- Muszę, czemu nie? - Cóż, wcale jej to nie przeszkadzało. Lubiła mieć rację, chociaż rzadko kiedy w ogóle doprowadzała do konfrontacji. Wybierała zdecydowanie inne metody do negocjacji, nie bez powodu wiedziała, które słodycze są ulubionymi każdego z członków Zakonu. To było całkiem wygodne, wiedziała jak ich podejść i nie proszę jej nie posądzać o to, że była podstępna, gdzie tam!
- Argument siły w moim przypadku nie istnieje. - Dlatego też zawsze wybierała pierwszą opcję. Musiała się przystosować do tego, co dostała od życia. Jakoś nauczyła się radzić sobie z tmyi nie do końca sporymi gabarytami i całą resztą, nie uważała, żeby wiele traciła. Wszystko można było wypracować, a ona była tego żywym przykładem. Wydawało jej się, że nikt nie lekceważył jej zdania mimo tego, że była drobną, słodką blondynką, która przypominała landrynkę.
- Czy myślisz, że rzucałam pionowo? - Próbowała sobie wyobrazić siebie rzucającą kamykiem w górę, to było zbyt głupie, nawet jak na nią.
- MY JESTEŚMY NA FALI, ŁUUUU. - Zawtórowała, kiedy zobaczyła, jak jej brat pięknie rzucił kolejne zaklęcie. Cóż, może to faktycznie był ich dzień? Bywały przecież takie dni, kiedy wszystko się udawało i zdecydowanie ten można było pod to podciągnać.
Poradzili sobie więc z ostatnim przeciwnikiem, a w końcu, w całkiem niezłych humorach dotarli do końca toru. Mogli wrócić do domu, do codzienności. Trening udał się im całkiem nieźle.