Ludzie na tym świecie byli... różni. Nie tyle dziwni, co po prostu różni. Wychowując się w społeczeństwie, gdzie pewne odchyły kierowały w twoją stronę nieprzychylne spojrzenia, uczyłeś się, by niczego od ludzi nie oczekiwać. By nie spodziewać się, że ktokolwiek wyciągnie pomocną dłoń, gdy życie kopnie w tyłek. By nie oczekiwać, że ktokolwiek zareaguje, gdy dzieje się krzywda.
Jessie nie mógł powiedzieć, że jego dotychczasowe życie było pasmem nieszczęść i kłód pod nogami. Jego krew była "brudna", ale nie miał powodów do narzekania, ponieważ wśród nich żyli ci, którzy mieli od niego o wiele gorzej.
Dlatego miłym zaskoczeniem było dla niego, gdy przechodnie, między którymi biegł wzdłuż ulicy Pokątnej, próbując dogonić złodzieja, starali się w jakikolwiek sposób im pomóc. Ich pomoc przyniosła upragniony rezultat, ponieważ złodziej zrezygnował ze swojej "zdobyczy" i cisnął żabcią w powietrze, słusznie stawiając samego siebie ponad pieniądze. Niestety, udało mu się uciec, chociaż czyjeś ręce próbowały go zatrzymać.
-I ŻEBYM CIĘ TU WIĘCEJ NIE WIDZIAŁ! - zawołał dziadek z zakręconym wąsem, który nie uczestniczył w pościgu, wymachując swoją laską.
Piekarz, wciąż trzymając wałek w dłoni, zatrzymał Jaspera, który chciał pobiec za złodziejem. Portmonetka wkrótce miała znaleźć się w rękach właścicielki - dalszy pościg mógłby wpakować ich w kłopoty, ponieważ złodziejaszek przekroczył już granicę Nokturnu. Nikt nie chciał się tam zapuszczać ani pozwolić, by zapuszczały się tam dzieciaki.
Żabka była doprawdy urocza i Jessie może nawet by się nią trochę zachwycił, gdyby nieprzyjemne myśli nie uderzyły do jego głowy.
Co Dora tu robiła? Oczywiście, nie mógł jej zabronić wyjścia na zakupy - nie był jej niańką ani matką, żeby go słuchała - ALE...
Czy Brenna wiedziała, że Dora tu jest? Pozwoliła jej wyjść tak samej?
Czy ten złodziejaszek wybrał ją sobie na swoją ofiarę przez zwykły przypadek? A może było to zaplanowane i gdyby dziewczyna pobiegła za nim i przekroczyła granicę Nokturnu, ci, którzy ją ścigali, czekaliby już na nią?
I z pewnością zalałby ją pytaniami, które mogłyby zwrócić w ich stronę trochę za dużo par oczu, ale po głębokim wdechu i jeszcze głębszym wydechu powiedział
-To chyba moja kwestia - tylko tyle, że się nabiegał. Dora sporo ryzykowała.
Ktoś tam jeszcze pomachał gniewnie pięścią w stronę Nokturnu i towarzystwo zaczęło się powoli rozchodzić, by wrócić do swoich sprawunków, skoro nikt już nie musiał ratować Damy w Opałach.
-Co ty tu robisz sama? - Jessie zwrócił się do Dory, mówiąc ciszej, niż brzmiała normalna rozmowa. -Brenna wie, że tu jesteś? Nikt za tobą nie chodził? Jesteś pewna, że nikt cię nie śledził?
Nie strofował jej. Po prostu się martwił.