02.10.2024, 03:33 ✶
- Brenn, Erik, witajcie! - przywitał się z nimi wylewnie z Longbottomami, którzy zjawili się, no może ciut za wcześnie (dla niego, bo byli o czasie), bo nie zdążył poprzekładać jedzenia na talerze i ustawić wszystkiego na stole.
- Spokojnie, jak nie dojecie to wam zapakuje, żebyście mogli zjeść jak zgłodniejecie potem - wyszczerzył się w odpowiedzi - Wiesz jak to jest poszedłem kupić jedną rzecz, ale potem poczułem tyle ładnych zapachów, że zacząłem robić zakupy nosem - udawał skruszonego, ale tak naprawdę to nie był, mieli tyle potraw do wyboru, że każdy mógłby spróbować czegoś nowego, a i dla każdego by wystarczyło.
- Nie za bardzo nas wszystkich rozpieszczasz? Dziękuje - odpowiedział przesuwając dary nieco na bok, żeby nie utytłać ich jedzeniem podczas przekładania go na talerze.
- Hej! - zawołał oburzony po słowach Brenny i Nory, że widać, że gotował. To nie tak, że mu się nie chciało czy szedł na skróty, ale jeśli chodziło o gotowanie to poza odgrzewaniem przygotowanych potraw najbezpieczniej było jeżeli przyniósł coś do jedzenia z miasta, mniejsza szansa, że się pochorują. - Starałem się najpierw, okej?! Spaliłem jeden garnek nie do uratowania - dodał już ciszej, żeby zaraz dodać. - Kto pomaga nakrywać do stołu? Szukałem obrusu. Gdzie one są? - rozmawianie na dwa fronty z obiema siostrami na raz wymagało, żeby co chwila kręcił głową to odpowiadając jednej, to zadając pytanie drugiej.
- Dokładnie, tyle się może zdarzyć w tym czasie. Opowiadaj co u Ciebie Eriku? - odpowiedział zamiast swojej siostry z szelmowskim uśmiechem na ustach i oddalił się, żeby nakryć do stołu.
Posłał ciepły, pokrzepiający uśmiech Samowi, zdawał sobie sprawę, że obecna sytuacja nie jest dla niego łatwa - nie miał okazji zapytać siostry jak jest między nimi, od porannej rozmowy dał im dwojgu czas dla siebie, aby mogli to rozwiązać jak dorośli bez jego wściubiania nosa. Skinął mu jedynie głową, nie zamierzał go nagabywać czy stroić sobie żartów z tego, że zmienił się w ptaka i siadł na ramieniu Nory obstawiał, że potrzebował po prostu chwili, miał tylko nadzieję, że nie czuł się osaczony tylko nie bardzo miał pomysł w jaki sposób mógłby mu pomóc wybrał więc najlepszą możliwą opcję, zostawić go w spokoju.
W sumie to pojawienie się Mabel i Karla sprawiło, że uwaga Thomasa została na nich skupiona, szczególnie na kocurze, który próbował ich przestrzec przed pożarem. Miał już powiedzieć, zęby nie stroili sobie żartów, że przecież nie czuć żadnego zapachu spalenizny, jednak wtedy z góry zbiegła kolejna torpeda.
- Pali się, pali się! Thomas w Twoim pokoju się pa... - Kapitan wpadł niczym błyskawica do pomieszczenia, gdzie przebywali wszyscy. Nie zdążył jednak dokończyć, bo Figg zniknął z cichym pyknięciem, zapewne żeby pojawić się w swoim pokoju.
- PAAAZUUUUR! - dało się usłyszeć krzyk z góry.
- Ups, chyba zostawiłem mu kłaczek na łóżku, smacznego drodzy państwo, Karl. - main coon jak pojawił się nagle, tak szybko zniknął w pomieszczenia, aby ukryć się przed swoim ludzkim towarzyszem. Głośny tupot ze schodów towarzyszył zbiegającemu Thomasowi.
- Co za kocur. Gdzie on jest? Zwiał? - zapytał retorycznie, bo dobrze wiedział, gdzie podział się Kapitan Pazur, nie zamierzał go gonić za te żarty o pożarze, ani prezent, który znalazł na łóżku, potem sobie z nim pogada. Ale teraz trzeba było wrócić do przerwanych czynności. Szybki ruchem różdżki wylewitował talerze, na które miało zostać przełożone jedzenie, za co też się zabrał.
