Czy on potrafił kochać? Bardziej mógł odczuwać coś na wzór przywiązania. Z jakiegoś powodu z bratem dogadywał się znacznie lepiej, niżeli z siostrą. Bo była kobietą. Była inna. Nie, żeby miał ją kochać. Po prostu musiał ją akceptować ze względu na rodzinne więzi krwi. Co by zrobiła, gdyby jej powiedział wprost, że jest upierdliwa i powinna nie istnieć?
Matka była szczęśliwa mając córkę. Przynajmniej jej mogła więcej czasu poświęcać, kiedy chłopcami zajmował się ich ojciec, przygotowując do życia w przyszłości, a najstarszego, do dziedzicznej roli. Nawet jeżeli z Faye, Nicholas miał to samo zdanie na temat związków małżeńskich, ona mogła sobie temat olać, on niestety nie. Musiał spłodzić potomka. Theon tego już nie zrobi, jeżeli nie wyleczy się z pewnej, tajemniczej choroby. O której tylko z rodziny wiedział Nicholas.
Nie odpowiedział na jej stwierdzenie, że powinni się częściej spotykać. Przecież każde z nich miało swoje życie. Nie bez powodu wyprowadził się z rodowej rezydencji w Szkocji, aby pracować w Anglii. Czy nawet z niej powinien się wynieść… choćby do Walli? A może dalej?
Kolejne słowa były nieco ciosem w jego lodowe serce, a raczej okalający mur. Był może zimnym draniem, miał bladą cerę, ale to ich brat jest zimnym trupem. Żywym w dodatku. Na to też nie odpowiedział. Spoważniał nieco bardziej. Mroczny znak jaki miał na lewym przedramieniu, był ukryty zaklęciem maskującym.
Ciepły i czuły. Odwrotność słów do tego, co sobą prezentował. Nie wiedział dlaczego niektóre osoby wciąż nim się interesują, mimo bycia takim jakim jest. Od ukończenia Hogwartu zmienił się. Nie był tym samym Nicholasem co dawniej.
Kelnerka podchodząc do nich, przyjęła zamówienie od Faye. Nicholas miał już swoją kawę, więc podziękował. Niczego więcej nie chciał. Żadnego słodkiego. Zwykła czarna gorzka kawa mu wystarczała.
Kelnerka odeszła, aby zrealizować zamówienie dla panny Travers. Znając siostrę, nie zmieniła się pod względem gadulstwa i posiadania owsików w dupie, kręcąc się na krześle. Może powinien zaproponować jej wspólny spacer w parku, zamiast siedzenia tutaj?
Westchnął, gdy i ona poruszyła temat rodziców. Spojrzał więc na nią poważnie.- Byłem w zeszłym miesiącu. Babka mnie wezwała. Nie musisz niczego przekazywać. Widziałem się z rodzicami.
Nie musiała się poświęcać i go wyręczać. Umiał sobie radzić.
- Kiedy Ty byłaś u nich ostatnio? Może tak zapytam.
Odpił piłeczkę z pytaniem. Może utrzymywała kontakt listowny, ale czy ona sama ich odwiedzała? Czy może coś zmieniło się na przestrzeni miesiąca? Matka chorowała, tego był świadom, ale chyba nie pogorszyło się jej? Ojciec dałby mu znać.