Kobieta, która weszła do sklepu od początku sprawiała wrażenie wspomnianego wcześniej rycerza z legend. Może nie konkretnie zakutego w metal wojownika, ale z całą pewnością osobę, która spędziła sporo czasu na trakcie i przede wszystkim walcząc z różnym tałatajstwem. Na ten obraz składało się wiele elementów. Na pierwszy rzut oka ubiór, tak inny od czarodziejskich szat. Skórzane buty i spodnie z daleka wyglądały na nastawione na komfort i użyteczność. Chociaż nie brakowało im swoistego uroku. Koszula również wpasowała się w praktyczny styl. To jednak były powierzchowne ślady, tak ubrany może wszak być po prostu ekscentryczny czarodziej. Co zdradzało profesjonalizm był rytm kroku, jego energia i celowość, co od razu świadczyło o doświadczeniu.
- Ostrych rzeczy mam na pęczki. - Wskazał szerokim gestem ściany, na których znajdowały się przeróżne elementy wystawowe. Jednak w sklepie znajdowały się głównie “świecidełka” przedmioty, które miały zachwycać wyglądem. Najczęściej prawdziwą broń użytkową Calas wyrabiał na zamówienie. - Ale to są głównie… eksponaty. - Objaśnił swój drobny fortel. - Jeszcze go nie skończyłem, ale zerknij na to. - Zakręcił dla efektu drobnym sztyletem w palcach i podał go rękojeścią do łowczyni.
- Stal, rękojeść ze skóry, drobne runy na ostrzu wchłoną zaklęcie zwiększające ostrość, dodatkowy znak na głowicy poprawia współpracę z Accio. Porządna robota, wytrzyma niemało… jak go skończę. - Zaczął zachwalać produkt, bo czemu by nie miał tego robić. Był świadomy jakości swojej pracy i nie zamierzał udawać, że jest inaczej. Słowa padały szybko, jakby mówił w większym stopniu do siebie planując dalszą pracę nad nożem, a nie kierował je do Geraldine.
Skrzywił się nieco do swoich myśli, gdyż w pędzie pochwalenia się cackiem zapomniał, że było zarezerwowane. Cóż, była to niezła próba jego zdolności kowalskich, choć dosyć mała. Wolał zajmować się większymi zamówieniami, a nie niemal zegarmistrzowska robotą.
- Calas Flitwick. - Przedstawił się, co miało pomóc w przypomnieniu domniemanej znajomości. - Tak mi się też wydaje, chociaż może jakaś karczma w Edynburgu? - Szukał jakiegoś wspomnienia w głowie. Niestety nieszczególnie miał pamięć do ludzi. Z drugiej strony raczej zapamiętałby kogoś obwieszonego bronią. Z czystego skrzywienia zawodowego. W oko wpadały mu wszelkie żelastwo jakie posiadali okoliczni ludzie, lecz nie każdy kto miał w posiadaniu broń musiał z nią chodzić cały czas.