- Spokojnie, jak nie dojecie to wam zapakuje, żebyście mogli zjeść jak zgłodniejecie potem - wyszczerzył się w odpowiedzi - Wiesz jak to jest poszedłem kupić jedną rzecz, ale potem poczułem tyle ładnych zapachów, że zacząłem robić zakupy nosem - udawał skruszonego, ale tak naprawdę to nie był, mieli tyle potraw do wyboru, że każdy mógłby spróbować czegoś nowego, a i dla każdego by wystarczyło.
- Nie za bardzo nas wszystkich rozpieszczasz? Dziękuje - odpowiedział przesuwając dary nieco na bok, żeby nie utytłać ich jedzeniem podczas przekładania go na talerze.
- Hej! - zawołał oburzony po słowach Brenny i Nory, że widać, że gotował. To nie tak, że mu się nie chciało czy szedł na skróty, ale jeśli chodziło o gotowanie to poza odgrzewaniem przygotowanych potraw najbezpieczniej było jeżeli przyniósł coś do jedzenia z miasta, mniejsza szansa, że się pochorują. - Starałem się najpierw, okej?! Spaliłem jeden garnek nie do uratowania - dodał już ciszej, żeby zaraz dodać. - Kto pomaga nakrywać do stołu? Szukałem obrusu. Gdzie one są? - rozmawianie na dwa fronty z obiema siostrami na raz wymagało, żeby co chwila kręcił głową to odpowiadając jednej, to zadając pytanie drugiej.
- Dokładnie, tyle się może zdarzyć w tym czasie. Opowiadaj co u Ciebie Eriku? - odpowiedział zamiast swojej siostry z szelmowskim uśmiechem na ustach i oddalił się, żeby nakryć do stołu.
Posłał ciepły, pokrzepiający uśmiech Samowi, zdawał sobie sprawę, że obecna sytuacja nie jest dla niego łatwa - nie miał okazji zapytać siostry jak jest między nimi, od porannej rozmowy dał im dwojgu czas dla siebie, aby mogli to rozwiązać jak dorośli bez jego wściubiania nosa. Skinął mu jedynie głową, nie zamierzał go nagabywać czy stroić sobie żartów z tego, że zmienił się w ptaka i siadł na ramieniu Nory obstawiał, że potrzebował po prostu chwili, miał tylko nadzieję, że nie czuł się osaczony tylko nie bardzo miał pomysł w jaki sposób mógłby mu pomóc wybrał więc najlepszą możliwą opcję, zostawić go w spokoju.
W sumie to pojawienie się Mabel i Karla sprawiło, że uwaga Thomasa została na nich skupiona, szczególnie na kocurze, który próbował ich przestrzec przed pożarem. Miał już powiedzieć, zęby nie stroili sobie żartów, że przecież nie czuć żadnego zapachu spalenizny, jednak wtedy z góry zbiegła kolejna torpeda.
- Pali się, pali się! Thomas w Twoim pokoju się pa... - Kapitan wpadł niczym błyskawica do pomieszczenia, gdzie przebywali wszyscy. Nie zdążył jednak dokończyć, bo Figg zniknął z cichym pyknięciem, zapewne żeby pojawić się w swoim pokoju.
- PAAAZUUUUR! - dało się usłyszeć krzyk z góry.
- Ups, chyba zostawiłem mu kłaczek na łóżku, smacznego drodzy państwo, Karl. - main coon jak pojawił się nagle, tak szybko zniknął w pomieszczenia, aby ukryć się przed swoim ludzkim towarzyszem. Głośny tupot ze schodów towarzyszył zbiegającemu Thomasowi.
- Co za kocur. Gdzie on jest? Zwiał? - zapytał retorycznie, bo dobrze wiedział, gdzie podział się Kapitan Pazur, nie zamierzał go gonić za te żarty o pożarze, ani prezent, który znalazł na łóżku, potem sobie z nim pogada. Ale teraz trzeba było wrócić do przerwanych czynności. Szybki ruchem różdżki wylewitował talerze, na które miało zostać przełożone jedzenie, za co też się zabrał.