beltane, a ta ostatnia opcja bardzo się Brennie nie podobała… Poza tym naprawdę wolała spróbować mężczyznę uspokoić, zamiast tutaj wywoływać kolejną awanturę, zwłaszcza że mogłaby przysiąc, parę osób z publiki było bardzo zirytowane.
- …tylko zjadł pan dowód w ewentualnej sprawie – dokończyła cicho. – Ma pan może więcej tych ulotek?
O ile też ich nie zjadł. Chociaż na pewno miał je ktoś jeszcze z publiki. Brenna obejrzała się zresztą na nich, z pewnym zastanowieniem, jak zareagują, gdy usłyszą, że żadnego wiecu nie będzie.
Ech, a liczyła, że wyjdą stąd w te pięć minut. Naiwne marzenia. Oby udało się zmieścić w tej godzinie. Znaczy się, teraz to już w pięćdziesięciu dziewięciu minutach.
A gniew jego był wielki.
Nie. Nie zdziwiły jej krzyki. Ani to, że barman wyrwał aurorowi ulotkę z ręki. Ani że ją zmiął. Ale już na to, jak Marian władował sobie papierową kulkę do ust, to Brenna patrzyła szeroko otwartymi oczyma, zbyt zaskoczona, żeby mu ją wyrwać. I jęknęła w duchu, jak usłyszała te krzyki o zawale, którego miałby doświadczyć – słyszała, że nie tak dawno temu jeden Mulciber doznał zawału na Lammas, i to wywołało tam wielkie zamieszanie, nie chciała powtórki z rozrywki.
– Bardzo mi przykro, panie Marianie, że stał się pan ofiarą tak paskudnego dowcipu – zapewniła, odzywając się szybko, niepewna, czy Atreus postanowi teraz być czarujący, czy bezczelny, bo z nim to obie te opcje były możliwe, a ta druga mogłaby doprowadzić mężczyznę zżerającego ulotki do czynów gwałtownych. – I hm, chętnie przyjęłaby zawiadomienie, bo sam pan rozumie, to poważna sprawa, może konkurencja próbuje wygryźć pana z interesu…
…albo sąsiad robi mu na złość, albo ktoś chce wywołać zamieszki i sprawić, że Ministerstwo wyjdzie na nieudolne, znowu, po Beltane, a ta ostatnia opcja bardzo się Brennie nie podobała… Poza tym naprawdę wolała spróbować mężczyznę uspokoić, zamiast tutaj wywoływać kolejną awanturę, zwłaszcza że mogłaby przysiąc, parę osób z publiki było bardzo zirytowane.
- …tylko zjadł pan dowód w ewentualnej sprawie – dokończyła cicho. – Ma pan może więcej tych ulotek?
O ile też ich nie zjadł. Chociaż na pewno miał je ktoś jeszcze z publiki. Brenna obejrzała się zresztą na nich, z pewnym zastanowieniem, jak zareagują, gdy usłyszą, że żadnego wiecu nie będzie.
Ech, a liczyła, że wyjdą stąd w te pięć minut. Naiwne marzenia. Oby udało się zmieścić w tej godzinie. Znaczy się, teraz to już w pięćdziesięciu dziewięciu minutach.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.