03.10.2024, 20:00 ✶
- Och rozumieją bardzo dużo, a potem opowiadają matkom wszystko co je spotkało w ciągu dnia, więc radzę ci się ukryć zanim Nora dowie się co takiego śpiewałeś jej małej córeczce - powiedział to jak najbardziej poważnym głosem, na jaki go było w danej chwili stać. Nie był zbyt poważny i po chwili już wybuchnął śmiechem. - Ale bardzo szybko chłoną słowa i potem je powtarzają, więc nie jesteś chyba do końca bezpieczny - dodał jeszcze z cichym chichotem. Obserwowanie jak Ambroise obawia się jego siostry, kto by pomyślał, że taka drobna istota może wzbudzać aż taki respekt - cóż Thomas na pewno o tym wiedział, w końcu dorastał z nią od najmłodszych lat. Sam na własnej skórze nie raz przekonał się do czego zdolna jest Nora. Wolał nie myśleć co też zrobiłaby by z Greengrassem, bo potem i tak by się okazało, że przeszła jego najśmielsze wyobrażenia.
Zerknął na przyjaciela z zainteresowaniem, kiedy to wspomniał o swojej Mary-Loo i zaśmiał się na jego próby pokazania o co mu chodziło- cóż tej pantomimy nie dało się pomylić z niczym innym. - Rozumiem, że ma dość walory, które cię do niej przyciągnęły. Osobliwe imię, nie jest Brytyjką? - zapytał niewinnie, ale zaraz zainteresował się Mabel, bo w sumie jeżeli on zajmował się nią tak długo. Trzeba było wejść w tryb dobrego wujka, żeby nieco odciążyć drugiego mężczyznę i zmienić go zanim ten całkowicie padnie z wycieńczenia, zdawał sobie dobrze sprawę jak trudno jest zajmować się dzieckiem, które nie potrafiło za wiele poza płakaniem i gaworzeniem.
- Lepiej mieć kartoflany nos niż zachowywać się jak rozgotowany kartofel - odparował dość spokojnie i wciąż z Mabel na rękach zwrócił się do niej. - No jak Mabel, dobra była zabawa z wujkiem Ziemniakiem? Potrafi być zabawny jak się postara - żartował dalej ignorując całkowicie istnienie drugiego mężczyzny w pokoju. Jednak to ignorowanie nie wyszło mu za dobrze, bo młoda Figgówna nie chciała odpuścić. - No co za zdrajca mały - powiedział oddając ją w ręce Ambroise.
- Musisz po prostu bardziej otworzyć swój umysł na nowe doznania, bez alkoholu też można się świetnie bawić - rzucił wesoło i to dało mu do myślenia. Picie było dla maluchów takich jak Mabel nie formą rozrywki ale jedzenia. - Poczekaj, czy ona jadła odkąd nora wyszła? - zapytał i ruszył w stronę kuchni.
- Robiłem zakupy, przecież nasza mała księżniczka potrzebuje miliona nowych zabawek z okazji zbliżających się świąt. Czekam aż Nora zacznie mnie wyklinać, ze następne co mam jej dać to magiczny kufer na zabawki bo już zajmują cały pokój - odkrzyknął w odpowiedzi na jego pytanie, kiedy wracał do kraju na święta starał się nie brać żadnych zleceń i poświęcać czas rodzinie i przyjaciołom - nie zawsze to wychodziło, ale się chłopak starał. - Zobowiązania na razie są zawieszone, dopiero po nowym roku ruszam w nowe rejony. Na razie niczym Odyseusz wróciłem do domu po długich wojażach - zaśmiał się choć nie miał pojęcia czy Ambroise będzie wiedział o kogo chodzi, w końcu to był bohater z mitologii mogolskiej nie postać czarodzieja.
- Czy ty cały czas się z nią bawiłeś i jej nie karmiłeś? - zapytał bardziej rozbawiony niż z pretensją w głosie, ale to tłumaczyło dlaczego musiał ją cały czas zabawiać. W ręce trzymał butelkę z mlekiem dla małej Mabel. - no chodź mała, czas na obiad i drzemkę - wesoło zwrócił się do dziecka, które widząc, co trzyma Thomas już nie płakało, kiedy ją zabrał. Usiadł na fotelu obok i układając sobie małą zaczął ją karmić.
