01.10.2024, 23:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.10.2024, 23:01 przez Neil Enfer.)
Nie zarabiał na audycji? Czy jego wierni miłośnicy nie wysyłali mu czasem prezentów? Może nie wiedzieli gdzie? To by było mądre, ale z drugiej strony świat magiczny jest dość mały, więc pewnie każdy kto go słucha i tak kojarzy w jakich rejonach mogą go znaleźć.
- Nie doceniasz mnie, mój drogi, ja przyjmę każdego drobniaka. - nie to, że był gold diggerem, ale mama czasami mu powtarzała, żeby znalazł sobie bogatą kobietę, z dobrego domu. Cóż, znalazł sobie bogatego faceta ze średniego domu, to chyba wystarczająco? - Z resztą, skoro tak, to tym bardziej przy kolejnym spotkaniu ja płacę. - zadecydował ostatecznie i niepodważalnie. Nie było nawet dyskusji, a jeśli ta się kiedyś pojawi, to ją natychmiast utnie.
- Mieszkam sam, więc trochę tak, choć zdecydowanie lepiej wychodzi mi pieczenie, a jak mam składniki nie ze sklepu, a z ogrodu rodziców, to już w ogóle. Robię pyszne ciasto malinowe... Mam nadzieję, że jest pyszne. Nikt póki co nie narzekał na nie. - wzruszył ramionami. Zaraz jednak przewrócił oczyma na jego uwagę o wadze. Ile razy już to słyszał, ale wolał być taki jaki był, jadł tyle ile mu organizm podpowiadał, a że podpowiadał mało i w pracy te kilka godzin miało mu tak szybko, że zanim pomyślał o drugim śniadaniu to już kończył zmianę, to nie jego wina. Z resztą piękno jest pojęciem bardzo względnym i jest ono mocno subiektywne, a czy zależało mu na tym, żeby podobać się Enzo? Może? Chciał podobać się wszystkim, ale chyba najbardziej sobie, taki był sens życia, prawda? Póki co nikt kto jego piękno doceniał nie został z nim na zawsze, z resztą znów na temat miłości i złamanego serca zaraz zejdzie. Nie przytyje i tyle! Może zimą, kiedy będzie mógł się owinąć w sweter i dodatkowe kilogramy będą niewidoczne.
Zastanowił się nad jego słowami. Niby miał rację, ale z drugiej strony ta szkoła jest chroniona, a jak będą tam mieli oficjalną zgodę, to czy nie będą obserwowani cały czas? W sumie jak sobie przypomina akademię, to to nie tak, że na każdym rogu stała ochrona. Widocznie myślał i rozważał uważnie jego zapewnienia.
- Ja wiem, po prostu... Wiesz... Ministerstwo tak czy siak ma na mnie trochę oko. - zaczął, uciekając spojrzeniem na bok, stukając paznokciem w bąbelki bezpiecznie schowane za szkłem kieliszka. - Może przez to nie będą chcieli nas wpuścić, albo wiesz... Sam nie wiem. Nie chcę, żeby wpakowali ciebie do aresztu bo dam się złapać, czy nie będę umiał kłamać wystarczająco dobrze, albo dlatego, że po prostu z tobą tam pojadę. -- niby sam miał poniekąd "plecy" w ministerstwie, ale nie będzie zrzucał odpowiedzialności za swoje błędy na kogoś innego. - Ale może masz rację. Rozpoczęcie roku szkolnego to cała masa chaosu i stado dzieciaków na których wszyscy będą musieli się skupić. - odetchnął i oparł się luźno łokciem o stół, lekko nachylając do Enzo. - Kiedy masz zamiar pisać prośbę? - zagadał, bo może jeszcze raz się spotkają, może trzeba będzie coś ustalić, chociaż wydaje mu się, że mężczyzna idealnie wie co i jak.
- Nie doceniasz mnie, mój drogi, ja przyjmę każdego drobniaka. - nie to, że był gold diggerem, ale mama czasami mu powtarzała, żeby znalazł sobie bogatą kobietę, z dobrego domu. Cóż, znalazł sobie bogatego faceta ze średniego domu, to chyba wystarczająco? - Z resztą, skoro tak, to tym bardziej przy kolejnym spotkaniu ja płacę. - zadecydował ostatecznie i niepodważalnie. Nie było nawet dyskusji, a jeśli ta się kiedyś pojawi, to ją natychmiast utnie.
- Mieszkam sam, więc trochę tak, choć zdecydowanie lepiej wychodzi mi pieczenie, a jak mam składniki nie ze sklepu, a z ogrodu rodziców, to już w ogóle. Robię pyszne ciasto malinowe... Mam nadzieję, że jest pyszne. Nikt póki co nie narzekał na nie. - wzruszył ramionami. Zaraz jednak przewrócił oczyma na jego uwagę o wadze. Ile razy już to słyszał, ale wolał być taki jaki był, jadł tyle ile mu organizm podpowiadał, a że podpowiadał mało i w pracy te kilka godzin miało mu tak szybko, że zanim pomyślał o drugim śniadaniu to już kończył zmianę, to nie jego wina. Z resztą piękno jest pojęciem bardzo względnym i jest ono mocno subiektywne, a czy zależało mu na tym, żeby podobać się Enzo? Może? Chciał podobać się wszystkim, ale chyba najbardziej sobie, taki był sens życia, prawda? Póki co nikt kto jego piękno doceniał nie został z nim na zawsze, z resztą znów na temat miłości i złamanego serca zaraz zejdzie. Nie przytyje i tyle! Może zimą, kiedy będzie mógł się owinąć w sweter i dodatkowe kilogramy będą niewidoczne.
Zastanowił się nad jego słowami. Niby miał rację, ale z drugiej strony ta szkoła jest chroniona, a jak będą tam mieli oficjalną zgodę, to czy nie będą obserwowani cały czas? W sumie jak sobie przypomina akademię, to to nie tak, że na każdym rogu stała ochrona. Widocznie myślał i rozważał uważnie jego zapewnienia.
- Ja wiem, po prostu... Wiesz... Ministerstwo tak czy siak ma na mnie trochę oko. - zaczął, uciekając spojrzeniem na bok, stukając paznokciem w bąbelki bezpiecznie schowane za szkłem kieliszka. - Może przez to nie będą chcieli nas wpuścić, albo wiesz... Sam nie wiem. Nie chcę, żeby wpakowali ciebie do aresztu bo dam się złapać, czy nie będę umiał kłamać wystarczająco dobrze, albo dlatego, że po prostu z tobą tam pojadę. -- niby sam miał poniekąd "plecy" w ministerstwie, ale nie będzie zrzucał odpowiedzialności za swoje błędy na kogoś innego. - Ale może masz rację. Rozpoczęcie roku szkolnego to cała masa chaosu i stado dzieciaków na których wszyscy będą musieli się skupić. - odetchnął i oparł się luźno łokciem o stół, lekko nachylając do Enzo. - Kiedy masz zamiar pisać prośbę? - zagadał, bo może jeszcze raz się spotkają, może trzeba będzie coś ustalić, chociaż wydaje mu się, że mężczyzna idealnie wie co i jak.