17.01.2023, 23:38 ✶
Brenna nie zdążyła odpowiedzieć na pierwsze pytanie od razu, bo wręczona torba na moment ją rozproszyła - a to był ten nietypowy moment, gdy zamiast pleść co ślina na język przyniesie, chciała najpierw zebrać myśli i ubrać je w słowa. Uchyliła torbę i roześmiała się, widząc przysmaki. I mimo całego przygnębienia jej śmiech był szczery. Trochę, bo pasowało to do Figg, przynosić słodkości na spotkanie. Trochę, bo Nora trafiła bardzo dobrze, zwłaszcza, że Brenna uparcie starała się dotrzymać słowa danego bratu: nie wydawała cały miesiąc pieniędzy na słodycze i książki.
Teraz, gdy okazało się, że święto ognia może nie być ani trochę wesołe, trochę tego żałowała.
- Dziękuję, osładzasz mi życie - powiedziała, zwijając torbę z powrotem. - Ale zostawię je na później, nie będę ich na razie jeść, bo właściciele jeszcze nas stąd wyrzucą. Chcesz zamówić piwo? Mają też bezalkoholowe - spytała, unosząc własny kafel, już na wpół wypity, jakby chciała zademonstrować. - Chociaż uwaga, bo jego zamawianie to niemal obraza majestatu - dorzuciła jeszcze.
Odchyliła się do tyłu, opierając mocniej na oparciu. Zabujała się na krześle i gdyby nie trzymała się dłonią blatu, mogłaby polecieć w tył. Patrzyła na Norę z pewnym namysłem, milcząc nietypowo długo. Cholera, bardzo chciałaby jej powiedzieć wszystko, ale rozkazy Dumbledore'a były jasne: Brygadziści. Pewnie przekazał dyspozycje paru innym osobom, niemniej nierozpowszechnianie informacji miało swój sens.
Brenna milczała, ale wcale nie otaczała ich cisza. Śmiechy. Gwar rozmów. Skoczna piosenka, dobiegająca dotąd z wnętrza balu, zamieniła się w melancholijną pieśń, której słów Brenna nie rozumiała, ale już po samej melodii domyślała się, że jest o tęsknocie i pewnie miłości, może też o umieraniu.
Idealna pieśń na to Beltaine, prawda? - pomyślała, a na jej usta znów wypełzł uśmiech, tym razem trochę gorzki.
- Mam zlecenie. Niestety, na wczoraj. Czyli tak szybko, jak to możliwe - stwierdziła w końcu, prostując się, pozwalając, by przednie nogi krzesła uderzyły z powrotem o bruk. - Nieoficjalne - dodała.
W ustach Brenny mogło to oznaczać właściwie tylko jedno. Było dla Zakonu. Zleceń dla różnych inicjatyw rodzinnych pilnowała wręcz obsesyjnie, dbając o rachunki i papierki, a gdyby potrzebowała czegoś do pracy, raczej też nie byłoby "nieoficjalne".
Teraz, gdy okazało się, że święto ognia może nie być ani trochę wesołe, trochę tego żałowała.
- Dziękuję, osładzasz mi życie - powiedziała, zwijając torbę z powrotem. - Ale zostawię je na później, nie będę ich na razie jeść, bo właściciele jeszcze nas stąd wyrzucą. Chcesz zamówić piwo? Mają też bezalkoholowe - spytała, unosząc własny kafel, już na wpół wypity, jakby chciała zademonstrować. - Chociaż uwaga, bo jego zamawianie to niemal obraza majestatu - dorzuciła jeszcze.
Odchyliła się do tyłu, opierając mocniej na oparciu. Zabujała się na krześle i gdyby nie trzymała się dłonią blatu, mogłaby polecieć w tył. Patrzyła na Norę z pewnym namysłem, milcząc nietypowo długo. Cholera, bardzo chciałaby jej powiedzieć wszystko, ale rozkazy Dumbledore'a były jasne: Brygadziści. Pewnie przekazał dyspozycje paru innym osobom, niemniej nierozpowszechnianie informacji miało swój sens.
Brenna milczała, ale wcale nie otaczała ich cisza. Śmiechy. Gwar rozmów. Skoczna piosenka, dobiegająca dotąd z wnętrza balu, zamieniła się w melancholijną pieśń, której słów Brenna nie rozumiała, ale już po samej melodii domyślała się, że jest o tęsknocie i pewnie miłości, może też o umieraniu.
Idealna pieśń na to Beltaine, prawda? - pomyślała, a na jej usta znów wypełzł uśmiech, tym razem trochę gorzki.
- Mam zlecenie. Niestety, na wczoraj. Czyli tak szybko, jak to możliwe - stwierdziła w końcu, prostując się, pozwalając, by przednie nogi krzesła uderzyły z powrotem o bruk. - Nieoficjalne - dodała.
W ustach Brenny mogło to oznaczać właściwie tylko jedno. Było dla Zakonu. Zleceń dla różnych inicjatyw rodzinnych pilnowała wręcz obsesyjnie, dbając o rachunki i papierki, a gdyby potrzebowała czegoś do pracy, raczej też nie byłoby "nieoficjalne".
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.