• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[22.08.1972] see - I am gone || Ambroise & Geraldine

[22.08.1972] see - I am gone || Ambroise & Geraldine
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#12
02.10.2024, 20:21  ✶  

Zdawała sobie sprawę z tego, że była chodzącym chaosem, niszczyła wszystko, co pojawiało się wokół niej, nad niczym nie panowała, chociaż bardzo zależało jej nad kontrolą, niestety w jej przypadku trudno było mieć wpływ na cokolwiek. Jej życie nie było jednym z tych, w których coś działo się schematycznie, wręcz przeciwnie. Co chwila pojawiały się kolejne czynniki, na które nie miała wpływu, musiała się dostosowywać do tego, co rzucał jej los. Wiecznie wymyślała nowe rozwiązania kolejnych problemów, które pojawiały się znienacka. To nie było łatwe, szczególnie że poza tym zaczęła zajmować się tym całym rodzinnym biznesem, wydawało jej się, że to też powinna wziąć na swoje barki. James był niewiadomo gdzie, Astaroth nie mógł wychodzić za dnia, to musiała być ona, chociaż nigdy tego nie chciała. Miała trzymać się z dala od tych obowiązków, ale życie ją zweryfikowało, nic nie szło po jej myśli, na pewno nie pod tym względem. Oczywiście nie powiedziała nikomu, że nie chce tego robić, być może znaleźliby inne rozwiązanie, bo nie chciała niepokoić ojca. Jak zawsze, nikogo nie chciała niepokoić, wolała zagryźć zęby i radzić sobie z tym wszystkim, jakoś.

- Na całe szczęście to tylko i wyłącznie mój burdel.  - Nie musiał tego komentować, bo go to nie dotyczyło, to był jej chaos, który pewnie prędzej, czy później ją pochłonie, była na to przygotowana.

- Tak, jesteśmy kwita. - Nie zamierzała przed nim ukrywać tego, że i ona płynęła z prądem. Szukała pocieszenia w obcych ramionach, jednak były to tylko chwilowe, nic nieznaczące uniesienia, które miały jej pomóc zapomnieć, chociaż na chwilę. Chciała sprawdzić, czy jest czymś więcej niż kupą mięsa - nie była, tak naprawdę nie była w stanie zobaczyć w tych facetach zbyt wiele. Oni nigdy nie mogliby go jej zastąpić. Jasne, niektórych nawet lubiła, ale nie na tyle, żeby powtarzać zbliżenia, nie chciała, aby ktokolwiek się do niej przywiązywał. Nie potrzebowała tego, tak naprawdę w jej życiu od zawsze było miejsce tylko dla jednego mężczyzny, bardzo dobrze zdawała sobie z tego sprawę. Te wszystkie randki na które chodziła zupełnie niepotrzebnie miały pomóc jej o nim zapomnieć, niestety nie działały.

Ona nigdy go nie zastąpiła, nie umiała tego zrobić i to ją najbardziej bolało, już zawsze będzie miała wyrwany kawałek serca, z którym nic się nie da zrobić, będzie popsuta do końca życia, przez to co jej zrobił, co oni sobie zrobili. Wiedziała, że była to też jej wina, musiała się z tym pogodzić, nie była krystalicznie czysta jeśli chodzi o ich relację. Zdarzało jej się znikać na dłużej niż powinna, mówiła wtedy, że musi złapać oddech, uciec do dziczy, bo potrzebowała trochę wolności. Nie była nauczona życia w klatce, ale wracała, za każdym razem pojawiała się u progu, a on na nią czekał gotowy ponownie przyjąć ją w swoje ramiona. To działało, przynajmniej jej zdaniem, może faktycznie jak teraz na to spoglądała to jednak nie miało większego sensu? Tak się nie dało żyć. Zabawne, że był taki moment, ten ostatni ich rozdział, kiedy wydawało się, że wszystko się dobrze układa, że zastanawiała się nad tym, czy nie mogliby zostać rodziną. Taką prawdziwą, mimo, że zarzekała się, że nigdy nie będzie czyjąś żoną, to myślała o tym, że jemu mogłaby dać nawet i dzieci, czego nigdy, ale przenigdy nie zamierzała robić, bo to nie leżało w zakresie jej marzeń. Przy jego boku jednak te marzenia eweoluowały, jak widać na szczęście nic z tego nie wyszło.

Dostrzegła dzięki fruwającym książkom, że irytował się coraz mocniej, dobrze, niech się spali, niech poczuje to samo co ona. Niech też mu będzie z tym nieswojo, niech go drapie, najlepiej jak najdłużej. To oznaczało, że potrafiła jeszcze uderzyć w miejsca, które poruszały cokolwiek. Jednak ten rok nie zmienił zbyt wiele. Nadal byli w stanie wzbudzić w sobie jakieś emocje, lepsze to niż żadne.

Zabolało ją to. Nie zwracał się do niej w ten sposób. Nigdy. Nie była dla niego Gerry, była Riną, a teraz z niej zadrwił, nie, żeby przeszkadzało jej to brzmienie, chodziło o to, że nie traktował jej jak zwykle. Rzucanie nazwiskiem nie robiło na niej wrażenia, ale korzystanie z ksywki zarezerwowanej dla znajomych, jeszcze z taką drwiną - zakuło mocniej. - Daruj sobie. - Nie miała pojęcia dlaczego się jej czepiał, dlaczego bolało go to, że miała znajomych, których postanowiła zaangażować w swój problem. Powinna odciąć się od całego świata i czekać aż zmieni zdanie co do sensu istnienia ich relacji? Czy miała spędzić resztę życia w samotności, z dala od innych? Nie wiedziała, o co mu chodzi.