- Opowiadaj, w tym roku trafił ci się jakiś ciekawy przypadek? - mieli niemal cały rok do nadrobienia, sowy podróżowały długo i czasami od wysłania listu przez jednego z nich do otrzymania go przez drugiego trwały dwa tygodnie. A jak wiadomo w listach nie wszystko uda się opisać.
Zerknął na przyjaciela z zainteresowaniem, kiedy to wspomniał o swojej Mary-Loo i zaśmiał się na jego próby pokazania o co mu chodziło- cóż tej pantomimy nie dało się pomylić z niczym innym. - Rozumiem, że ma dość walory, które cię do niej przyciągnęły. Osobliwe imię, nie jest Brytyjką? - zapytał niewinnie, ale zaraz zainteresował się Mabel, bo w sumie jeżeli on zajmował się nią tak długo. Trzeba było wejść w tryb dobrego wujka, żeby nieco odciążyć drugiego mężczyznę i zmienić go zanim ten całkowicie padnie z wycieńczenia, zdawał sobie dobrze sprawę jak trudno jest zajmować się dzieckiem, które nie potrafiło za wiele poza płakaniem i gaworzeniem.
- Lepiej mieć kartoflany nos niż zachowywać się jak rozgotowany kartofel - odparował dość spokojnie i wciąż z Mabel na rękach zwrócił się do niej. - No jak Mabel, dobra była zabawa z wujkiem Ziemniakiem? Potrafi być zabawny jak się postara - żartował dalej ignorując całkowicie istnienie drugiego mężczyzny w pokoju. Jednak to ignorowanie nie wyszło mu za dobrze, bo młoda Figgówna nie chciała odpuścić. - No co za zdrajca mały - powiedział oddając ją w ręce Ambroise.
- Musisz po prostu bardziej otworzyć swój umysł na nowe doznania, bez alkoholu też można się świetnie bawić - rzucił wesoło i to dało mu do myślenia. Picie było dla maluchów takich jak Mabel nie formą rozrywki ale jedzenia. - Poczekaj, czy ona jadła odkąd nora wyszła? - zapytał i ruszył w stronę kuchni.
- Robiłem zakupy, przecież nasza mała księżniczka potrzebuje miliona nowych zabawek z okazji zbliżających się świąt. Czekam aż Nora zacznie mnie wyklinać, ze następne co mam jej dać to magiczny kufer na zabawki bo już zajmują cały pokój - odkrzyknął w odpowiedzi na jego pytanie, kiedy wracał do kraju na święta starał się nie brać żadnych zleceń i poświęcać czas rodzinie i przyjaciołom - nie zawsze to wychodziło, ale się chłopak starał. - Zobowiązania na razie są zawieszone, dopiero po nowym roku ruszam w nowe rejony. Na razie niczym Odyseusz wróciłem do domu po długich wojażach - zaśmiał się choć nie miał pojęcia czy Ambroise będzie wiedział o kogo chodzi, w końcu to był bohater z mitologii mogolskiej nie postać czarodzieja.
- Czy ty cały czas się z nią bawiłeś i jej nie karmiłeś? - zapytał bardziej rozbawiony niż z pretensją w głosie, ale to tłumaczyło dlaczego musiał ją cały czas zabawiać. W ręce trzymał butelkę z mlekiem dla małej Mabel. - no chodź mała, czas na obiad i drzemkę - wesoło zwrócił się do dziecka, które widząc, co trzyma Thomas już nie płakało, kiedy ją zabrał. Usiadł na fotelu obok i układając sobie małą zaczął ją karmić.
- Opowiadaj, w tym roku trafił ci się jakiś ciekawy przypadek? - mieli niemal cały rok do nadrobienia, sowy podróżowały długo i czasami od wysłania listu przez jednego z nich do otrzymania go przez drugiego trwały dwa tygodnie. A jak wiadomo w listach nie wszystko uda się opisać.