02.10.2024, 15:15 ✶
Gdy tak teraz się nad tym zastanawiał, to sierpień zdecydowanie nie był dla niego dobrym miesiącem. O nie, sierpień był miesiącem pełnym stresów, niepokojów i złych snów, co najwyraźniej nie przeszkadzało Jonathanowi w utrzymywaniu swojego typowego uśmiechu na twarzy, gdy przekroczył próg kuchni Księżycowego Stawu ubrany w elegancki garnitur prosto z pracy, trzymając pudełka czekoladek z Zarządu Klubu Gargulek, które zostaly wcisnięte dzisiaj rano jego biurowi, bo tamci mieli ich za dużo. Rozejrzał się po otoczeniu. Dom cały czas wyglądał jakby wręcz błagał, by zrobiono w nim gruntowny remont, ale nie było już, aż takiegiej tragedii, jaką zastał, gdy po raz pierwszy postawił tutaj swoją stopę.
– Witam wszystkich – przywitał się z zebranymi wesoło, zatrzymując na nieco dłużej wzrok na Morpheusu, bo przecież dalej gdzieś po głowie chodziło mu myśl, że jakim prawem ktoś jeszcze z ich czwórki śmiał się pakować w takie niebezpieczeństwo, ale ostatecznie uznał, że chyba nie warto był już tego drążyć. A przynajmniej nie za bardzo. Zamiast tego po prostu zaparzył sobie herbatę i usiadł z kubkiem obok starszego Longbottoma.
– Dobrze ci. To jakaś chęć wyznaczania nowych trendów na jesień, czy przedwczesny kryzys wieku średniego? – spytał żartobliwie, wziął łyka herbaty i ponownie rozejrzał się po pomieszczeniu, marszcząc nieco brwi. – Musimy coś zrobić z tymi ścianami. Co powiecie aby na tamtej, o tam, dać może kafelki z owocami, które zmieniałyby się w zależności od pory roku? – Martwił się. Oczywiście, że się martwił, sierpień do tej pory nie przynosił za dobrych wiadomości i coś czuł, że kolejne wcale nie miały być lepsze. Czy to znaczyło jednak, że miał zrezygnować z uśmiechu i narzekania na stan domu i gust jego poprzednich właścicieli. Absolutnie nie. – I czy mi się zdaje, czy kolor tego stołu stał się jeszcze bardziej szkaradny
– Witam wszystkich – przywitał się z zebranymi wesoło, zatrzymując na nieco dłużej wzrok na Morpheusu, bo przecież dalej gdzieś po głowie chodziło mu myśl, że jakim prawem ktoś jeszcze z ich czwórki śmiał się pakować w takie niebezpieczeństwo, ale ostatecznie uznał, że chyba nie warto był już tego drążyć. A przynajmniej nie za bardzo. Zamiast tego po prostu zaparzył sobie herbatę i usiadł z kubkiem obok starszego Longbottoma.
– Dobrze ci. To jakaś chęć wyznaczania nowych trendów na jesień, czy przedwczesny kryzys wieku średniego? – spytał żartobliwie, wziął łyka herbaty i ponownie rozejrzał się po pomieszczeniu, marszcząc nieco brwi. – Musimy coś zrobić z tymi ścianami. Co powiecie aby na tamtej, o tam, dać może kafelki z owocami, które zmieniałyby się w zależności od pory roku? – Martwił się. Oczywiście, że się martwił, sierpień do tej pory nie przynosił za dobrych wiadomości i coś czuł, że kolejne wcale nie miały być lepsze. Czy to znaczyło jednak, że miał zrezygnować z uśmiechu i narzekania na stan domu i gust jego poprzednich właścicieli. Absolutnie nie. – I czy mi się zdaje, czy kolor tego stołu stał się jeszcze bardziej szkaradny