02.10.2024, 18:42 ✶
Oboje byli zdziwieni przebiegiem tej rozmowy - Charlie nie spodziewał się, że dziewczyna tak szybko posunie się do zaproponowania spędzenia czasu razem, zaś Scylla mogła nie przypuszczać, że Mulciber tak łatwo połknie haczyk? Niczego nie tracił, mógł tylko zyskać, nawet jeśli będzie to tylko niemiłe doświadczenie.
- Może też jestem wróżkiem? - Po raz kolejny posłużył się błędną nazwą, tym razem być może celowo. - I wiem o tobie więcej, niż się spodziewasz? A może naprawdę to miłość od pierwszego wejrzenia... - Uśmiechnął się nieco szerzej, dając się wciągnąć w tę wymianę zdań. Zwykle był bardziej uprzejmy, ułożony, lecz tym razem to Scylla zaczynała tego typu tematy, więc nie czuł, że powinien się hamować. To było odświeżające, chociaż też nieco zawstydzające, więc skupił wzrok na swojej robótce z ucieraniem liści, by nie pokazać rumianych policzków. - To chyba nie byłoby niestosowne, prawda? Mam na myśli, twoje odbicie w lustrze nie może kłamać, wiesz, co widzę.
Zawtórował jej śmiechem. Jego dzień był dobry, ale od pojawienia się Scylki, stał się jeszcze lepszy. Kto mógł podejrzewać, że przypadkowa dziewczyna pod wodzą Vakela może tak rozjaśnić popołudnie?
- Jestem wolny przez większość późnych popołudni, ale jeśli trzeba, poproszę panią doktor o dzień wolny. Na pewno się zgodzi. - Zapewnił, choć nie był tego do końca pewny. Był nowym pracownikiem, Annaleigh mogła nie patrzeć przychylnym okiem na branie wolnego, bo dziewczyna. Tym bardziej, że była to podopieczna jej męża. Zacznie się od spotkań, a potem będzie nieobecny tygodniami, bo zaręczyny, śluby, miesiące miodowe i w końcu tacierzyńskie! Nie tylko kobiety były pod tym względem problematyczne. - Albo w weekend. Będę pracował w weekendy, ale nie wszystkie. Ta sobota, może? - Zaproponował w końcu konkretną datę. - Mogę wysłać ci sowę, gdzie się spotkamy?
A więc miało do tego dojść! Spotkanie sam na sam z dziewczyną, które miało pójść lepiej niż przypadkowa akcja ratunkowa z funkcjonariuszką BUMu w Brighton, lepiej niż nieudany taniec na Pokątnej z Olivią (jak mogła tak się zachować?!), lepiej niż skakanie z klifu z przypadkową wróżbitką... A teraz kolejna widząca przyszłości! Miał do nich szczęście, czy umyślnie szukały go na przyszłych ścieżkach swojego życia? Z tego przejęcia nadchodzącą randką nie odpowiedział na stwierdzeni odnośnie podpisywania książek. Musiał napisać do Scarlett, zapytać ją o odpowiednie miejsce na spotkanie. Zdecydowanie! Ona będzie wiedzieć!
- A więc znasz się też na ziołach? A potrafisz robić swieczki? Mogę cię nauczyć, jeśli nie. Jest kilka rożnych technik. - Zdradził, ale na razie nie wchodził w szczegóły. Nie miał pojęcia, że Scylla może nie mieć na myśli niewinnego warzenia eliksiru pieprzowego na katar, a coś o wiele po ważniejszego. Nie wydawała się przecież przesiąknięta złem.
Zostawił tłuczek, czy zobaczył czerwień na dłoni Scylli. Bez zastanowienia złapał za czystą ścierkę, która leżała tuż obok na stole, by następne ująć drobną dłoń dziewczęcia w swoją i próbować zetrzeć barwnik. Nie było to łatwe.
