18.01.2023, 01:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.01.2023, 02:09 przez Brenna Longbottom.)
Rzut Z 1d100 - 62
Sukces!
-> rzut na utrzymanie kota.Sukces!
Brenna nie była świadoma, kim jest Daisy. Ani że została rozpoznana, nie mówiąc już o tym, że nie miała zielonego pojęcia, jak złą opinię ma o niej młoda dziennikarka. W jej oczach Lockhart wyglądała na przerażoną nastolatkę, która zdobyła się na pokaz odwagi, by pomóc małej dziewczynce uratować kotka. Dlatego, gdy ta wyznała, że ma lęk wysokości, mocniej ją podparła. Dostrzegała też takie objawy, jak drżenie rąk, szczękanie zębów – oj, to był naprawdę poważny lęk wysokości.
- Już dobrze – zapewniła łagodnie. – Byłaś bardzo dzielna.
Przejęła kota. Tyle że kot nagle zamienił się w rozzłoszczony kłębek furii. Chwilę temu naprawdę spokojny w jej ramionach, teraz furią drapał. Brenna zdołała go utrzymać chyba tylko dlatego, że miała pewne doświadczenie z obezwładnianiem ludzi.
Ale musiała przyznać, że ten kot był gorszy niż Mały Johnny z Nokturna, który miał prawie dwa metry wzrostu i którego musiała obalić na ziemię po tym, jak naćpał się eliksirami. Poważnie, z tamtym poradziła sobie dużo łatwiej. I było mnie krwawo, bo teraz jej ręce i nadgarstki pokryły zadrapania.
– On chyba bardzo nie chce do ciebie wracać – przyznała z wahaniem, a kot jakby na potwierdzenie nieco zmniejszył częstotliwość wyrywania się. Gdyby nie to, że Brenna w domu miała już trzy psy (albo cztery, albo pięć, albo sześć, w zależności od tego, czy liczyć Thomasa, Erika i ją samą), prawdopodobnie zamiast oddawać go temu szalonemu dziecku, zabrałaby kota do domu.
Ale kot w domu pełnym psów nie byłby dobrym pomysłem.
– Ale on mi ucieeekł!
- I ucieknie znowu – mruknęła Brenna, ostatecznie nie podając kotka prosto dziecku.
Odstawiła go na skraj kubła.
Adopcja bezdomnego kota była doskonałym pomysłem, ale gdy ten kot nie nienawidził cię szczerze. Ach i kiedy twoi rodzice się zgodzili. Nie wspominając o tym, że dziecko chyba też zostało podrapane…
Zwierzak, jakby nie wierząc własnemu szczęściu, najpierw spojrzał na Brennę, a potem zeskoczył z kubła i niby błyskawica pobiegł do wylotu uliczki. A dzieciak, popisując, pognał za nim na krótkich nóżkach. Brenna czułaby wyrzuty sumienia, że zawiodła dziecko, ale była pewna, że to nie zdołałoby ot tak donieść tego Pana Mruczkensa do domu… Skoro ona ledwo go utrzymała, jak miałaby to zrobić dziewczynka?
Brygadzistka tylko westchnęła i zwinnie zeskoczyła z kubła na ziemię, a potem wyciągnęła dłonie do Daisy. Co za dzień!
- Dawaj rękę, młoda, pomogę ci stąd zejść. Bardzo cię podrapał? – spytała, bo zauważyła, że policzek dziewczyny pokrywają krwawe pręgi.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.