18.01.2023, 01:20 ✶
- Och, znasz mnie, ja zawsze znajdę sobie jakiś powód do wyrzutów sumienia – stwierdziła Brenna samokrytycznie. Czy wiedziała, ze Nora chętnie przyrządzi te eliksiry? Oczywiście. Czy było jej głupio, że ściągnęła ją tak nagle i prosiła o przygotowanie mikstur tak szybko?
Pewnie, że tak.
Niestety, sama ledwo co otrzymała informacje od Stewarda, przecież w innym wypadku nie przyszłoby jej do głowy prosić o eliksiry ot na patrol.
- Dzięki. W razie czego podejrzewam, że Lupinowie mogą szybko ściągnąć brakujące składniki, a gdyby problemem były pieniądze… - Brenna wzruszyła ramionami, bo to wystarczyło w tym przypadku za całe wyjaśnienia. Jeżeli Nora potrzebowałaby jakichś składników, które jej dostawcy chcieliby ściągnąć tylko w razie udzielenia specjalnych opłat, Longbottomowie mogli te pieniądze bez trudu wyciągnąć z kieszeni. Było to na swój sposób zabawne, zważywszy na to, że choć jeszcze od Erika czasem „czuło się”, że te pieniądze ma, to od Brenny wcale… no, chyba że wpadała akurat do sklepu z zabawkami albo księgarni.
Uśmiechnęła się blado, czując na sobie wzrok przyjaciółki. Wiedziała, że ta ma pytania. I doceniała, że hamowała się z ich zadaniem.
- Nie jestem tak naprawdę pewna, czy będą potrzebne. Właściwie proszę cię o nie tak na wszelki wypadek. Może to tylko moja paranoja – wyznała, bo chociaż nie mogła dać wszystkich odpowiedzi na te niewypowiedziane pytania, nie chciała zostawiać jej tak z niczym. Może przesadzała? Może Patrick słusznie miał nadzieję? – Po prostu… jeśli coś się stanie, Brygada będzie w centrum zamieszania, więc kazano nam mieć oczy szeroko otwarte – mruknęła, unosząc kufel do ust nie tylko po to, by się napić, ale i by przytłumić słowa, tak, że były ledwo słyszalnym szeptem nawet dla Nory.
Kolejna paranoja. Nie mówiła wprost, bo kto wie, czy ktoś nie podsłuchiwał.
- Nie przychodzi mi nic na razie do głowy. To nie tak, że mam jakieś dokładnie informacje. – Skrzywiła się lekko, bo wiedzieli z jednej strony dużo, z drugiej wcale. Nie znała się też na eliksirach aż tak dobrze, aby móc wskazać jakieś konkretne, które będą najbardziej przydatne. Przecież śmierciożercy nie zechcą wypić wywaru żywej śmierci, prawda? – Nie będę narzekała na dodatkową fiolkę albo dwie, ale najbardziej zależy mi na tych czterech fiolkach, więc gdybyś musiała wybierać, skup się na nich – zaznaczyła. Plan miała prosty, dać jedną Mavelle, drugą Erikowi, trzecią zachować dla siebie. I jeśli to możliwe, kolejne mieć tak na wszelki wypadek, by w razie potrzeby przekazać je komuś, kto znajdzie się w pobliżu. Jeżeli jednak Nora zdołałaby przyrządzić dodatkowe, Brenna przyjęłaby to z radością, bo mogłaby od razu wepchnąć miksturę Thomasowi i Patrickowi. Ot na wszelki wypadek. – Daj znać, gdy będą gotowe, jeżeli tylko dam radę, to się aportuję, jeśli nie, niech Nicholas je podrzuci.
Pewnie, że tak.
Niestety, sama ledwo co otrzymała informacje od Stewarda, przecież w innym wypadku nie przyszłoby jej do głowy prosić o eliksiry ot na patrol.
- Dzięki. W razie czego podejrzewam, że Lupinowie mogą szybko ściągnąć brakujące składniki, a gdyby problemem były pieniądze… - Brenna wzruszyła ramionami, bo to wystarczyło w tym przypadku za całe wyjaśnienia. Jeżeli Nora potrzebowałaby jakichś składników, które jej dostawcy chcieliby ściągnąć tylko w razie udzielenia specjalnych opłat, Longbottomowie mogli te pieniądze bez trudu wyciągnąć z kieszeni. Było to na swój sposób zabawne, zważywszy na to, że choć jeszcze od Erika czasem „czuło się”, że te pieniądze ma, to od Brenny wcale… no, chyba że wpadała akurat do sklepu z zabawkami albo księgarni.
Uśmiechnęła się blado, czując na sobie wzrok przyjaciółki. Wiedziała, że ta ma pytania. I doceniała, że hamowała się z ich zadaniem.
- Nie jestem tak naprawdę pewna, czy będą potrzebne. Właściwie proszę cię o nie tak na wszelki wypadek. Może to tylko moja paranoja – wyznała, bo chociaż nie mogła dać wszystkich odpowiedzi na te niewypowiedziane pytania, nie chciała zostawiać jej tak z niczym. Może przesadzała? Może Patrick słusznie miał nadzieję? – Po prostu… jeśli coś się stanie, Brygada będzie w centrum zamieszania, więc kazano nam mieć oczy szeroko otwarte – mruknęła, unosząc kufel do ust nie tylko po to, by się napić, ale i by przytłumić słowa, tak, że były ledwo słyszalnym szeptem nawet dla Nory.
Kolejna paranoja. Nie mówiła wprost, bo kto wie, czy ktoś nie podsłuchiwał.
- Nie przychodzi mi nic na razie do głowy. To nie tak, że mam jakieś dokładnie informacje. – Skrzywiła się lekko, bo wiedzieli z jednej strony dużo, z drugiej wcale. Nie znała się też na eliksirach aż tak dobrze, aby móc wskazać jakieś konkretne, które będą najbardziej przydatne. Przecież śmierciożercy nie zechcą wypić wywaru żywej śmierci, prawda? – Nie będę narzekała na dodatkową fiolkę albo dwie, ale najbardziej zależy mi na tych czterech fiolkach, więc gdybyś musiała wybierać, skup się na nich – zaznaczyła. Plan miała prosty, dać jedną Mavelle, drugą Erikowi, trzecią zachować dla siebie. I jeśli to możliwe, kolejne mieć tak na wszelki wypadek, by w razie potrzeby przekazać je komuś, kto znajdzie się w pobliżu. Jeżeli jednak Nora zdołałaby przyrządzić dodatkowe, Brenna przyjęłaby to z radością, bo mogłaby od razu wepchnąć miksturę Thomasowi i Patrickowi. Ot na wszelki wypadek. – Daj znać, gdy będą gotowe, jeżeli tylko dam radę, to się aportuję, jeśli nie, niech Nicholas je podrzuci.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.