- To nie zejdzie tak szybko. - Zmartwił się. Nie było to nic groźnego, powstrzymał się też od brzydkiego "a nie mówiłem". Nie było na to miejsca, gdy tarł bawełną dłoń. - Myślisz, że tak łatwo zabić kogoś gołymi rękoma? Ludzka skóra jest zbyt wytrzymała, żeby po prostu ją łatwo rozerwać. Wiem, co mówię. W Durmstrangu walka była na porządku dziennym. - I nie były to dobre wspomnienia, bo szybko nauczył się, że jego ciało nie jest stworzone do przemocy fizycznej. Odziedziczona po Malfoyach subtelność nie miała miejsca w niemal wojskowym wychowaniu Durmstrangu. Zmarszczył czoło, nie chcąc pamiętać, ile razy dostał w zęby. Cud, że jeszcze miał wszystkie. - Jeśli chcesz kogoś skrzywdzić, celuj w oczy. Ale nie próbuj tego na mnie, dobrze? - Uśmiechnął się półgębkiem. - Nawet ktoś twojej postury i z takimi drobnymi paluszkami może zrobić krzywdę.
Zrobił, ile mógł, ale nie przestał lekko, delikatnie wycierać jej dłoni. Całkiem przyjemnie się ją trzymało.
- Nie pasowałyby do ciebie przekleństwa. [ /b] - Zgodził się. - [b] A takie ugrzecznione peniski, mam wrażenie, podobają się ludziom bardziej. Nie każdy jest w stanie zaakceptować anatomię w tak surowej formie.
Sprawa przyszłości była jednak zastanawiająca i Charles nie wiedział, czy ma dość rozumu, by rozgryźć problem Scylli. To, co mówiła, miało dużo sensu.
- Czy to, że znasz przyszłość, że dostrzegasz jej fragmenty i przekazujesz je zainteresowanym, już w jakiś sposób nie wpływa na to, co będzie, jak oni to odbiorą? - Poddał wątpliwości. - Wyobraź sobie kamień rzucony w wodę. Zaburzy nurt rzeki, ale nie będzie miał wpływu na to, gdzie woda popłynie. Czy nie tak jest z twoimi wizjami? Możesz zmienić tok wydarzeń, może to nie mieć znaczenia dla ogółu świata, ale dla tej jednej osoby, w odpowiednim miejscu i czasie, zmienia wszystko. Powiedz mi, jesli plotę bez sensu. - Pokręcił głową, niepewny swoich metafor. - Ale wyobraź sobie, gdybym wiedział, że cię tu spotkam, może ubrałbym się inaczej? Przygotował zawczasu coś miłego w rewanżu za ciastka? - Podsunął, dając jej przykład nieco bliższy rzeczywistości. - A jeśli będziesz potrzebowała świeczek, przyjdź prosto do mnie. Chociaż... Zaraz, ty znasz Nokturn?
- Może też jestem wróżkiem? - Po raz kolejny posłużył się błędną nazwą, tym razem być może celowo. - I wiem o tobie więcej, niż się spodziewasz? A może naprawdę to miłość od pierwszego wejrzenia... - Uśmiechnął się nieco szerzej, dając się wciągnąć w tę wymianę zdań. Zwykle był bardziej uprzejmy, ułożony, lecz tym razem to Scylla zaczynała tego typu tematy, więc nie czuł, że powinien się hamować. To było odświeżające, chociaż też nieco zawstydzające, więc skupił wzrok na swojej robótce z ucieraniem liści, by nie pokazać rumianych policzków. - To chyba nie byłoby niestosowne, prawda? Mam na myśli, twoje odbicie w lustrze nie może kłamać, wiesz, co widzę.
Zawtórował jej śmiechem. Jego dzień był dobry, ale od pojawienia się Scylki, stał się jeszcze lepszy. Kto mógł podejrzewać, że przypadkowa dziewczyna pod wodzą Vakela może tak rozjaśnić popołudnie?
- Jestem wolny przez większość późnych popołudni, ale jeśli trzeba, poproszę panią doktor o dzień wolny. Na pewno się zgodzi. - Zapewnił, choć nie był tego do końca pewny. Był nowym pracownikiem, Annaleigh mogła nie patrzeć przychylnym okiem na branie wolnego, bo dziewczyna. Tym bardziej, że była to podopieczna jej męża. Zacznie się od spotkań, a potem będzie nieobecny tygodniami, bo zaręczyny, śluby, miesiące miodowe i w końcu tacierzyńskie! Nie tylko kobiety były pod tym względem problematyczne. - Albo w weekend. Będę pracował w weekendy, ale nie wszystkie. Ta sobota, może? - Zaproponował w końcu konkretną datę. - Mogę wysłać ci sowę, gdzie się spotkamy?
