01.10.2024, 14:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.10.2024, 14:36 przez Charles Mulciber.)
Charlie uśmiechnął się pięknie. Pomysł z butikiem był o wiele mniej szalony niż pomysł rozprowadzania świeczek w nieprzyzwoitych kształtach. Z jednej strony odniósł wrażenie, że Electra mogłaby zanudzić się za ladą w sklepie, z drugiej zaś mogłaby działać z klientami, szukając im kreacji. To pasowałoby do niej o wiele bardziej.
- Nigdy nie pomyślałbym, że ktoś taki jak Sophie może sprzedawać alkohol. - Przyznał szczerze. - Nigdy nie byłem w tym... Convivum. - Ostrożnie powtórzył obcobrzmiącą nazwę. - Teraz muszę się tam wybrać, choćby na cytrynówkę Sophie. Nie martw się, Sophie dostała tylko grzywnę. A może aż grzywnę... Wuj, jej ojciec, pomoże jej ją spłacić. - A przynajmniej taką miał nadzieję. Robert nie wydawał się zbyt przyjaźnie nastawiony do swojej córki, ale Charlie też niewiele ich interakcji widział. Przez ostatnie wydarzenia był uprzedzony do wuja i widział go tylko w ciemnych kolorach.
Mulciber rozejrzał się za kelnerką i tylko chwilę zajęło, nim wylądowały przed nimi karty menu z deserami.
- W takim razie jesteśmy umówieni. - Zgodził się, już ciesząc się na kolejne spotkanie z Electrą. - Mógłbym pokazać i moje pomysły. Problemem jest tylko... Tylko to, że nie wszystkie moje zaklęcia chcą działać tak, jak to sobie zaplanowałem. Nie wiem, czy nie będę potrzebować pomocy, może nauczyciela? - Przyznał się. Maneweowanie woskiem było łatwiejsze od rzucania uroków na gotowe wyroby tak, by robiły to, co chciał. - Może znasz kogoś takiego? Jeśli nie, nie przejmuj się, jakoś to rozgryzę. - Dodał, by dziewczyna nie pomyślała, że poświęca swój czas na przegraną sprawę. I już chciał mówić dalej o swoich pomysłach, gdy Electra wyciągnęła zapalniczkę. Charles uniósł brwi. - Poskromili ogień w taki sposób? To ciekawe, ale niezbyt wygodne. To jest lepsze.
Uniósł palec, a na jego opuszku zapłonął płomień, identyczny jak ten z zapalniczki. Electra mogła już zauważyć, że Charles nie używa w ogóle różdżki.
- Nigdy nie pomyślałbym, że ktoś taki jak Sophie może sprzedawać alkohol. - Przyznał szczerze. - Nigdy nie byłem w tym... Convivum. - Ostrożnie powtórzył obcobrzmiącą nazwę. - Teraz muszę się tam wybrać, choćby na cytrynówkę Sophie. Nie martw się, Sophie dostała tylko grzywnę. A może aż grzywnę... Wuj, jej ojciec, pomoże jej ją spłacić. - A przynajmniej taką miał nadzieję. Robert nie wydawał się zbyt przyjaźnie nastawiony do swojej córki, ale Charlie też niewiele ich interakcji widział. Przez ostatnie wydarzenia był uprzedzony do wuja i widział go tylko w ciemnych kolorach.
Mulciber rozejrzał się za kelnerką i tylko chwilę zajęło, nim wylądowały przed nimi karty menu z deserami.
- W takim razie jesteśmy umówieni. - Zgodził się, już ciesząc się na kolejne spotkanie z Electrą. - Mógłbym pokazać i moje pomysły. Problemem jest tylko... Tylko to, że nie wszystkie moje zaklęcia chcą działać tak, jak to sobie zaplanowałem. Nie wiem, czy nie będę potrzebować pomocy, może nauczyciela? - Przyznał się. Maneweowanie woskiem było łatwiejsze od rzucania uroków na gotowe wyroby tak, by robiły to, co chciał. - Może znasz kogoś takiego? Jeśli nie, nie przejmuj się, jakoś to rozgryzę. - Dodał, by dziewczyna nie pomyślała, że poświęca swój czas na przegraną sprawę. I już chciał mówić dalej o swoich pomysłach, gdy Electra wyciągnęła zapalniczkę. Charles uniósł brwi. - Poskromili ogień w taki sposób? To ciekawe, ale niezbyt wygodne. To jest lepsze.
Uniósł palec, a na jego opuszku zapłonął płomień, identyczny jak ten z zapalniczki. Electra mogła już zauważyć, że Charles nie używa w ogóle różdżki.