Siostra była upierdliwym członkiem rodziny. Nic dziwnego, że Nicholas bardziej dogadywał się z bratem. Od jej narodzin i etapu dorastania, było widać, że jest "inna". A Gryffindor, mógł ją zmienić bardziej. Dla Nicholasa, bywało niekiedy wstyd przyznawać się do bycia jej bratem. Są dla siebie totalnym przeciwieństwem. Jak ogień i woda. Jak życie i śmierć. Jak ciepło i zimno.
Musiała jednak o sobie przypomnieć. A nie był wstanie wiecznie olewać jej wiadomości, w obawie najpewniej że zacznie jego listy odbierać Rodolphus. Nawet obrazek, jaki narysowała, spalił od razu. Na Merlina, nie była już dzieckiem. Czy może się mylił?
Dla świętego spokoju, wyznaczył termin i miejsce spotkania. Neutralną kawiarnię, w popularnej ulicy Czarodziejskiej. Nie w jakimś obskurnym mugolskim lokalu. Nie w Nocturnie, aby nie narażać jej na niebezpieczeństwa. Babka albo ojciec mieliby do niego jeszcze jakieś pretensje.
W kawiarni pojawił się krótko przed czasem. Zajął stolik pod ścianą, zdążył nawet zamówić sobie kawę. Lokał o takiej godzinie był w większości zapełniony. Nieliczne miejsca pozostawały wolne. Faye mogła wypatrzeć swojego wysokiego brata. Blond czupryna, czarna koszula z krótkim rękawem. Obok na wolnym krześle spoczywała jego czarna torba. Spotkanie umówił po swojej pracy. Jego zimne jak lód spojrzenie, wpatrywało się w nią, kiedy zarejestrował jej pojawienie się w kawiarni. Kiedy przekroczyła jej próg. Spojrzał na zegarek, aby kontrolnie sprawdzić, ile się spóźniła. Co pod tym względem się nic nie zmieniło. Mała spóźnialska wilczyca.
Faye o ciało brata nie musiała się martwić. Może i nie odziedziczył genu likantropii, ale za to dbał o siebie. Nie był zgarbiony, miał ciało dobrze zbudowane i odżywiał odpowiednio. Mimo swojej diety. Jeżeli nie wypatrzyła wzrokiem, to może wyczuje zapachem? O ile pamiętała, jakiej wody kolońskiej czy perfum używał.