A więc miało do tego dojść! Spotkanie sam na sam z dziewczyną, które miało pójść lepiej niż przypadkowa akcja ratunkowa z funkcjonariuszką BUMu w Brighton, lepiej niż nieudany taniec na Pokątnej z Olivią (jak mogła tak się zachować?!), lepiej niż skakanie z klifu z przypadkową wróżbitką... A teraz kolejna widząca przyszłości! Miał do nich szczęście, czy umyślnie szukały go na przyszłych ścieżkach swojego życia? Z tego przejęcia nadchodzącą randką nie odpowiedział na stwierdzeni odnośnie podpisywania książek. Musiał napisać do Scarlett, zapytać ją o odpowiednie miejsce na spotkanie. Zdecydowanie! Ona będzie wiedzieć!
- A więc znasz się też na ziołach? A potrafisz robić swieczki? Mogę cię nauczyć, jeśli nie. Jest kilka rożnych technik. - Zdradził, ale na razie nie wchodził w szczegóły. Nie miał pojęcia, że Scylla może nie mieć na myśli niewinnego warzenia eliksiru pieprzowego na katar, a coś o wiele po ważniejszego. Nie wydawała się przecież przesiąknięta złem.
Zostawił tłuczek, czy zobaczył czerwień na dłoni Scylli. Bez zastanowienia złapał za czystą ścierkę, która leżała tuż obok na stole, by następne ująć drobną dłoń dziewczęcia w swoją i próbować zetrzeć barwnik. Nie było to łatwe.
- To nie zejdzie tak szybko. - Zmartwił się. Nie było to nic groźnego, powstrzymał się też od brzydkiego "a nie mówiłem". Nie było na to miejsca, gdy tarł bawełną dłoń. - Myślisz, że tak łatwo zabić kogoś gołymi rękoma? Ludzka skóra jest zbyt wytrzymała, żeby po prostu ją łatwo rozerwać. Wiem, co mówię. W Durmstrangu walka była na porządku dziennym. - I nie były to dobre wspomnienia, bo szybko nauczył się, że jego ciało nie jest stworzone do przemocy fizycznej. Odziedziczona po Malfoyach subtelność nie miała miejsca w niemal wojskowym wychowaniu Durmstrangu. Zmarszczył czoło, nie chcąc pamiętać, ile razy dostał w zęby. Cud, że jeszcze miał wszystkie. - Jeśli chcesz kogoś skrzywdzić, celuj w oczy. Ale nie próbuj tego na mnie, dobrze? - Uśmiechnął się półgębkiem. - Nawet ktoś twojej postury i z takimi drobnymi paluszkami może zrobić krzywdę.
Zrobił, ile mógł, ale nie przestał lekko, delikatnie wycierać jej dłoni. Całkiem przyjemnie się ją trzymało.
- Nie pasowałyby do ciebie przekleństwa. [ /b] - Zgodził się. - [b] A takie ugrzecznione peniski, mam wrażenie, podobają się ludziom bardziej. Nie każdy jest w stanie zaakceptować anatomię w tak surowej formie.
Sprawa przyszłości była jednak zastanawiająca i Charles nie wiedział, czy ma dość rozumu, by rozgryźć problem Scylli. To, co mówiła, miało dużo sensu.
- Czy to, że znasz przyszłość, że dostrzegasz jej fragmenty i przekazujesz je zainteresowanym, już w jakiś sposób nie wpływa na to, co będzie, jak oni to odbiorą? - Poddał wątpliwości. - Wyobraź sobie kamień rzucony w wodę. Zaburzy nurt rzeki, ale nie będzie miał wpływu na to, gdzie woda popłynie. Czy nie tak jest z twoimi wizjami? Możesz zmienić tok wydarzeń, może to nie mieć znaczenia dla ogółu świata, ale dla tej jednej osoby, w odpowiednim miejscu i czasie, zmienia wszystko. Powiedz mi, jesli plotę bez sensu. - Pokręcił głową, niepewny swoich metafor. - Ale wyobraź sobie, gdybym wiedział, że cię tu spotkam, może ubrałbym się inaczej? Przygotował zawczasu coś miłego w rewanżu za ciastka? - Podsunął, dając jej przykład nieco bliższy rzeczywistości. - A jeśli będziesz potrzebowała świeczek, przyjdź prosto do mnie. Chociaż... Zaraz, ty znasz Nokturn?