03.10.2024, 00:04 ✶
Przejście zostało im udostępnione, ale kobieta nie raczyła dalej współpracować. Może i jej zadanie się w tym momencie zakończyło, to jednak nie dla nich. Rodolphus nie krył się z tym, jak bardzo nie podobało mu się zostawianie tej kobiety na tym poziomie budynku, kiedy oni będą musieli zejść niżej, nie wiedząc co ich czeka.
Travers postawił stopę na pierwszym stopniu, po czym na drugim. Sprawdzał stabilność schodów w pierwszych stopniach. Póki co, było na razie dobrze. Przeniósł swoje chłodne spojrzenie na Fawleyową i Viperę, trzymającego wycelowaną różdżkę w jej stronę. Powrócił na nią swoim stanowczym wzrokiem, lecz maska idealnie wszystko zakrywała.
- Owszem. Udostępniłaś nam. Lecz nie było mowy, że nie będziesz nam towarzyszyć. Teren ten jest dla nas obcy. Ale nie dla Ciebie. Chyba że się boisz? Nasz Pan nie akceptuje tchórzy.W przeciwieństwie do Rodolphusa, nie celował do niej z różdżki. Wyciągnął w jej kierunku wolną dłoń, aby mu podała, albo mogła wyminąć, aby iść przed nim. Próbował zachęcić ją słowami, próbować być przekonującym. Jeżeli sama nie znała podziemi, nie była zainteresowana zobaczyć, co tam jest?
Nieuniknione, że w dole coś było. Coś słyszał, ale nie skupił się w tym momencie, co to było.