Ktoś musiał pełnić tę rolę. Właściwie życie Yaxleyówny aktualnie było pełne czarnych charakterów. Miała Thorana, Ambroise'a, a nawet Astarotha. Nie, żeby jej przeszkadzało, że było iż tak wielu, przynajmniej mogła na kogoś zrzucić swoje wszystkie niepowodzenia, było to całkiem wygodne, nie musiała skupiać się na sobie, prawda?
Ty mnie opętałeś. To była jej pierwsza myśl, ale nie powiedziała jej na głos. Nie. - Nic mnie nie opętało, wpierdoliłeś się po prostu znowu tam, gdzie nie powinieneś. - Tak, to ją rozjuszyło, to był powód jej irytacji. Ciągle to robił, a obiecywał, że będzie się od niej trzymał z daleka. Nie dotrzymał słowa. Musiała więc mu wyjaśnić w cywilizowany, lub mniej cywilizowany sposób, że to było niewłaściwie.
Miała w nosie to, co robił tutaj nim się pojawiła. Nie przejmowała się tym, że mogła mu w czymś przeszkodzić, sorry, wystarczyło jej niepotrzebnie nie wkurwiać, bardzo prosta sprawa.
- Mam wrażenie, że twój mózg jest wiecznie poza jakimkolwiek zasięgiem. - Nie słuchał jej, nie docierały do niego jej słowa. Nie miała pojęcia, co wyprawiał przed chwilą, nie wiedziała, czy powinna się tym przejmować, raczej nie powinna, bo to nie był jej zasrany interes, ale kiedyś, kiedy go znała nie bawił się w ten sposób. Faktycznie sporo musiało się zmienić od kiedy przestali być dla siebie kimś.
- Nie, tego nie było w naszej umówie. - Jasno przekazała mu, że jedyne w czym może jej pomóc to próba zlikwidowania jej wyimaginowanego brata bliźniaka, tego drugiego brata nie było na liście. Nie miał się wtrącać w ich kolejny, mały problem. Radzili sobie z nim bez niego i tak miało pozostać.
Stanęła tuż przed nim, nie przeszkadzało jej to, że był tuż obok. Wiele razy to przecież robili, byli specjalistami od kłótni, szczególnie od tych paskudnych, teraz jednak mogło być jeszcze gorzej, bo nic jej nie hamowało, nie było już ich, więc nie musiała się w ogóle przejmować tym, że może uderzyć zbyt mocno. Nie musiała się przed nim kajać, już nigdy więcej. Bardzo dobrze.
- Czy naprawdę powinnam ci zrobić listę rzeczy, którymi powinieneś móc się zajmować? - Fakt, może to był jej błąd, że jasno nie określiła jego roli. Powinien się jednak domyślić, że podkurwi ją strasznie tym, że będzie zajmował się jej obowiązakami. Nie ma się co oszukiwać, karminie jej młodszego brata było jednym z nich. Trochę jakby miała się opiekować zwierzątkiem, ale to kurwa było jej zwierzątko, a nie ich wspólne.
- Nie zaatakowałby mnie. - Wydawała się być tego bardziej niż pewna.
- Przede wszystkim nie znowu, on zaatakował ciebie, a nie mnie. - Tak, wydawało jej się to być dość istotną różnicą.[/b]
- Mój brat, mój wampir, mój problem, czego nie rozumiesz? - Wspomnienie o tym, że Astaroth mógł zrobić krzywdę komuś innemu, nieco w nią uderzyło, ale robiła wszystko, aby do tego nie doszło. Kurwa, przynosiła mu jedznie, pilnowała tego, żeby nie chodził głodny. Nie potrzebowała do tego Ambroise'a.
Jasne, nie pilnowała niczego, oczywiście, świetny argument, kurwa, naprawdę nie miał pojęcia, jak aktualnie wyglądało jej życie, nie widział tego, jak wiele kosztowało ją to, aby to wszystko jakoś ułożyć, jak się starała dźwigać na swoich plecach cały ten ciężar. Kurwa, wiedziała, że czasem nie udawało jej się wszystkiego odpowiednio ogarnąć, ale naprawdę się starała. Nie musiał jej przypominać o tym, że nic jej się nie udaje, i że zaczęła tracić kontrolę nad swoim życiem.
- Ja od samego początku jestem zdecydowana. - Mimochodem zerknęła na ten krąg, który znajdował się na podłodze, coraz bardziej zastanawiało ją, co wyprawiał tutaj przed jej przyjściem, nie zamierzała o to zapytać oczywiście, bo nie sądziła, żeby chciał się z nią tym podzielić. Na pewno jednak nie zapomni o tym, co widziała i zacznie grzebać. To leżało w jej naturze, czyżby zaczął się interesować tymi plugawymi dziedzinami magii? Nie powinna tego wykluczać.
- To był mój brat od zawsze Greengrass, z tym kurwa nie wygrasz, jebie mnie to, czy byłeś jego uzdrowicelem, kurwa nie było cię, kiedy umierał na moich rękach, więc naprawdę skończ to całe pierdolenie, bo nie mogę tego słuchać. - Zacisnęła dłonie w pięści, starała się powstrzymać narastający w niej gniew, jednak coraz bardziej traciła kontrolę, to nie wróżyło niczego dobrego, ale czyż właśnie nie tego pragnęła? Chciała konfrontacji, to ją dostała.