Nie, jej chodziło o coś zupełnie innego. Bała się, że może pojawi się przy nim ktoś wyjątkowy, na kogo czekał całe życie, i zostawi ją z tym przedstawieniem, które tak sprytnie zaplanował. Nie chciała zostać odrzucona, nawet jeśli to miało być tylko udawane, zresztą nie czuła, że byłaby w stanie udawać coś takiego. Wbrew pozorom naprawdę była wrażliwa, pod tą dosyć grubą warstwą muru, którym odgradzała się od całego świata. Ambroise był jedną z nielicznych osób przed którymi zaczęła się otwierać, ale chyba nie potrafiłaby pójść na coś takiego mając świadomość, że to tylko gra. Ona ledwie radziła sobie z tą ich grą w przyjaciół, którą prowadzili od kilku miesięcy.
- Tylko, że tego się nie planuje. - Już ona bardzo dobrze sobie z tego zdawała sprawę. To przychodziło znienacka, w najmniej odpowiednim momencie i nie chciało odejść. Później zaczynało przysłaniać myśli, powodowało obsesję na punkcie drugiej osoby. Wolała nie myśleć, że mógłby to poczuć do kogoś innego.
Tyle, że tak mogło się zdarzyć, musiała przyjąć, że spotka ją najgorszy z możliwych scenariuszy, nie mogła udawać, że to się nigdy nie wydarzy. Każdy docierał do tego momentu, prędzej, czy później. Oczywiście wolałaby, aby jakaś obca niewiasta pojawiła się w życiu Ambroise'a jak najpóźniej, dzięki czemu mogłaby się nacieszyć tym, że chociaż przez chwilę był jej nawet nie do końca, chociaż trochę jej, jaki ten nieszczęsny przyjaciel. Wiedziała jak panny reagują na przyjaciółki swoich facetów, na pewno wtedy zabrakłoby dla niej miejsca w jego świecie.
Bardzo wiele ją kosztowało, aby to z siebie wydusić. Nie była pewna, czy robi dobrze, ale ta sytuacja doprowadziła ją do granicy. Nie chciała już słuchać o pannie Delacour, miała tego dość, nie chciała, żeby kiedykolwiek wspominał jej o innych dziewczynach, to ona chciała być jego dziewczyną.
Było to chyba najbardziej odważną rzeczą, jaką zrobiła w swoim życiu. Nie bała się wcale, kiedy mierzyła się oko w oko z potworami, ogromny strach za to wzbudzało w niej mówienie o uczuciach. Zresztą nie bez powodu zbierała się do tego tak długo. Miała wiele razy szansę na to, żeby poruszyć ten temat, jednak zawsze tchórzyła. Nie chciała jednak już się męczyć, nawet jeśli miałby ją wyśmiać, to wolała wreszcie mieć to za sobą. Zbyt bardzo ta niepewność spalała ją od środka.
Tak, chciała uciec, to wydawało jej się być najbardziej wygodną opcją w tym momencie, bo trochę bała się zderzenia z rzeczywistością, słowa opuszczały jej usta bardzo szybko, chyba na jednym tchu, bo zależało jej na tym, aby mieć to za sobą. Nie rozmyślała za bardzo nad treścią, mówiła to, co czuła, co chciała, żeby wiedział. Nie było to dla niej łatwe, ale brnęła do przodu, jakoś.
Sama nie wiedziała, kiedy tak naprawdę zaczęła na niego patrzeć inaczej , być może od samego początku wzbudzał w niej spore zainteresowanie, dzięki niemu przestała bać się Munga (no, ten jeden raz), później nawet, gdy się kłócili, a raczej rzucali w siebie wyzwiskami wiele razy miała ochotę zamknąć mu usta pocałunkiem, teraz, cóż, teraz uświadomiła sobie, że od dawna tego chciała. Pragnęła przekroczyć granicę, którą sami sobie wyznaczyli, chociaż nie pamiętała, żeby kiedykolwiek o tym dyskutowali. Tak po prostu było, z każdym dniem upewniała się, że to nie jest to, czego chce. Nie podobała jej się rola przyjaciółki, nie w momencie, w którym na przyjęciach pojawiały się dziewczęta wpatrzone w niego jak w obrazek.
Nie widziała jego reakcji, bo zamknęła oczy, bała się patrzeć na niego po tym swoim wyznaniu. Jej oddech był przyspieszony, czuła się jakby przebiegła co najmniej maraton, a po prostu podzieliła się z nim tym, co nawarstwiało się w niej od miesięcy. Chyba poczuła też ulgę, miała to za sobą, nie będzie już żałowała, że się tym z nim nie podzieliła, nie będzie sobie musiała wyobrażać tego, co by było gdyby. Wóz, albo przewóz. Teraz wszystko zależało od niego. Ona powiedziała swoje.
Wydawało jej się, że słyszy głośne i przyspieszone bicie swojego serca. Nadal nie otwierała oczu, rozczarowało ją trochę to, że nie udało jej się po tym wszystkim czmychnąć gdzieś daleko stąd.
Bardzo szybko jednak zmieniła zdanie. Dlaczego miałaby mu wbić nóż pod żebra? Och, wyjaśniło się to dosyć prędko. Poczuła jego dłoń na swoich włosach, drgnęła przy tym niemalże niezauważalnie, bo czekała na to od wielu miesięcy, chciała żeby ją dotykał, chciała poczuć ciepło jego dłoni na swoim ciele, a później poczuła jego usta, które zbliżyły się do jej. Było warto sięgnąć po szczerość, zdecydowanie.
Pierwszy pocałunek, ten na który tyle czekała okazał się być delikatny, odwzajemniła go oczywiście, chciała w końcu zasmakować jego ust. Kiedyś już zdarzyło im się musnąć, ale było to zdecydowanie coś innego. Wiedziała, co to oznaczało, chciał tego samego co ona - to było dla niej najważniejsze.
Nie spodziewała się tego, co zrobił później. Nadal próbowała oswoić się z tą myślą, że dostała w końcu to, o czym marzyła od długiego czasu. Próbowała uspokoić serce, które chciało wyskoczyć jej z piersi, niestety straciła nad tym wszystkim kontrolę. Wylądowali na ziemi, w piachu, fale muskały ich stopy, zapewne nie tylko je, to była naprawdę piękna sceneria. Idealnie pasowała do tego, co się między nimi wydarzyło.
Nie zamierzała szybko oderwać swoich ust od jego, bo to było spełnienie jej najskrytszych marzeń, odwzajemniała każdy z pocałunków bardzo intensywnie, chciała, żeby poczuł ten żar, który się w niej pojawił, nie chciała być jedyną, która miała się tu spalać.
Po dłużej chwili jednak się od niego oderwała, nadal miała twarz zbliżoną do jego, tak, że praktycznie stykali się nosami. Może nie powinna nic mówić, czasem lepiej było milczeć, ale nie mogła się powstrzymać. - Nawet nie wiesz, ile mnie to kosztowało, Ośle. - Chciała, żeby zdawał sobie z tego sprawę, zresztą mógł się domyślić, ale wolała mu to przekazać.