- Albo wybierze rozsądniejszą opcję i od razu zje to na czym najbardziej mu zależy, żeby nie tracić czasu i sił. - Mogli się tak przepychać godzinami. W ogóle całkiem niezła dyskusja im tu wynikła, zamiast nastawiać się na to, że wygrają to starcie, to kłócili się o to, kto pierwszy umrze, genialne nastawienie, nie ma co.

- Gówno wiesz o tym, czego chcę. Nigdy tego nie wiedziałeś. Nie znasz mnie. - Tak, wizja jej samej jako Królowej Lodu na kościanym tronie ją przeraziła. Zdecydowanie nie było to coś czego chciała, na pewno nie ostatnio. Nie miała zamiaru przynosić ze sobą śmierci, przeżyć kiedy inni mieli cierpieć. Jeśli dojdzie do jakiegoś starcia na pewno się dla nich poświęci, nigdy nie wybrałaby swojego życia, powinien o tym wiedzieć.

- Nie ma sprawy. - I tak karmił jej demony, to, jak teraz się do niej odzywał przynosiło im pożywienie, zachowywała się nieodpowiednio, nie miała na to wpływu, podsycał te wszystkie negatywne emocje.

- Słucham? Chyba cię pojebało do reszty. - Nigdy w życiu by go nie zdradziła. Jasne, otaczała się sporą grupą facetów, ale to zawsze byli tylko przyjaciele i znajomi, nigdy nie łączyło ją z nimi nic więcej. Nie, nie byli to przyjaciele jakimi niegdyś byli oni, widziała różnicę między obiema wersjami przyjaźni. Wkurwiło ją to, że oskarżył ją o zdradę, to zabolało, bo była mu wierna, jak nikomu innemu. Czekała na niego kiedy znikał, nigdy nie szła w tan, chociaż mogłaby. Dopiero ostatnio zaczęła szukać ukojenia w ten sposób. Wtedy, kiedy zostawił ją na dobre.

Po raz kolejny zabolało. Miał czelność leżeć u jej boku, sypiać z nią, gościć w jej życiu, a w między czasie planował ją zostawić. Myślała, że był z nią szczery, że naprawdę im wtedy było razem dobrze, jak widać wodził ją za nos, to wszystko było ułudą. Może niepotrzebnie wierzyła w to, że byli w stanie stworzyć zdrowy związek.

Wpatrywała się w niego zdecydowanie zbyt długo, kiedy usłyszała ostatnie słowa, które wypowiedział w jej kierunku. Czyli taka była prawda, to, co jej się wydawało okazało się być prawdziwe. To zabolało, najbardziej z tych wszystkich słów, które rzucał w jej kierunku. Nie mogła nad sobą zapanować. Kilka łez popłynęło jej po policzkach, nie była w stanie nic z tym zrobić. Czuła, że właśnie dlatego ją zostawił, bo nie mógł być z kimś takim jak ona, była zepsuta, chyba od zawsze. Nie mogła znieść tego, że nią gardził, w jego słowach czuła bardzo dużo goryczy. Cóż, zdecydowanie wszystko zostało zniszczone, a skoro tak było, to nie miała już żadnych hamulców. Zamachnęła się lewą ręką i strzeliła mu siarczystego liścia w policzek, pierwszy raz przekroczyła tę granicę, nigdy nie zrobiła mu krzywdy fizycznie, miała nadzieję, że go to zabolało. Później odwróciła się na pięcie i wybiegła z tego pomieszczenia, gdy znalazła się na zewnątrz zaczęła szlochać, był to dźwięk który rozbrzmiewał się głośno po okolicy, okropnie smutny los ją spotkał. Po raz kolejny jej serce rozsypało się na milion drobnych kawałków.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (8834), Geraldine Greengrass-Yaxley (6920)




Wiadomości w tym wątku
[22.08.1972] see - I am gone || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 01.10.2024, 22:39
RE: [22.08.1972] see - I am gone || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 01.10.2024, 23:31
RE: [22.08.1972] see - I am gone || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 02.10.2024, 00:28
RE: [22.08.1972] see - I am gone || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 02.10.2024, 08:09
RE: [22.08.1972] see - I am gone || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 02.10.2024, 09:34
RE: [22.08.1972] see - I am gone || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 02.10.2024, 11:29
RE: [22.08.1972] see - I am gone || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 02.10.2024, 12:30
RE: [22.08.1972] see - I am gone || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 02.10.2024, 13:37
RE: [22.08.1972] see - I am gone || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 02.10.2024, 14:39
RE: [22.08.1972] see - I am gone || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 02.10.2024, 15:16
RE: [22.08.1972] see - I am gone || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 02.10.2024, 16:31
RE: [22.08.1972] see - I am gone || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 02.10.2024, 20:21
RE: [22.08.1972] see - I am gone || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 02.10.2024, 21:49
RE: [22.08.1972] see - I am gone || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 03.10.2024, 10:37
RE: [22.08.1972] see - I am gone || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 03.10.2024, 11:36
RE: [22.08.1972] see - I am gone || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 03.10.2024, 12:41
RE: [22.08.1972] see - I am gone || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 03.10.2024, 17:31
RE: [22.08.1972] see - I am gone || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 03.10.2024, 18:52

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa