Prychnęła głośno, nie podobało jej się w jaki sposób do tego podchodził. Nie interesowały jej jego talenty, naprawdę, już nie teraz, niech ktoś inny się nimi martwi. - Niestety pamiętam. - Tak, niech wie, że wolałaby tego nie pamiętać, chciała, żeby go to zabolało, wcale nie oznaczało, że tak myślała, ale teraz nie liczyło się to, co faktycznie siedziało jej w głowie, tylko to, żeby jak najmocniej w niego uderzać. Wbijała w niego te małe igiełki, które miały się robić jak najbardziej niewygodne. Może nie do końca sobie na to zasłużył, ale ona naprawdę była w strasznie chujowym nastroju, przez ostatnie trzy miesiące, to musiało znaleźć ujście. Niestety to on się jej nawinął pod rękę, to na nim zamierzała wyładować tą całą złość.
Nie znalazła się tutaj dzisiaj po to, aby mierzyć wysoko, dlatego też zupełnie nie panowała nad tym, co właściwie mówiła, po które komentarze sięgała. Była wkurwiona, a jak znajdowała się w takim stanie, to nad niczym nie panowała, dosłownie.
- Miałeś się interesować tylko i wyłącznie dopplegangerem, o nic więcej cię nie prosiłam. - Jedna sprawa, konkretna. Zresztą to nie ona go prosiła, a on prosił po pozwolenie, by mógł się w to zaangażować. To nie był jej wybór.
Nie pojawiłaby się tutaj, gdyby nie to, że sam się o to prosił. Musiała stawiać granice. Nie mogła pozwolić, aby angażował się w te wszystkie, drobne problemy, które zaczęły się nawarstwiać, nie powinien tego robić. W szczególności teraz, po wszystkim. Nie chciała, żeby się przy niej kręcił, bo bała się, że mogłaby znowu pozwolić mu się osaczyć. Bała się tego, że nie byłaby skłonna nie reagować, a zbyt wiele razy przez niego cierpiała. Próbowała zbudować wokół siebie szczelny mur, tyle, że on zawsze znajdował jakieś wejście.
- Oczywiście, znowu to moja wina. Nie spodziewałam się jednak, że zaczniesz od dupy strony, zresztą jak zawsze. - Miała ochotę zawyć, doprowadził ją tym do furii. Niepotrzebnie wtryniał się, tam gdzie go nie chciała. Jasne, zdawała sobie sprawę, że w jej sytuacji pomoc była wskazana, nie była głupia, widziała, że wzięła na siebie zbyt wiele, ale pewnych rzeczy nie powinna przekazywać innym osobom, a w szczególności nie jemu! Nosz kurwa, wysyłał Astarothowi worki krwi, jakby był jakimś dilerem. Nie zamierzała pozwolić, aby to się powtórzyło. Sama była w stanie załatwić krew, a Ambroise nie był jedynym uzdrowicielem, na którym mogła polegać. Miała Florence, której w tej chwili zdecydowanie dużo bardziej ufała.
Tak, ona postawiła na nim krzyżyk, oczywiście. To wszystko było jej winą, jak zawsze. Bardzo wyraźnie pamiętała ten gówno mówiący list, który jej zostawił i to, że nawet nie chciał jej wtedy spojrzeć w oczy. Zniknął, zadecydował za nią, nie dał jej dojść do słowa, a teraz postanowił decydować o dość ważnych dla niej rzeczach. Dobre sobie, podjął decyzję rok temu, powinien się jej trzymać, skoro już skutecznie ją od siebie odsunął. Dlaczego tym razem nie wróciła do niego, nie szukała kontaktu? Bo jeszcze nigdy nie poczuła się, aż tak zraniona. Jasne, ich odchodzenie i wracanie do siebie było dość częstym rytuałem, tyle, że nigdy jeszcze nie zostawił jej bez słowa w momencie, w którym wydawało jej się, że było wręcz idealnie. Zburzył ich bezpieczny świat, jej bezpieczne miejsce i zostawił ją samą sobie, bez żadnego wyjaśnienia, bez możliwości zareagowania. To naprawdę zabolało.
- Najwyraźniej błędnie założyłam, że jesteś się w stanie tego domyślić. - Powinna się była spodziewać, że nie będzie próżnował. Tak już miał, nie spodziewała się jednak, że w ogóle będzie chciał się paprać w jej pozostałych problemach, źle założyła - znowu.
- Jeśli tego sobie życzysz z przyjemnością to zrobię. - Tak, miała ochotę zrobić mu krzywdę, fizyczną, a to się jeszcze nigdy nie zdarzyło. Najchętniej by nim wstrząsnęła, żeby cokolwiek do niego dotarło, a nie zdarzyło jej się reagować w ten sposób, przynajmniej jak dotąd, wiedziała, że to źle świadczy o tym, co się między nimi działo. Do tego dochodził kolejny problem, o którym póki co nie mówiła, a mianowicie ten związany z tym, co działo się w jego jaskini przed tym, zanim się tutaj pojawiła, wiedziała, że nie wyglądało to dobrze, nie była głupia. Nie miała jednak pojęcia, czy faktycznie bawił się tu czarną magią, czy jeszcze czymś innym.
- Trzeba było, faktycznie, może jeszcze nadarzy się okazja, żeby to zrobił. - Nigdy w życiu nie pozwoliłaby na to, żeby jej brat go skrzywdził. Sam się jednak prosił o takie groźby. Nie chciała, żeby cierpiał, ale w tej chwili tak ją irytował, że zamierzała udawać, że jego los jest jej obojętny, jakże dojrzałe zachowanie.
Nie spodziewała się, że tak łatwo przyjdzie jej wyrzygiwanie z siebie tych wszystkich słów. Sporo się tego nazbierało, nie ma co ukrywać, jednak nie taki był cel jej wizyty w tym miejscu. Nie założyła, że wróci do tego co było, że sięgnie po to, co faktycznie bolało ją podczas jego nieobecności, nie powinna tego robić, niestety już zaczęła.
- Nie pozwoliłeś mi zawalczyć, zostawiłeś mnie jak popsutą zabwkę, którą się znudziłeś, miałeś mnie w dupie, wszystko popsułeś, moje życie zaczęło mi się wymykać z rąk, wszystko przez ciebie. - Nie powinna pozwolić mu się wyprowadzić z równowagi, wiedziała o tym, jednak na to było już zbyt późno. Zbliżyła się jeszcze do niego,tak, żeby zajrzeć mu w te zielone źrenice, znajdowała się blisko, za blisko, nie powinna tego robić, ale dzięki temu mógł zobczyć iskry w jej oczach, a może nawet bardziej pioruny.
- Nie było cię przy mnie, kiedy tego najbardziej potrzebowałam, a teraz masz czelność mówić mi co mam robić, wpierdalać się w to wszystko? - Ten ostatni rok był pełen wielu małych końców świata, wszystko zaczęło się wtedy, kiedy ją opuścił, później było tylko gorzej, aż znalazła sie tu gdzie była teraz - na dnie.