18.01.2023, 00:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.01.2023, 00:14 przez Brenna Longbottom.)
Wszyscy żyli w pewnym niepokoju. Brenna już podczas Ostary rozglądała się podejrzliwie, czekając, czy zza jakiegoś drzewa nie wyskoczą śmierciożercy. A nawet teraz Patrick miał przecież nadzieję, że nic się nie stanie.
Brenna jednak uważała, że skoro Dumbledore twierdził, że do ataku dojdzie, to tak będzie. I wszystko w niej buntowało się przeciwko utrzymaniu sprawy w tajemnicy. Najchętniej wywiesiłaby ogłoszenia wzdłuż całej Pokątnej: nie idź na Beltaine, grozi ci niebezpieczeństwo. Wierzyła jednak w Zakon, jeszcze z pewną naiwnością, z której nie wyleczyła się w stu procentach – a jedynie tak w siedemdziesięciu. Wierzyła, że jeżeli Albus chce dopuścić do tego ataku, to ma jakiś powód. Lojalność, która na razie nie została jeszcze zachwiana.
Może Beltaine to zmieni.
- Jasne. Przepraszam w ogóle, że cię odciągam od klubokawiarni tak nagle, właściwie bez zapowiedzi. Mam nadzieję, że miał kto zostać za ladą? Czy może Nicholas jutro przyśle mi wyjca dziękując za zrujnowanie mu wieczoru? – spytała półżartem, półserio. Spoważniała jednak dość szybko.
- Myślę, że tak na poważnie, pojutrze też jeszcze ujdzie – powiedziała, podpierając się o stolik łokciami, a podbródek układając na złączonych rękach. Eliksir nie należał do tych najbardziej skomplikowanych, ale Nora pewnie będzie potrzebowała składników. Brenna zresztą tak naprawdę nie była nawet pewna, czy eliksir będzie potrzebny. Przyszedł jej na myśl, bo Patrick mówił o kradzieży mocy z ognisk. Dlatego miała trochę wyrzuty sumienia, ale podejrzewała, że jeżeli ten nie przyda się teraz, to będzie przydatny w przyszłości. – Chodzi konkretnie o eliksir ochrony przed płomieniami. Cztery, pięć fiolek. Dwie większe, z podwójną dawką – stwierdziła, uśmiechając się krzywo. Mówiła cicho: tak cicho, że jej głos niemal ginął w dźwiękach pubu. Co do podwójnej dawki… Tu też Nora mogła się domyśleć dlaczego. Metabolizm Brenny był jakąś zagadką wszechświata, która sprawiała, że kobieta zjadała pączka, potem prosiła o tiramisu, zjadała jeszcze ciasteczko i ani trochę od tego nie tyła. – Myślałam też o eliksirze uzupełniającym krew, ale to nie jest takie pilne. Na tym pierwszym zależy mi bardziej.
Choćby dlatego, że Brenna nie była nawet pewna, czy zdołałaby dobrać właściwą dawkę. I jednak, w głębi ducha, żywiła rozpaczliwą nadzieję, że może nie będzie potrzebny. Ale co poradzić: gdy myślała o walce, natychmiast przed oczyma stawali jej ranni.
Brenna jednak uważała, że skoro Dumbledore twierdził, że do ataku dojdzie, to tak będzie. I wszystko w niej buntowało się przeciwko utrzymaniu sprawy w tajemnicy. Najchętniej wywiesiłaby ogłoszenia wzdłuż całej Pokątnej: nie idź na Beltaine, grozi ci niebezpieczeństwo. Wierzyła jednak w Zakon, jeszcze z pewną naiwnością, z której nie wyleczyła się w stu procentach – a jedynie tak w siedemdziesięciu. Wierzyła, że jeżeli Albus chce dopuścić do tego ataku, to ma jakiś powód. Lojalność, która na razie nie została jeszcze zachwiana.
Może Beltaine to zmieni.
- Jasne. Przepraszam w ogóle, że cię odciągam od klubokawiarni tak nagle, właściwie bez zapowiedzi. Mam nadzieję, że miał kto zostać za ladą? Czy może Nicholas jutro przyśle mi wyjca dziękując za zrujnowanie mu wieczoru? – spytała półżartem, półserio. Spoważniała jednak dość szybko.
- Myślę, że tak na poważnie, pojutrze też jeszcze ujdzie – powiedziała, podpierając się o stolik łokciami, a podbródek układając na złączonych rękach. Eliksir nie należał do tych najbardziej skomplikowanych, ale Nora pewnie będzie potrzebowała składników. Brenna zresztą tak naprawdę nie była nawet pewna, czy eliksir będzie potrzebny. Przyszedł jej na myśl, bo Patrick mówił o kradzieży mocy z ognisk. Dlatego miała trochę wyrzuty sumienia, ale podejrzewała, że jeżeli ten nie przyda się teraz, to będzie przydatny w przyszłości. – Chodzi konkretnie o eliksir ochrony przed płomieniami. Cztery, pięć fiolek. Dwie większe, z podwójną dawką – stwierdziła, uśmiechając się krzywo. Mówiła cicho: tak cicho, że jej głos niemal ginął w dźwiękach pubu. Co do podwójnej dawki… Tu też Nora mogła się domyśleć dlaczego. Metabolizm Brenny był jakąś zagadką wszechświata, która sprawiała, że kobieta zjadała pączka, potem prosiła o tiramisu, zjadała jeszcze ciasteczko i ani trochę od tego nie tyła. – Myślałam też o eliksirze uzupełniającym krew, ale to nie jest takie pilne. Na tym pierwszym zależy mi bardziej.
Choćby dlatego, że Brenna nie była nawet pewna, czy zdołałaby dobrać właściwą dawkę. I jednak, w głębi ducha, żywiła rozpaczliwą nadzieję, że może nie będzie potrzebny. Ale co poradzić: gdy myślała o walce, natychmiast przed oczyma stawali jej ranni.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.