02.10.2024, 09:53 ✶
W niewielkim mieszkaniu Nory zaroiło się nagle od ludzi, a taka ilość ruchu i głosów w ograniczonej przestrzeni sprawiała, że można by odnieść wrażenie, że jest ich dwa razy więcej niż faktycznie było. Brenna przywitała się z Norą, zaś kiedy na jej ramieniu wylądował ptak, uśmiechnęła się do niego lekko, chociaż ten uśmiech był podszyty niepokojem. Wywołanym i wczorajszym zniknięciem Sama, i tym, że teraz występował w tej formie i że tak jak ukrywał ją przez lata, tak teraz zdawał się pokazywać ją nieco nazbyt beztrosko.
– Cześć, Sam – powiedziała jednak tylko, uznając, że cała reszta może poczekać na później. – Cześć Mabel, królowo. Tak, coś mi się obiło o uszy – przyznała, gdy pojawienie chrześnicy odwróciło chwilowo uwagę Brenny od Thomasa i zaginionego obrusu. – Przyniosłam ci…
Nie zdążyła wspomnieć o przyniesionych prezentach, bo oto do kuchni wpadł kot, informując ich o pożarze. I chociaż pożar mógł równie dobrze oznaczać, że jakaś świeczka się spaliła, bo w powietrzu nie czuć było dymu, to Brenna zareagowała trochę instynktownie. Aż za dobrze wiedziała, jak łatwo ogień się rozprzestrzeniał – jak szybko drobne zaprószenie mogło sprawić, że cały budynek zniknie pośród płomieni. Mabel złapała ją za rękę, ale Erik nie mylił się specjalnie w ocenie siostry, bo ta płynnym ruchem zgarnęła dzieciaka, by wepchnąć go w ramiona Nory – bo gdyby płonęło, to przecież oczywiste, że najpierw z płonącego domu wyciągasz dzieci i koty… - a potem rzuciła się ku wyjściu, mijając w drzwiach z drącym się Kapitanem Pazurem, również zapowiadającym pożar.
Teleportacja Thomasa, jego okrzyk, a następnie szybki powrót, pokazały, że żadnego pożaru nie ma, a Brenna wyhamowała gwałtownie, by nie zderzyć się z wracającym Figgiem. Opuściła różdżkę, którą już zdążyła wyciągnąć i odwróciła się przodem do pomieszczenia, szukając spojrzeniem Karla.
– Serio? – spytała kota oskarżycielskim tonem. – Poczekaj, mały draniu, któregoś dnia przyniosę tu tuńczyka, pokażę ci go, a potem całego oddam Lady – zagroziła, z powrotem wchodząc do kuchni, by pomóc nakryć do stołu. Bo nie, no nie miała zamiaru robić kotom wielkiej awantury, szkoda było na to czasu, zwłaszcza że pizza najlepsza była oczywiście na ciepło. – Jakieś ciekawe rewelacje? – rzuciła, ot tak luźno, chociaż od wczoraj to chyba wiele się nie zmieniło.
– Cześć, Sam – powiedziała jednak tylko, uznając, że cała reszta może poczekać na później. – Cześć Mabel, królowo. Tak, coś mi się obiło o uszy – przyznała, gdy pojawienie chrześnicy odwróciło chwilowo uwagę Brenny od Thomasa i zaginionego obrusu. – Przyniosłam ci…
Nie zdążyła wspomnieć o przyniesionych prezentach, bo oto do kuchni wpadł kot, informując ich o pożarze. I chociaż pożar mógł równie dobrze oznaczać, że jakaś świeczka się spaliła, bo w powietrzu nie czuć było dymu, to Brenna zareagowała trochę instynktownie. Aż za dobrze wiedziała, jak łatwo ogień się rozprzestrzeniał – jak szybko drobne zaprószenie mogło sprawić, że cały budynek zniknie pośród płomieni. Mabel złapała ją za rękę, ale Erik nie mylił się specjalnie w ocenie siostry, bo ta płynnym ruchem zgarnęła dzieciaka, by wepchnąć go w ramiona Nory – bo gdyby płonęło, to przecież oczywiste, że najpierw z płonącego domu wyciągasz dzieci i koty… - a potem rzuciła się ku wyjściu, mijając w drzwiach z drącym się Kapitanem Pazurem, również zapowiadającym pożar.
Teleportacja Thomasa, jego okrzyk, a następnie szybki powrót, pokazały, że żadnego pożaru nie ma, a Brenna wyhamowała gwałtownie, by nie zderzyć się z wracającym Figgiem. Opuściła różdżkę, którą już zdążyła wyciągnąć i odwróciła się przodem do pomieszczenia, szukając spojrzeniem Karla.
– Serio? – spytała kota oskarżycielskim tonem. – Poczekaj, mały draniu, któregoś dnia przyniosę tu tuńczyka, pokażę ci go, a potem całego oddam Lady – zagroziła, z powrotem wchodząc do kuchni, by pomóc nakryć do stołu. Bo nie, no nie miała zamiaru robić kotom wielkiej awantury, szkoda było na to czasu, zwłaszcza że pizza najlepsza była oczywiście na ciepło. – Jakieś ciekawe rewelacje? – rzuciła, ot tak luźno, chociaż od wczoraj to chyba wiele się nie zmieniło.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.