03.10.2024, 08:42 ✶
Było coś fascynującego w tym, jak Marian przeżuwał uparcie tę ulotkę, chociaż po początkowym zapale uświadomił sobie chyba, że pergamin nie jest najsmaczniejszym posiłkiem, i że lepiej byłoby go wrzucić do kosza niż zjadać. Ale w tej robocie widywało się już nie takie rzeczy, po początkowym zaskoczeniu Brenna zdołała więc przybrać znów wyraz twarzy wcielonego współczucia.
– Ma pan może jakieś pomysły? – spytała. Wprawdzie sama nie zamierzała zajmować się taką sprawą, ale mogła przekazać ją młodszym Brygadzistom. – Komu konkretnie zależałoby na zaszkodzeniu panu albo pańskiemu interesowi? Któryś bar w pobliżu albo ktoś, kto ma do pana osobiste animozje? – dopytała jeszcze, przyjmując od Atreusa plik ulotek, a potem przyglądając się im przez chwilę, zanim dwie złożyła i wsunęła od kieszeni.
Niby bzdura, ale wskazywało to na naprawdę złe intencje, skoro ktoś te ulotki tak uparcie wysyłał. I cóż, podpadało na pewno pod dręczenie, a może nawet pod nieuczciwą konkurencję, jeżeli faktycznie ulotki nie były żartem, a wybrykiem któregoś z sąsiednich barów.
– Te irlandzkie łapserdaki z Fontanny Szczęśliwego Losu, psia ich mać, na pewno chętnie wygryzłyby mnie z interesu!
Brenna nie odpowiedziała, chociaż akurat miała wrażenie, że Fontanna Szczęśliwego Losu to jest popularniejszym miejscem niż to – i nikogo nie musi wygryzać. Ale biorąc pod uwagę, ile osób tu siedziało, to wczoraj tych listów wysłano szczególnie dużo…
– Marian, ja ci powtarzam, tobie nie wolno się denerwować!
– Helena! Jak się tu nie denerwować, jak nam interes niszczą!
– A Ferdynand…?
– Tak! – wydarł się Marian, z ogniem w oczach spoglądając na aurora i Brygadzistkę. – Sąsiad nasz, zakała na społeczności, leń patentowany, wiecznie się oburza, że nie chcę mu dawać darmowego piwa. To Ferdek, jak nic! A wy! Wy nic z tym nie robicie – powiedział, wyraźnie znowu wkurzony, palcem pokazując na Atreusa.
– Panie Marianie, poślemy kogoś do tego Ferdynanda – obiecała Brenna ugodowo, zerkając na Atreusa trochę podejrzliwie, jakby niepewna, czy zaraz tego palca nie postanowi połamać. Ale uznała, że w sumie to chyba nie, jakoś się na tej posadzie aurora uchował bez żadnych zawieszeń, prawda…? – A na razie proponuję, żeby państwo zostawili na drzwiach informację, że wieców żadnych tu nie ma i nie będzie, za to jest promocja cztery piwa w cenie trzech czy coś takiego. Może tych co bardziej awanturnych od razu to zniechęci, a inni zainteresują się piwem? – spytała, oglądając się przez ramię. Jakiś goblin wymknął się właśnie za drzwi – najwyraźniej pojawienie się Brygady na miejscu trochę niektórych zniechęciło do wieców czy bójek z okazji tych wieców.
– Ma pan może jakieś pomysły? – spytała. Wprawdzie sama nie zamierzała zajmować się taką sprawą, ale mogła przekazać ją młodszym Brygadzistom. – Komu konkretnie zależałoby na zaszkodzeniu panu albo pańskiemu interesowi? Któryś bar w pobliżu albo ktoś, kto ma do pana osobiste animozje? – dopytała jeszcze, przyjmując od Atreusa plik ulotek, a potem przyglądając się im przez chwilę, zanim dwie złożyła i wsunęła od kieszeni.
Niby bzdura, ale wskazywało to na naprawdę złe intencje, skoro ktoś te ulotki tak uparcie wysyłał. I cóż, podpadało na pewno pod dręczenie, a może nawet pod nieuczciwą konkurencję, jeżeli faktycznie ulotki nie były żartem, a wybrykiem któregoś z sąsiednich barów.
– Te irlandzkie łapserdaki z Fontanny Szczęśliwego Losu, psia ich mać, na pewno chętnie wygryzłyby mnie z interesu!
Brenna nie odpowiedziała, chociaż akurat miała wrażenie, że Fontanna Szczęśliwego Losu to jest popularniejszym miejscem niż to – i nikogo nie musi wygryzać. Ale biorąc pod uwagę, ile osób tu siedziało, to wczoraj tych listów wysłano szczególnie dużo…
– Marian, ja ci powtarzam, tobie nie wolno się denerwować!
– Helena! Jak się tu nie denerwować, jak nam interes niszczą!
– A Ferdynand…?
– Tak! – wydarł się Marian, z ogniem w oczach spoglądając na aurora i Brygadzistkę. – Sąsiad nasz, zakała na społeczności, leń patentowany, wiecznie się oburza, że nie chcę mu dawać darmowego piwa. To Ferdek, jak nic! A wy! Wy nic z tym nie robicie – powiedział, wyraźnie znowu wkurzony, palcem pokazując na Atreusa.
– Panie Marianie, poślemy kogoś do tego Ferdynanda – obiecała Brenna ugodowo, zerkając na Atreusa trochę podejrzliwie, jakby niepewna, czy zaraz tego palca nie postanowi połamać. Ale uznała, że w sumie to chyba nie, jakoś się na tej posadzie aurora uchował bez żadnych zawieszeń, prawda…? – A na razie proponuję, żeby państwo zostawili na drzwiach informację, że wieców żadnych tu nie ma i nie będzie, za to jest promocja cztery piwa w cenie trzech czy coś takiego. Może tych co bardziej awanturnych od razu to zniechęci, a inni zainteresują się piwem? – spytała, oglądając się przez ramię. Jakiś goblin wymknął się właśnie za drzwi – najwyraźniej pojawienie się Brygady na miejscu trochę niektórych zniechęciło do wieców czy bójek z okazji tych wieców.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.