Przerwała mu w czymś. Czy się tym przejmowała? Niekoniecznie. Nie to było istotne. Dalej była nakręcona tym, co znalazła. Oczywiście, że przejmowała się tylko swoimi tragediami, zbyt wiele ich było, żeby je ignorowała. Szczególnie, że postawiła granicę, a on ją przekroczył. Znowu. Nie zamierzała na to pozwalać, już nie. Nie mógł znowu wpieprzać się w jej życie ze swoimi butami, jakby na wycieraczce czekało na niego wolne miejsce. Nie, nie było pustego miejsca, nie było też zajętego, żadnego!
Zauważył ją po chwili, musiał być w jakimś transie, bo mimo tego, że weszła tutaj dosyć głośno to z początku jakby jej nie dostrzegał. Dobrze, że w końcu udało mu się zwrócić na nią swoją uwagę, bo mieli do pogadania, znaczy ona miała mu do wyrzygania dosyć sporo, po tym zamierzała się stąd ulotnić.
Uśmiechnęła się do siebie, kiedy zobaczyła, że trafiła. Krew rozbryzgnęła się po pomieszczeniu, co dodawało tej sytuacji dramatyzmu, och - kochała dramatyzm. Idealnie się to wpasowywało do tego, co sobie tu stworzył. Świece, okrąg, brakowało tylko rytualnej krwi, którą dostarczyła. Wspaniale.
Och, jasne, wiedział, gdzie uderzyć, szczególnie, że ostatnio bardzo mocno kwestionowała jasność swojego umysłu. Po tym wszystkim, co się wydarzyło w jej życiu nie była pewna, czy nie zwariowała. Nie, żeby miała uwierzyć pod tym względem akurat jemu, bo cóż, patrząc na to, co teraz robił - to on wyglądał jej na wariata.
- Być może, ale widzę, że nie tylko mi. - Kolejny uśmiech, tym razem szyderczy pojawił się na jej twarzy. Mógł próbować jej dopierdalać, ale nie był pierwszy, ostatnio zdarzało się to zbyt często, żeby przejęła się faktycznie takim przytykiem, a przynajmniej nie sprawiała wrażenia, jakby to ją w jakikolwiek sposób poruszyło.
Okna zamknęły się z hukiem, przeniosła na nie wzrok. To chyba tylko potwierdziło jej domysły, że robił tutaj coś dziwnego, przerwała mu to całkiem efektownie. Nie przejmowała się ewentualnymi konsekwencjami, wiedziała, że nie powinno się zadzierać z wyższymi siłami, ale miała to w bardzo głębokim poważaniu.
Widziała, że się wkurwił, zresztą nie pierwszy raz, nie był to powód przez który opuściłaby to pomieszczenie, nie kiedy nie zrozumiał tego, co miała mu do powiedzenia.
- Zadałam ci pytanie. - Ton jej głosu był całkiem spokojny jak na to, co działo się pod jej skórą. Była nabuzowana, gotowa do kłótni.
- Dlaczego kurwa wpierdalasz się w moje sprawy? - Powtórzyła je, gdyby nie dotarło do niego o co jej chodziło. Astaroth był tylko i wyłącznie jej problemem, wydawało jej się, że to jest jasne. Zresztą jakoś radziła sobie z nim od stycznia, nie potrzebowała wsparcia Greengrassa w tej sprawie.
Ruszyła w stronę biurka, o które się opierał. Nie powinna się do niego zbliżać, ale znowu - nie specjalnie się tym przejmowała. Ger lubiła igrać z ogniem, powinien o tym pamiętać. To nie tak, że chciała zrobić mu na złość, po prostu strasznie wkurwiła się, że znowu miał gdzieś jej zdanie. Rzuciła mu tn zwinięty liścik na biurko.
- Znajdź sobie swoich własnych kolegów, a od mojego brata się odczep. - Nie miała pojęcia po co to robił, po co się w to angażował?