02.10.2024, 15:13 ✶
- Ej, nie klnij kurwa przy dziecku, Greengrass - upomniał go natychmiast po pierwszym słowie jakie do niego wypowiedział i pokiwa głową z niedowierzaniem na boki. Chyba tylko Ambroise mógł wpaść na pomysł śpiewania takich piosenek dwurocznemu dziecku. Z drugiej strony takie dzieci raczej niczego potem nie pamiętały, więc to nie był taki znowu niebezpieczny wybór. - Spokojnie, jak będzie biegać i śpiewać o tych... bimbałach... to Nora na pewno złoży ci z nią wizytę i też u ciebie będzie śpiewać - zachichotał zdając sobie sprawę, że faktycznie jego siostra byłaby do tego zdolna, gdyby się wydało kto nauczył małą Mabel takich piosenek..
- Mam jako takie pojęcie co ona tam robi, tak samo jak to co ty robisz tutaj. Wczuwasz się do roli ojca nie? Bo z dzieckiem ci do twarzy, która to będzie tą szcześliwą i zostanie matką? - nie mógł sobie przecież odpuścić, żeby droczyć się z Greengrasem. Nie mili zbytniej okazji na rozmowy twarzą w twarz w ciągu roku, więc wszystkie te przyjacielskie złośliwostki były skondensowane na te krótkie okresy, gdy się widzieli.
- Co to za okropne sugestie, ja wiem, że jest urocz, ale to nie moje dziecko - powiedział jakby był oburzony insynuacją Ambroise, ale nie zamierzał skazywać go na dłuższe zajmowanie się siostrzenicą, już i tak pewnie utknął tu na wiele dłużej niż podejrzewał, że spędzi czas.
Wziął Mabel na ręce, uwalniając przyjaciela od obowiązku zajmowania się nią i zaczął udawać, ze tańczą w rytm niesłyszalnej muzyki. - Jak tam mała, pobrało się z wujkiem Ambem? - zapytał trzymane przez siebie dziecko i w następnej chwili to co usłyszał to nie było wesołe gaworzenie, a głośny płacz, aż się zatrzymał zaskoczony, bo Mabel wyciągała ręce w kierunku drugiego z mężczyzn. Zaśmiał się serdecznie i powoli wrócił w stronę Greengrass. - Przykro mi, ale ona chce do ciebie - odpowiedział zgodnie z prawdą i podał mu ostrożnie najmłodszą z latorośli rodziny Figgów. - Pocieszę cię, że pewnie niedługo zaśnie, to już powoli czas jej drzemki - dość szybko przyswoił sobie godziny w jakich funkcjonowała Mabel, wraz z Norą były jego oczkami w głowie i dostosowywał swój pobyt głównie pod nie.
- Mam jako takie pojęcie co ona tam robi, tak samo jak to co ty robisz tutaj. Wczuwasz się do roli ojca nie? Bo z dzieckiem ci do twarzy, która to będzie tą szcześliwą i zostanie matką? - nie mógł sobie przecież odpuścić, żeby droczyć się z Greengrasem. Nie mili zbytniej okazji na rozmowy twarzą w twarz w ciągu roku, więc wszystkie te przyjacielskie złośliwostki były skondensowane na te krótkie okresy, gdy się widzieli.
- Co to za okropne sugestie, ja wiem, że jest urocz, ale to nie moje dziecko - powiedział jakby był oburzony insynuacją Ambroise, ale nie zamierzał skazywać go na dłuższe zajmowanie się siostrzenicą, już i tak pewnie utknął tu na wiele dłużej niż podejrzewał, że spędzi czas.
Wziął Mabel na ręce, uwalniając przyjaciela od obowiązku zajmowania się nią i zaczął udawać, ze tańczą w rytm niesłyszalnej muzyki. - Jak tam mała, pobrało się z wujkiem Ambem? - zapytał trzymane przez siebie dziecko i w następnej chwili to co usłyszał to nie było wesołe gaworzenie, a głośny płacz, aż się zatrzymał zaskoczony, bo Mabel wyciągała ręce w kierunku drugiego z mężczyzn. Zaśmiał się serdecznie i powoli wrócił w stronę Greengrass. - Przykro mi, ale ona chce do ciebie - odpowiedział zgodnie z prawdą i podał mu ostrożnie najmłodszą z latorośli rodziny Figgów. - Pocieszę cię, że pewnie niedługo zaśnie, to już powoli czas jej drzemki - dość szybko przyswoił sobie godziny w jakich funkcjonowała Mabel, wraz z Norą były jego oczkami w głowie i dostosowywał swój pobyt głównie pod nie.